No właśnie, zabawa. Chyba wczoraj lub dwa dni temu naszły mnie smutne i dziwne przemyślenia.
Wszystko to przy realizowaniu kolejnych pomysłów na przechytrzenie ryb, czyli tworzenie przynęt.
Skutecznych, super łownych. Innych niż reszta którą już mam lub mają inni. Zastanowiłem się i
stwierdziłem że to co lubię robić najbardziej (już od dziecka) nie będzie nikomu potrzebne jak nie
będzie ryb. Po co najlepsze komu woblery, muchy, nimfy? Czy na sandacza, szczupaka, głowacice,
pstrąga czy inne, muchowe. Po co nowe piękne kije zbrojone ręcznie czy przerabiane ze starych
znanych patyków? Ciuchy, wodery, but, inne wyposażenie? Po co, skoro nie ma i nie będzie ani
pstrągów, ani lipieni. A i inne wyginą prędzej czy później. Po tej chwili wątpliwości i przemyśleń
stwierdziłem to co zawsze mówię bliskim znajomym: "wolałbym zamienić wszystko co mam i nie mieć
nic a mieć te ryby które kiedyś były". Myślę więc ciągle i analizuję jak to możliwe że mimo tylu starań,
wyrzeczeń każdych innych działań nie powoduje to jakiejś poprawy rybostanu pstrąga i lipienia w
bieszczadzkich (i nie tylko) wodach. Analizuję i tłumaczę sobie jak to możliwe że po wojnie ryby były.
Były nawet tam gdzie wcześniej ich nie było. Fakt że z zarybień, ale zarybienia te zadziałały, nie tak
jak teraz. Wojna trwała 5 lat. Bieda i komuna kolejne -naście czy -dziesiąt. Jestem ciekaw czy jakby
zakazał zabijania czy łowienia przez 5-10 lat to populacje nie odbudowałyby się i stały
samowystarczalne. Odpowiedź mam jednak szybką i też nie przekonywującą: " na Sanie już -naście
lat (a może bliżej 20-tu) nie wolno zabijać lipienia a jednak go nie ma. Zanika. Czy może należałoby
wymienić populacje na jakąś obcą żeby wymieszać geny? Chyba że powodem jedynym i
najważniejszym jest woda? W zasadzie jej jakość. Wierzyć mi się jednak do końca w to nie chce.
Woda po zimie jest inna, świeża, jak po każdym deszczyku. Może to rzeczywiście tarliska grają tutaj
najważniejszą rolę. Ale te -naście czy -dziesiąt lat też były takie same. Sam nie wiem.
Chciałbym coś wymyślić tak jak te skuteczne i śmiercionośne przynęty ale jakoś nic mi się nie klei.
Zresztą nie tylko mi skoro już tyle osób próbuje wyjść jakoś z tego "wędkarskiego pata" i im się to też
nie wychodzi. Smutne to i nie napawa optymizmem. Aż odechciewa się wszystkiego co tak cieszyło
od dziecka. Podobnie jak te ankiety, pytania, zadania. Człowiek jako dziecko ciągle tylko czekał na
nowe wieści w gazetach. Czekał na nowe książki, broszury. Krzyżówki rozwiązywał z ciekawością ale
i uczył się nowego. Nieznanego. Teraz chyba tylko to nam zostaje. Pisać, dyskutować, sprzeczać się i
narzekać.
Cóż. Chyba rzeczywiście już nam tylko zabawa została skoro wszystko inne zawodzi, by przywrócić
zadowalający rybostan wód na których można by te "pomysły", przynęty testować. Strasznie mnie to
"wyzwanie kręci, korci" i jednocześnie załamuje i odcina od wędkarstwa, skoro wiem, że nie da się
tego aby zrealizować.
Przyjemnej i owocnej zabawy. Szczególnie życzę tego młodym czy zaczynającym z fly fishing.