f l y f i s h i n g . p l 2021.12.01
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
FORUM  WĘDKARSTWA  MUCHOWEGO
Email: Hasło:
Zaloguj automatycznie przy każdej wizycie:
Jeśli jeszcze się nie zarejestrowałeś: Załóż konto

Ostani post! Temat: Odp: Kiedyś .... Autor: Łukasz_B. Czas 2021-12-01 23:11:00.


poprzednia wiadomosc Kiedyś ... : : nadesłane przez trouts master (postów: 7119) dnia 2021-11-21 20:56:39 z 195.205.175.*
  Kiedyś, łowiąc na małych, dzikich bieszczadzkich rzeczkach, cieszyłem się jak dziecko gdy udało mi się złowić
obcy gatunek jakim był lipień. Były to ryby rożnej wielkości od ok 20-25cm do grubo powyżej 40cm.
Wszystko na suchą muchę. Dużą suchą muchę, nie taką drobinkę na jakie łowiło się na Sanie. A było to nie tak
dawno. Lata 90 do milenium.
Teraz łowiąc na Sanie, szukam oczek pomimo tego że płynie piękna "gruba" jesienna jętka. Nigdy nie
przypuszczałem że na tak dużej rzece jaką jest San w okolicy Leska (i niżej) może zniknąć lipień. Niestety, od
pewnego już czasu nie potrafię znaleść oczka tej ryby, której wielkość by mnie ucieszyła. Łowię w kilku
najlepszych miejscach i nie widziałem jednego oczka które warto byłoby zaliczyć. Oczka drobnych rybek czy
pstrągów mało mnie interesują. Boje się że takich ryb o których piszę już chyba nie ma.

Dziwię się jeszcze jak można pobierać opłaty za łowienie ryb których nie ma. Podobno wg ustawy opłaty za
amatorski połów ryb pobierane są za pozyskiwanie ryb. Samo rzucanie wędką w pustej wodzie pozyskiwaniem
nie jest. Wstyd że gospodarz i dzierżawca jest w stanie tak kroić pieniądze na ludzkiej ułudzie. Chyba że do
pozyskiwania służy zbiornik Myczkowce lub wpuszczane kilka razy tu i tam "pstrągi".

Współczuję nam wszystkim naszego uzależnienia i "nowych" czasów.

  [Powrót do Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem]    
 
Nadawca
Data
  Odp: Kiedyś ... [16] 21.11 21:39
 
Dobry wieczór,...

myślę, że jesteśmy w podobnym wieku....


Nie byłem na Sanie od dwóch lat, ale pamiętam lata 80/90', i nie rozumiem zaniku lipienia w okolicach Leska.

Pamiętam jak wszyscy brali komplet (5 sztuk/dzień) a ryby i tak były.

Co jest teraz???

Pozdrowienia
 
  Odp: Kiedyś ... [14] 21.11 21:48
 
Narzekanie i obwinianie...
Złodziej to taki przez którego zło się dzieje.
Drenaż na dowolnym polu.
 
  Odp: Kiedyś ... [13] 21.11 22:15
 
Dobry wieczór,..
sam brałem, ile potrzeba było, na wieczór przy ognisku...
Nie było problemu złowienia na suchą muchę ,nikt nie kombinował ,co to sztuczna mucha...

Chruścik po zmroku...

Kto prześledzi archiwum forum, ten zrozumie co się stało...

Pozdrowienia,..


szczególnie dla .....

trouts master

 
  Odp: Kiedyś ... [12] 22.11 04:25
 
Zadziwiały i zadziwiają mnie zawsze opinie tych, którzy twierdzili, że od zabierania ryb z wody jakimś cudem
powinno ich przybywać. Copperfild może maczał w tym palce.

Na moją logikę i dzisiejszą wiedzę o tym, że zarybienia nie przynoszą długoterminowych efektów wygląda na
to, że tym sławnym, bezrefleksyjnym zabieraniem kompletów po 5szt. (szkoda, że nie po 10), przy pełnej
uciesze i aprobacie wszystkich biorących w tym udział, pozbyliśmy się dzikich, stabilnych stad tarłowych
dających przetrwanie kolejnym pokoleniom. W ich miejsce wprowadzone zostały ryby ze sztucznej chodowli,
które nie radzą sobie ze zmianami antropopochodnymi i nigdy juź sobie nie poradzą bo te zmiany są coraz
bardziej nasilone i wszystko wskazuje na to, że będzie gorzej.
Proces podmiany z dzikich na sztuczne trwał od momentu wprowadzenia gispodarki rybackiej na rzekach P&L.
Lipień jest mega trudnym i wrażliwym gatunkiem i zgubiła nas jak zawsze zachłanność.

Powrót do stanu sprzed kilkudziesięciu lat jest możliwy pod jednym warunkiem. Musiałby zniknąć człowiek.

Oczywiście są ludzie, którzy być może zechcą stanąć na głowie, żeby przywrócić przynajmniej namiastkę tego
co zabił błednie obrany i realiziwany latami proceder i pewnie momentami to będzie wyglądało obiecująco, bo
pojawi się nowe sztuczne pokolenie lipieni z probówki ale jeden niekorzystny splot zdarzeń uwali ten wysiłek
znowu na długi czas.

Brak tarlisk, temperatura wody, chemia gospodarcza i rolnicza, kormorany i inne plagi egipski a przede
wszystkim ludzka głupota.

Polak pezed i po szkodzie głupi.

Zasłużyliśmy na to.

 
  Odp: Kiedyś ... [11] 22.11 07:34
 
Dzień dobry,..

przypomnę tylko, że lipienia "wrzucono" do Sanu stosunkowo nie tak dawno (link). Nie wiem jaka jest wartość tych badań, ale ktoś coś policzył.

Mowa o dzikiej populacji...
Stada kleni, świnek i brzan też wyjedli paskudni mięsiarze?

Pomimo brania kompletów w latach 80/90-tych najlepszy San opisywany jest już w nowym stuleciu...

David Copperfield

Obowiązujący od kilku lat zakaz zabierania coś zmienił?
Nie piszę o zmianach klimatu, wody i innych czynnikach, ale może trzeba zmienić łowiska na inne niż Hoczewka-Huzele

Pozdrowienia
 
  Odp: Kiedyś ... [10] 22.11 09:21
 
Pomimo brania kompletów w latach 80/90-tych najlepszy San opisywany jest już w nowym stuleciu...


Chętnie poznam te opisy. Nowe stulecie to już końcówka tłustych lat z trudnym do porównania
rybostanem do tego z lat 80-tych, którego bazą było skuteczne naturalne tarło kolejnych, po pierwszy
zarybieniach, roczników. I pomimo ogromnej presji, kompletów po 5 szt itp itd lipień potrafi się obronić i
trwał. A potem skończyły się tarliska na Hoczewce, Olszance, Pot. Tyrawskim, skończył się lipień w
Sanie. Podbnie było na Dunajcu, wraz z końcem tarlisk na Leśnicy, Kamienicy, i odcięciem Białki
przyszedł koniec na dunajeckiego lipka. Dlatego uważam, że w kwestii dzisiejszej nędzy niewielki lub
żadnen na nią wpływ miało wybicie tamtych stad tarłowych, gdyż nawet najsilniejsze, dzikie tarlaki nie
poradzą sobie z brakiem tarliska.
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 22.11 12:01
 
To (foty) są gniazda tarlowe?
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 22.11 13:10
 
To (foty) są gniazda tarlowe?




Ależ to proste, wystarczy pokazać poprzez zdjęcia jak wyglądają gniazda tarłowe, przecież każdy brodząc,
wyuczony takim optycznym instruktażem, ominie je szerokim, bardzo szerokim łukiem. A dziw, że takie
zdjęcia bardzo rzadko są publikowane. Przecież to powinien być elementarz ochrony ryb, każdy
gospodarz powinien zadbać, o jeśli nie edukację potwierdzaną egzaminem, to przynajmniej łopatologiczny
instruktaż.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 22.11 13:54
 
b, każdy gospodarz powinien zadbać, o jeśli nie edukację potwierdzaną egzaminem, to przynajmniej
łopatologiczny instruktaż.


Każdy gospodarz to powinien wyłączać tarliska z dotępu do nich czyli brodzenia w okresach tarła, do
przewidywanego końca inkubacji. Co roku odbywa się to praktycznie w tych samych miejscach i nie jest
tych miejsc aż tyle, że wyłaczenia spowodowałyby jakies drastyczne ograniczenie powierzchni łowiska. A
nawet gdyby...
 
  Odp: Kiedyś ... [6] 22.11 12:02
 
Oczywiście San. Dużo ich tu i tam. Aż dziwnie dużo.
 
  Odp: Kiedyś ... [5] 22.11 12:17
 
Wyglądają na gniazda ale ekspertem nie jestem. Problem w tym, że nie ma się co nimi "jarać". Efekt
tarła w cieku głównym bywa raczej mizerny.
 
  Odp: Kiedyś ... [4] 22.11 15:42
 
Właśnie, wyglądają. Pytanie tylko co buduje tak dużo i tak duże gniazda. Pstrągów w ich pobliżu nie ma.
Wypadałoby w nocy pójść ze strażnikami sprawdzić czy rzeczywiście coś tam się kręci. Jedno widziałem już
chyba z dwa tyg. temu, inne są świeże.
Tak jak piszesz, jeżeli są to gniazda tarlowe i jakieś "ważne" ryby się tam wycierają to chyba wypadałoby
zamknąć ten odcinek rzeki skoro wcześniejsze tarliska (w potokach) zniknęły. Jeżeli to tylko grzebanie ptaków
w dnie, np. łabędzi w poszukiwaniu jedzenia to nie ma nad czym myśleć. Dziwne że nie ma ani jednego
pstraga w dużej okolicy tych miejsc. Podobne rzeczy widzę już od zeszłego roku a wcześniej jakoś czegoś
takiego nie zauważyłem. Chyba ta zeszłoroczna "powódź" coś namieszała ze dnem że takie coś się dzieje.
Żwiru na dnie (od Hoczewki do Sobienia) miejscami jest "do syta".

Co do ptaków. Jadąc droga wzdłuż Sanu obserwuje jak one teraz rządzą gdy nie ma człowieka w wodzie.
Marny los czeka te wpuszczone jesienią lipionki i pstrążki. Czaple i rybitwy polują na nie aż żal patrzeć.
Rybitwy czy mewy, kij wie jak to się zwie polują w podobny sposób jak perkozy. Ganiają po powierzchni nad
głowami rybek i co się pokaże to zaraz wydziobują. Myślę że jeżeli nie zacznie ktoś prać w nie ołowiem i
przegoni tam gdzie ich miejsce to żadne zarybienie nie będzie skuteczne i ryb żadnych na Sanie nie będzie.

Zachciało się pewnym eko oszołomom mieć i chronić pewne gatunki i teraz mewy, rybitwy czy perkozy zamiast
żyć tam gdzie zawsze były, są w jakiś dziwny sposób na rzece San. Jak te ryby mają się uchować w wodzie.
 
  Odp: Kiedyś ... [3] 22.11 20:41
 
Bardzo prosto da się Arek rozpoznać. Jeśli te ptaki miały taki jaskółczy ogon, to na 100% były to rybitwy.
Łabędzie mogą wyrywać roślinność z dna, ale kamieni tak jak na zdjęciu nie powywracają. Być może
takie miejsca jak na zdjęciu to tylko ślady po próbie budowania gniazda przez pstrągi. Może miejsce im
nie odpowiadało, np. pod cienką warstwą żwiru i kamyków była płyta lub piasek?
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 22.11 22:51
 
To nie rybitwy. Większe były.
Co do tych "tarlisk" czy rozgrzebanych miejsc, trochę ich jest. Wszędzie na wodzie ok 10-20cm z takimi
kamieniami i ciągłym przepływie. Skoro jakieś ryby szukały i próbowały to trochę zryły dno Sanu.
Gdyby jednak składały ikrę w tych miejscach to San wypadałoby zamykać. Ludzie chodzą szukając lipieni i mogą
wchodzić na takie miejscówki. Chyba że założymy tak jak @mart że tarło na straty, to można zostawić wszystko
jak jest, bez zmian. Ptaki będą miały trudniej pojeść rybek.
_______
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 23.11 07:56
 
Chyba że założymy tak jak @mart że tarło na straty, to można zostawić wszystko jak jest, bez zmian.

To że tarło w głównej rzece nie przynosi wielkich wyników nie znaczy, że nie trzeba takich miejsc chronić.
Po pierwsze dlatego, że nigdy do końca nie wiesz czy coś z tego wyniknie czy nie a, po drugie z samego
szacunku dla tych ryb, które przecież niemałym wysiłkiem zbudowały te gniazda i złożyły ikrę. Naprawdę
nie każde miejsce w rzece musi być dostępne 365 dni w roku do zadeptania przez wędkarzy.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 23.11 09:52
 
Zgadza się. Powiedziałbym nawet że nie wszystkie odcinki rzeki.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 29.11 23:47
 
U nas też lipień zniknął choć jeszcze parę lat temu było go pełno. Niewiem może plaga
kormoranów, zmiany środowiskowe, niska woda ,czy może bardziej tabuny kajakarzy ryjąc
kajakami i wiosłami płytkie tarliska. Nie wiem tylko gdzie gospodarz wody który powinien
dbać o łowiska.
 
  Odp: Kiedyś ... [53] 22.11 15:14
 
Dziwię się jeszcze jak można pobierać opłaty za łowienie ryb których nie ma.


W kolizji z realiami czyli stanem ekologicznym naszego kraju bańka pękłą, szkoda tylko, że tam gdzie
najmniej spodziewaliśmy się tego. Jeszcze parę lat temu wielu z nas uważało (w tym ja), że San jest
"wieczny". Ma mocną populację P,L&G (teraz widać, że wcale nie nie mocną), super Gospodarza i
efektywną ochronę bezwzgędnie eliminującą kłusownictwo (co do Gospodarza to nie wypowiadam się,
bo najprościej jest krzyknąć, że nic nie robi, co do ochrony to coraz gorzej to wygląda), przepisy
ograniczające presję czyli limit wejść i zakaz zabijania lipienia (które finalnie okazały się, że mało
skuteczne). .Ale....
.... czy to nie jest normalna kolej rzeczy w przypadku takich sztucznych tworów jakimi są odpływy z
dużych zbiorników zaporowych? Czy na tych odpływach nie będzie się działo dokladnie to co się dzieje
na samych zbiornikach, gdzie po początkowym boomie na wszelkie gatunki, a zwłaszcza cenne
drapieżniki z trocią jeziorową na czele stopniowo dochodzi do degradacji systemu i degeneracji
rybostanów? Solinę napełniono 50 lat temu. Może właśnie jesteśmy świadkami dojścia tego systemu do
końca możliwości utrzymania populacji ryb łososiowatych?
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 22.11 15:24
 
Może. Zawsze twierdzę i będę się tego trzymał że zbiornik (każdy) to zwykły osadnik. Do pewnego czasu jakoś
działa i ... przestaje. A oczyścić się sam nie oczyści. Dlatego każdy pomysł budowy nowego powinien być z
góry ustalone kto, jak, kiedy i czym będzie go czyścił. Rzeka sam się oczyści, choćby na jej drodze stanęła
droga, most, dom. Wszystko posprząta i pchnie na bok lub w stronę osadnika (morza, innego ludzkiego tworu).
Zaporówki żadnej nie da się oczyścić bez jakiejś katastrofy ekologicznej.
 
  Odp: Kiedyś ... [51] 24.11 01:10
 
Dziwię się jeszcze jak można pobierać opłaty za łowienie ryb których nie ma.


W kolizji z realiami czyli stanem ekologicznym naszego kraju bańka pękłą, szkoda tylko, że tam gdzie
najmniej spodziewaliśmy się tego. Jeszcze parę lat temu wielu z nas uważało (w tym ja), że San jest
"wieczny". Ma mocną populację P,L&G (teraz widać, że wcale nie nie mocną), super Gospodarza i
efektywną ochronę bezwzgędnie eliminującą kłusownictwo (co do Gospodarza to nie wypowiadam się,
bo najprościej jest krzyknąć, że nic nie robi, co do ochrony to coraz gorzej to wygląda), przepisy
ograniczające presję czyli limit wejść i zakaz zabijania lipienia (które finalnie okazały się, że mało
skuteczne). .Ale....
.... czy to nie jest normalna kolej rzeczy w przypadku takich sztucznych tworów jakimi są odpływy z
dużych zbiorników zaporowych? Czy na tych odpływach nie będzie się działo dokladnie to co się dzieje
na samych zbiornikach, gdzie po początkowym boomie na wszelkie gatunki, a zwłaszcza cenne
drapieżniki z trocią jeziorową na czele stopniowo dochodzi do degradacji systemu i degeneracji
rybostanów? Solinę napełniono 50 lat temu. Może właśnie jesteśmy świadkami dojścia tego systemu
do
końca możliwości utrzymania populacji ryb łososiowatych?


Trudno się nie zgodzić, że w ostatnich latach dzikie pstrągi i lipienie są na całym południu w całkowitym
odwrocie. W Sanie jest podobnie a mocną populacje ma jedynie głowacica. Na OS jest praktycznie w
każdym głębszym dołku, ze starym korytem włącznie. Wiele osób myśli inaczej ale moje zdanie jest
właśnie takie. Po prostu ryba ta od pewnego wymiaru wychodzi spod presji ptaków a jedynym
zagrożeniem dla niej jest kłusownik. To, że nie biorą tak jak jeszcze kilka lat temu nie znaczy że jest ich
mniej. Wystarczy obserwować rzekę. Niektóre osoby twierdzą, że lipienie nie zimują w tradycyjnych
zimowiskach na Zwierzyniu czy Bachlawie właśnie przez głowacice.
Co do ochrony, cóż wszystko się zmienia. Dzisiaj strażnicy muszą poświęcić o wiele więcej czasu na
płoszenie kormoranów a przecież kiedyś taki problem w ogóle nie istniał. Sprawy kłusowania wcale nie
odpuszczamy. Zmieniają się tylko narzędzia jak choćby zakupiona niedawno kamera termowizyjna. Co
do przepisów śmiem twierdzić, że gdyby nie one to lipieni w Sanie już by nie było.
Gospodarka na Sanie nie zmieniała się od lat. W tym roku zrobiliśmy dodatkowe zarybienia lipieniem
początkiem maja i lipca. Na OS poszło wtedy 3000 dwulatków i 11000 narybku letniego. Do tego
normalne, jesienne zarybienie prawie 20000 we wrześniu. Od Hoczewki w dół wpuściliśmy 3500
dwulatków. Zrobiliśmy to czego domaga się Remigiusz. W tym kontekście odłowienie 150 tarlaków jest
żadną ilością, a twierdzenie że to jest przyczyna braku lipieni jest całkowita bzdurą.
W latach następnych zamierzamy kontynuować zarybienia narybkiem letnim, jesiennym i dwulatkami,
bo dzisiaj nie wiadomo które zarybienie da najlepszy efekt. Dodatkowo co roku budujemy tarliska. Nie
są to takie ilości jak na starym korycie, gdzie poszło 4000 ton żwiru, ale sypanie co roku 100-150 ton
ma znaczenie. W tym roku dzięki Panu Burmistrzowi z Zagórza, który zorganizował zbiórkę pieniędzy
na żwir i zarybienie głowacicą oraz sponsorowi, który nie chce ujawniać swojego nazwiska wsypaliśmy
do rzeki 110 ton żwiru. Ryby już to doceniły.
Na dzisiaj małe lipienie widać praktycznie wszędzie, od lipca praktycznie nie było brudnej wody. W
ubiegłą niedzielę na OS odbyły się zawody okręgowe. 18 osób złowiło 65 lipieni o średnim wymiarze
32,8 cm. Obecnie i przez całą zimę San i nie tylko ochraniać przed kłusownikami i ptakami będzie 9
osób mających do dyspozycji 6 samochodów. Czy ryby przetrwają do następnego sezonu nie wiem. Tu
trzeba odpowiedzieć na Pana pytanie: „Może właśnie jesteśmy świadkami dojścia tego systemu do
końca możliwości utrzymania populacji ryb łososiowatych?”
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 24.11 08:24
 
Trzymam kciuki. Pozdrawiam.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 24.11 16:23
 
Dziwię się jeszcze jak można pobierać opłaty za łowienie ryb których nie ma.


W kolizji z realiami czyli stanem ekologicznym naszego kraju bańka pękłą, szkoda tylko, że tam gdzie
najmniej spodziewaliśmy się tego. Jeszcze parę lat temu wielu z nas uważało (w tym ja), że San jest
"wieczny". Ma mocną populację P,L&G (teraz widać, że wcale nie nie mocną), super Gospodarza i
efektywną ochronę bezwzgędnie eliminującą kłusownictwo (co do Gospodarza to nie wypowiadam się,
bo najprościej jest krzyknąć, że nic nie robi, co do ochrony to coraz gorzej to wygląda), przepisy
ograniczające presję czyli limit wejść i zakaz zabijania lipienia (które finalnie okazały się, że mało
skuteczne). .Ale....
.... czy to nie jest normalna kolej rzeczy w przypadku takich sztucznych tworów jakimi są odpływy z
dużych zbiorników zaporowych? Czy na tych odpływach nie będzie się działo dokladnie to co się dzieje
na samych zbiornikach, gdzie po początkowym boomie na wszelkie gatunki, a zwłaszcza cenne
drapieżniki z trocią jeziorową na czele stopniowo dochodzi do degradacji systemu i degeneracji
rybostanów? Solinę napełniono 50 lat temu. Może właśnie jesteśmy świadkami dojścia tego systemu
do
końca możliwości utrzymania populacji ryb łososiowatych?


Trudno się nie zgodzić, że w ostatnich latach dzikie pstrągi i lipienie są na całym południu w całkowitym
odwrocie. W Sanie jest podobnie a mocną populacje ma jedynie głowacica. Na OS jest praktycznie w
każdym głębszym dołku, ze starym korytem włącznie. Wiele osób myśli inaczej ale moje zdanie jest
właśnie takie. Po prostu ryba ta od pewnego wymiaru wychodzi spod presji ptaków a jedynym
zagrożeniem dla niej jest kłusownik. To, że nie biorą tak jak jeszcze kilka lat temu nie znaczy że jest ich
mniej. Wystarczy obserwować rzekę. Niektóre osoby twierdzą, że lipienie nie zimują w tradycyjnych
zimowiskach na Zwierzyniu czy Bachlawie właśnie przez głowacice.
Co do ochrony, cóż wszystko się zmienia. Dzisiaj strażnicy muszą poświęcić o wiele więcej czasu na
płoszenie kormoranów a przecież kiedyś taki problem w ogóle nie istniał. Sprawy kłusowania wcale nie
odpuszczamy. Zmieniają się tylko narzędzia jak choćby zakupiona niedawno kamera termowizyjna. Co
do przepisów śmiem twierdzić, że gdyby nie one to lipieni w Sanie już by nie było.
Gospodarka na Sanie nie zmieniała się od lat. W tym roku zrobiliśmy dodatkowe zarybienia lipieniem
początkiem maja i lipca. Na OS poszło wtedy 3000 dwulatków i 11000 narybku letniego. Do tego
normalne, jesienne zarybienie prawie 20000 we wrześniu. Od Hoczewki w dół wpuściliśmy 3500
dwulatków. Zrobiliśmy to czego domaga się Remigiusz. W tym kontekście odłowienie 150 tarlaków jest
żadną ilością, a twierdzenie że to jest przyczyna braku lipieni jest całkowita bzdurą.
W latach następnych zamierzamy kontynuować zarybienia narybkiem letnim, jesiennym i dwulatkami,
bo dzisiaj nie wiadomo które zarybienie da najlepszy efekt. Dodatkowo co roku budujemy tarliska. Nie
są to takie ilości jak na starym korycie, gdzie poszło 4000 ton żwiru, ale sypanie co roku 100-150 ton
ma znaczenie. W tym roku dzięki Panu Burmistrzowi z Zagórza, który zorganizował zbiórkę pieniędzy
na żwir i zarybienie głowacicą oraz sponsorowi, który nie chce ujawniać swojego nazwiska wsypaliśmy
do rzeki 110 ton żwiru. Ryby już to doceniły.
Na dzisiaj małe lipienie widać praktycznie wszędzie, od lipca praktycznie nie było brudnej wody. W
ubiegłą niedzielę na OS odbyły się zawody okręgowe. 18 osób złowiło 65 lipieni o średnim wymiarze
32,8 cm. Obecnie i przez całą zimę San i nie tylko ochraniać przed kłusownikami i ptakami będzie 9
osób mających do dyspozycji 6 samochodów. Czy ryby przetrwają do następnego sezonu nie wiem. Tu
trzeba odpowiedzieć na Pana pytanie: „Może właśnie jesteśmy świadkami dojścia tego systemu do
końca możliwości utrzymania populacji ryb łososiowatych?”
Witam serdecznie Pana .Mam jedno pytanie czy nie myśleliście nad wprowadzeniem całkowitego
zakazu połowu przez kilka miesięcy tak jak to jest w innych krajach.Mylę że trochę by się im przydało
urlopu bo na oesach nie mają lekkiego życia .
Pozdrawiam serdecznie Tomek


 
  Odp: Kiedyś ... [47] 24.11 18:39
 
Też trzymam kciuki oczywiście za San i poprawę. Z drugiej
strony może się słabo orientuje ale w czasach gdy lipienia było
dużo i był wszędzie ilości wpuszczanych lipienie były podobne
? Patrzec na przeżywaliność wpuszczanego narybku
procentową i obecne zagrożenia ( kormorany , metnice itd) to
ilość odlawianych tarlakow w liczbie 150 szt jest jednak sporą
ilością i odłowy powinne być zakazane . Zdaje sobie sprawę z
kosztów zarybienia i wiem że to tylko koncert życzeń który
słyszy pan nie raz od wielu ludzi ale przy tej ilości zarybienia i
odłowach tarlakow to nic z tego nie będzie takie deptanie w
miejscu.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 24.11 18:50
 
Nie ma szans.
Flora wody uniemożliwi rozkwit fauny.
Lepiej już było.
 
  Odp: Kiedyś ... [45] 24.11 18:51
 
To skąd proponujesz pozyskiwać materiał zarybieniowy?
 
  Odp: Kiedyś ... [44] 24.11 19:00
 
Czy ja jestem trenerem tej drużyny? Po pierwsze nie wiem ile
ikry dają te odłwione lipienie Po drugie nie wiem czy
wszystkie wyprodukowane lipienie z tej ikry wracają właśnie z
powrotem do Sanu - a właśnie tak powinno być?! Po trzecie
można zawsze zapytać jak to zrobili na Dunajcu że się
poprawiło i gdzie kupili.
 
  Odp: Kiedyś ... [43] 24.11 19:34
 
Za dużo pytań i braku wiedzy jak na gościa, co twierdzi, że
odłowienie 150 tarlaków było błędem, który doprowadził do upadku
populacji lipienia w Sanie. Co do Dunajca, to to czy się tam coś
poprawiło czy nie, okaże się za powiedzmy 5 lat.
 
  Odp: Kiedyś ... [42] 24.11 20:03
 
Przecież gołym okiem widać że jest lepiej na Dunajcu już dziś.
Ale ok nie posiadam wiedzy kolega wie wszystko lepiej.
Odpuszczam w takiej sytuacji i zostawiam ten problem
koledze i zawodowcą którzy biorą za to co miesiąc pensję i
powinni mieć czas na tego typu rozmyślania.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 24.11 20:58
 
Przecież gołym okiem widać że jest lepiej na Dunajcu już dziś.
Ale ok nie posiadam wiedzy kolega wie wszystko lepiej.
Odpuszczam w takiej sytuacji i zostawiam ten problem
koledze i zawodowcą którzy biorą za to co miesiąc pensję i
powinni mieć czas na tego typu rozmyślania.


Prawie każdy wie, że lipień krótko żyje i siłą rzeczy pojawia się okresowo i odradza się okresowo, głównie
tam gdzie się nikt go nie spodziewa. To bardzo słaba ryba, taka efemeryczna istota. Zarybianie nim, to
iluzoryczne zaspakajanie prostych obowiązków, a wiara w takie działanie, to naiwność.
 
  Odp: Kiedyś ... [38] 25.11 08:04
 
Ale ok nie posiadam wiedzy kolega wie wszystko lepiej.

Wręcz przeciwnie. To Ty sprawiasz wrażenie eksperta co wie wszysko najlepiej. Rzucasz stanowcze
stwierdzenia, że odłowy tarlaków doprowadziły do upadku lipienia w Sanie i powinny być zakazane. Na
pytanie co w takim razie jest alternatywą nie dostaliśmy odpowiedzi.
 
  Odp: Kiedyś ... [37] 25.11 14:53
 
Nie zauważyłeś pewno że pisze często słowo" moim zaniem"
Ty możesz mieć inne . Odpowiadając na twoje pytanie
alternatywą są zarybienia dwa razy większe możesz się nie
zgadzać bo to moja propozycja i moje zdanie. A Ty jakie masz
na to bezrybie w takim razie lepsze rozwiązanie?
 
  Odp: Kiedyś ... [36] 25.11 15:51
 
A Ty jakie masz na to bezrybie w takim razie lepsze rozwiązanie?

A moim zdaniem:
1. Studium wstępne, określenie celu, budżetowanie.
2. Zabezpieczenie finansowania, np. pozyskanie sponsorów, inwestorów
3. Przeprowadzenie badań naukowych (przez naukowców a nie pseudonaukowców) w celu określenia
przyczyn zaniku ryb łososiowatych w Sanie poniżej kaskady.
4. Opracowanie realnego (możliwego do realizacji) planu poprawy warunków siedliskowych z prognozą
kluczowych parametrów po zakończeniu planownanych działań. W tym punkcie może się okazać, że nic
nie można zrobić bo PZW będzie "za krótkie" by wymóc uporządkowanie gospodarki ściekowej i
zaprzestanie dewastacji terenów leśnych.
5. Dostosowanie składu gatunkowego do pkt.3 i 4.
6. Weryfikacja osiągniętych celów w wyniku kolejnych badań naukowych

Wiem, może się okazać w wyniku tych analiz, że San już nie jest miejscem do życia dla pstrągów i lipieni
więc prościej będzie niczego nie planować, olać naukę i wykiprować co roku do wody wywrotkę lub dwie
narybku lipka i kropka, tak jak domagają się tego masy członków związku, ch.., że kasa pójdzie w błoto,
wążne, że się rybę wsypie Panie do rzyki.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 25.11 16:08
 
Zaniku łososiowatych i lipienia ofkors...
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 25.11 16:33
 
No plan ok . Tylko czy ktoś to zechce zrobić ?A jak zrobi czy
zwykli wędkarze poznają wyniki takich ekspertyz. To co
proponujesz jest ok ale wymaga to czasu i zaangażowania
fachowców- pomoc potrzebna dla rzeki już dziś. MOIM
ZDANIEM to co zaproponowales jest całkiem rozsądne.
 
  Odp: Kiedyś ... [31] 25.11 16:55
 

2. Zabezpieczenie finansowania, np. pozyskanie sponsorów, inwestorów

Moim zdaniem to może być najtrudniejszym element. No, chyba że Owsiak zrobi Wielką Orkiestrę na rzecz Sanu.
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 25.11 18:49
 

2. Zabezpieczenie finansowania, np. pozyskanie sponsorów,
inwestorów


Moim zdaniem to może być najtrudniejszym element.


Wiem. Dlatego na koniec tej dyskusji przyznam rację Remigiuszowi.
Cudu nad Sanem nie będzie. Wydumany Zespół Naukowy ds.
Ratowania Rybostanu Podkarpacia pod patronatem Prezesa Zarządu
Głównego PZW nigdy nie powstanie. Wygłupiłem się, za co
przepraszam. Póki jest kasa ze składek trzeba walić narybkiem na
oślep, raz letnim, raz jesiennym, może uda się trafić dobry rok a
może dwa, że ryby się znów pojawią.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 25.11 20:48
 

2. Zabezpieczenie finansowania, np. pozyskanie sponsorów,
inwestorów


Moim zdaniem to może być najtrudniejszym element.


Wiem. Dlatego na koniec tej dyskusji przyznam rację Remigiuszowi.
Cudu nad Sanem nie będzie. Wydumany Zespół Naukowy ds.
Ratowania Rybostanu Podkarpacia pod patronatem Prezesa Zarządu
Głównego PZW nigdy nie powstanie. Wygłupiłem się, za co
przepraszam. Póki jest kasa ze składek trzeba walić narybkiem na
oślep, raz letnim, raz jesiennym, może uda się trafić dobry rok a
może dwa, że ryby się znów pojawią.


Sypać można bo czemu nie. Dla zaspokojenia ludzkich emocji...tyle ze to droga do nikąd... ale chyba nie da sie inaczej. Smutne. Przynajmniej w dniu dzisiejszym.
Jestem ciekawy czy np Okręg Nowy Sączy lub Krosno zrobił badania wody pod kątem chemii tam będącej, ilości bakterii coli, metali ciężkich, itd


 
  Odp: Kiedyś ... [28] 25.11 19:03
 
Kluczowy jest chyba punkt czwarty....Inne punkty są do przejścia , pieniądze się znajdą , żwir się dosypie ale nikt
nie powstrzyma tego co dzieje się w dorzeczu górnego Sanu. Patoturystyka , wycinka i różne dziwne
przdsięwzięcia ... Może po następnych wyborach coś się zmieni...Może ... pb.
 
  Odp: Kiedyś ... [24] 25.11 19:10
 
Kluczowy jest chyba punkt czwarty....Inne punkty są do przejścia , pieniądze się znajdą , żwir się dosypie ale nikt
nie powstrzyma tego co dzieje się w dorzeczu górnego Sanu. Patoturystyka , wycinka i różne dziwne
przdsięwzięcia ... Może po następnych wyborach coś się zmieni...Może ... pb.


W następnych wyborach nic się nie zmieni. To nie kwestia wyborów tylko lat edukacji a co za tym idzie spójnej strategii wielu obszarów gospodarki.
Gdzie w świecie burzą zapory, u nas się je stawia i wydaje pozwolenia na budowę domów.
Gzie w świecie karze się ludziom płacić za przyjemności to u nas się kradnie, żeby one były.
Woda z Białki czy Dunajca aby zrobić stok dla narciarzy jest za darmo. Znaczy, za kradzież. Gdyby turysta, który jeździ na nartach miał zapłacić za karnet 500 zł ( za parę godzin)co przy braku śniegu w naszym rejonie jest czymś normalnym już to może wtedy ludzie by oprzytomnieli co i ile kosztuje.
Jeszcze przyjdzie czas kiedy za wodę będziemy płacić bajońskie sumy.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 25.11 19:19
 
A ja pozostanę umiarkowanym optymistą . Może jestem naiwny ale mam nadzieję , że może ktoś się wreszcie
opamięta...Bo cała ta bieszczadzka maniana ( i białczańso - bukowińska w zasadzie też ) dzieje się w zgodzie z
obecnym , pokracznym prawem. pb.
 
  Odp: Kiedyś ... [22] 25.11 19:32
 
Seba,
W kwestii sztucznego naśnieżania to co do zasady zgadzam się, że
często jest to ekologiczna patologia ale duża część stoków ma
swoje własne, sztuczne zbiorniki wodne do zasilania armatek i
trzeba też pamiętać, że wiosną woda ze stoków wraca do zlewni. A
wiosny mamy coraz bardziej suche, często z niżówkami jak na
jesieni.
 
  Odp: Kiedyś ... [21] 25.11 20:34
 
Seba,
W kwestii sztucznego naśnieżania to co do zasady zgadzam się, że
często jest to ekologiczna patologia ale duża część stoków ma
swoje własne, sztuczne zbiorniki wodne do zasilania armatek i
trzeba też pamiętać, że wiosną woda ze stoków wraca do zlewni. A
wiosny mamy coraz bardziej suche, często z niżówkami jak na
jesieni.


Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...
 
  Odp: Kiedyś ... [4] 25.11 21:12
 
Skoro woda wsiąka w ziemię i nie wraca do zlewni to skąd biorą początek rzeki? Myślałem że ze źródeł. A
żródło wypływa chyba z ziemi. Chyba że do złej szkoły będąc dzieckiem chodziłem lub mnie okłamywali. Sam
piłem wielokrotnie wodę ze źródeł. W sumie gdybym chciał mogę to zrobić o każdej porze dnia i nocy bo mam
do niej max 30m. I jest ta woda z ziemi.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 26.11 02:11
 
Dana woda podlegająca ciśnieniu, napotykając na otwór, czyli szczelynę - wypływa.
Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb!
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 26.11 09:36
 
Skoro woda wsiąka w ziemię i nie wraca do zlewni to skąd biorą początek rzeki? Myślałem że ze źródeł. A
żródło wypływa chyba z ziemi. Chyba że do złej szkoły będąc dzieckiem chodziłem lub mnie okłamywali. Sam
piłem wielokrotnie wodę ze źródeł. W sumie gdybym chciał mogę to zrobić o każdej porze dnia i nocy bo mam
do niej max 30m. I jest ta woda z ziemi.


nie napisałem, że nie wraca tylko w małym procencie. Rozchodzi się w ziemi, część przechodzi jako źródła, część paruje, cześć zatrzymuje.
Naprawdę trzeba pisać bardzo wyraźnie zamiast traktować to jako element dyskusji?
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 26.11 17:00
 
Nie. Nie żebym się czepiał ale pisanie że nie wraca do zlewni/rzeki to trochę pisanie bzdur. Nie jestem
fachowcem i pewnie inni wyrażający swoje myśl również wiec trochę się zdziwiłem. Oczywiście bulwersują
mnie również różne wypisywane bzdury ale nie na wszystkie zwracam uwagę. Jedynie te które są już mocno
naciągane (może w jakimś celu lub o tak, poprostu).
Pisałeś również że bardzo duża ilość wody idzie na stoki w postaci śniegu. Łatwo to policzyć i można wrzucić
konkretna liczbę. Z tego co wiem śnieg a dokładnie płatek śniegu nie jest dowalony jakąś ogromną ilością
wody. Zasuważyc to można podczas topienia śniegu. Z wiadra śniegu niewiele wychodzi wody. Próbowałem.
Chyba że na stokach robią lód a to już inna sprawa. Czysta 100% woda.
Wiec jak to dokładnie jest? Ile mln m3 wody jest ma stokach? W Bieszczadach potrafią policzyć po grubości
pokrywy śniegowej ile zimą wody ze zlewni spłynie do Soliny. Ci którzy pracują przy naśmieżaniu też coś
pewnie wiedzą. Od biedy można policzyć znając wydajność pomp i czas ich pracy na stokach.

Pozdrówko.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 26.11 18:20
 
Nie. Nie żebym się czepiał ale pisanie że nie wraca do zlewni/rzeki to trochę pisanie bzdur. Nie jestem
fachowcem i pewnie inni wyrażający swoje myśl również wiec trochę się zdziwiłem. Oczywiście bulwersują
mnie również różne wypisywane bzdury ale nie na wszystkie zwracam uwagę. Jedynie te które są już mocno
naciągane (może w jakimś celu lub o tak, poprostu).
Pisałeś również że bardzo duża ilość wody idzie na stoki w postaci śniegu. Łatwo to policzyć i można wrzucić
konkretna liczbę. Z tego co wiem śnieg a dokładnie płatek śniegu nie jest dowalony jakąś ogromną ilością
wody. Zasuważyc to można podczas topienia śniegu. Z wiadra śniegu niewiele wychodzi wody. Próbowałem.
Chyba że na stokach robią lód a to już inna sprawa. Czysta 100% woda.
Wiec jak to dokładnie jest? Ile mln m3 wody jest ma stokach? W Bieszczadach potrafią policzyć po grubości
pokrywy śniegowej ile zimą wody ze zlewni spłynie do Soliny. Ci którzy pracują przy naśmieżaniu też coś
pewnie wiedzą. Od biedy można policzyć znając wydajność pomp i czas ich pracy na stokach.

Pozdrówko.


Jeszcze raz. nie napisałem, że nie wraca tylko w małej ilości.
Co do ukradzionej wody z rzeki, wystarczy mi, że widzę w Białce np. dno zamiast płynącej wody a w oddali stoki i informację od ludzi tam mieszkających, że ciągną wodę na stok z rzeki. Ile procent, ile wody na płatek śniegu to mnie to już...
 
  Odp: Kiedyś ... [15] 27.11 15:55
 



Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz
ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz
jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo
mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie
wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...



W małym procencie wraca do zlewni?
Przepraszam,ale widać że nie wiesz co piszesz.
Woda ma dwie drogi.
Parowanie i wsiąkanie.
Więc jest to duży procent który wraca do zlewni.
Piszesz że ludzie w Polsce byle jacy i nie chcą się
uczyć.
Chłopie.Piszesz chyba o sobie.
 
  Odp: Kiedyś ... [3] 27.11 16:55
 



Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz
ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz
jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo
mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie
wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...



W małym procencie wraca do zlewni?
Przepraszam,ale widać że nie wiesz co piszesz.
Woda ma dwie drogi.
Parowanie i wsiąkanie.
Więc jest to duży procent który wraca do zlewni.
Piszesz że ludzie w Polsce byle jacy i nie chcą się
uczyć.
Chłopie.Piszesz chyba o sobie.


masz wielki problem ze sobą. kończę temat.
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 27.11 17:27
 



Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz
ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz
jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo
mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie
wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...




W małym procencie wraca do zlewni?
Przepraszam,ale widać że nie wiesz co piszesz.
Woda ma dwie drogi.
Parowanie i wsiąkanie.
Więc jest to duży procent który wraca do zlewni.
Piszesz że ludzie w Polsce byle jacy i nie chcą się
uczyć.
Chłopie.Piszesz chyba o sobie.


masz wielki problem ze sobą. kończę temat.


Piszesz że mały procent wody ze stoków wraca do
zlewni i to ja mam problem.
Chłopie daj spokój.
W ostatnim czasie tyle bajek wypisałeś że szkoda
gadać.Szkoda punktować.
Najgorsze jak komuś się wydaje że wie i pisze.
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 27.11 17:38
 



Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz
ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz
jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo
mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie
wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...




W małym procencie wraca do zlewni?
Przepraszam,ale widać że nie wiesz co piszesz.
Woda ma dwie drogi.
Parowanie i wsiąkanie.
Więc jest to duży procent który wraca do zlewni.
Piszesz że ludzie w Polsce byle jacy i nie chcą się
uczyć.
Chłopie.Piszesz chyba o sobie.


masz wielki problem ze sobą. kończę temat.


Piszesz że mały procent wody ze stoków wraca do
zlewni i to ja mam problem.
Chłopie daj spokój.
W ostatnim czasie tyle bajek wypisałeś że szkoda
gadać.Szkoda punktować.
Najgorsze jak komuś się wydaje że wie i pisze.

Wypad ode mnie. Zrozumiałeś buraku?
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 27.11 20:05
 



Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz
ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz
jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo
mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie
wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...




W małym procencie wraca do zlewni?
Przepraszam,ale widać że nie wiesz co piszesz.
Woda ma dwie drogi.
Parowanie i wsiąkanie.
Więc jest to duży procent który wraca do zlewni.
Piszesz że ludzie w Polsce byle jacy i nie chcą się
uczyć.
Chłopie.Piszesz chyba o sobie.


masz wielki problem ze sobą. kończę temat.



Piszesz że mały procent wody ze stoków wraca do
zlewni i to ja mam problem.
Chłopie daj spokój.
W ostatnim czasie tyle bajek wypisałeś że szkoda
gadać.Szkoda punktować.
Najgorsze jak komuś się wydaje że wie i pisze.

Wypad ode mnie. Zrozumiałeś buraku?


No i to jest odpowiedź "kulturalnego" muszkarza co
to pisał o
etosie(brak),wiedzy(brak),dyletantcwie(jest).
Masz rację.Wypadam
 
wczoraj  Odp: Kiedyś ... [10] 30.11 12:00
 



Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz
ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz
jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo
mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie
wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...



W małym procencie wraca do zlewni?
Przepraszam,ale widać że nie wiesz co piszesz.
Woda ma dwie drogi.
Parowanie i wsiąkanie.
Więc jest to duży procent który wraca do zlewni.
Piszesz że ludzie w Polsce byle jacy i nie chcą się
uczyć.
Chłopie.Piszesz chyba o sobie.


Ciekawy fragment dyskusji.

Tak na prawdę to woda ma jeszcze trzecią drogę, która jest dewastująca dla rzek i dolin. Ta droga to szybkie
spływanie powierzchniowe do koryta rzeki.

Im bardziej "zurbanizowana" dolina tym ta trzecia droga ma większy udział ... a jej efektem są niskie stany wód
w okresach bez opadów oraz gwałtowne, krótkotrwałe wezbrania rzeki w okresie opadów.

Po ubitym na stoku śniegu i lodzie, oraz po zamrożonej ziemi pod nimi, woda spływa z takiego stoku poi
pochyłości jak po parkingu, jezdni, placu, dachach coraz bardziej licznych hoteli, pensjonatów, domów ... Mało
jej wsiąka do buforu glebowego i tego powolnego zasilania przepływu w rzece jest "jak na lekarstwo" ...

"Antropogenne zmiany" są niszczące, choć tak dominująco obecne, że aż ich nie widać.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
wczoraj  Odp: Kiedyś ... [5] 30.11 16:47
 


Ciekawy fragment dyskusji.

Tak na prawdę to woda ma jeszcze trzecią drogę,
która jest dewastująca dla rzek i dolin. Ta droga to
szybkie
spływanie powierzchniowe do koryta rzeki.

Im bardziej "zurbanizowana" dolina tym ta trzecia
droga ma większy udział ... a jej efektem są niskie
stany wód
w okresach bez opadów oraz gwałtowne,
krótkotrwałe wezbrania rzeki w okresie opadów.

Po ubitym na stoku śniegu i lodzie, oraz po
zamrożonej ziemi pod nimi, woda spływa z takiego
stoku poi
pochyłości jak po parkingu, jezdni, placu, dachach
coraz bardziej licznych hoteli, pensjonatów, domów
... Mało
jej wsiąka do buforu glebowego i tego powolnego
zasilania przepływu w rzece jest "jak na lekarstwo" ...

"Antropogenne zmiany" są niszczące, choć tak
dominująco obecne, że aż ich nie widać. src="imx/icons/smile2.gif" border="0">

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski


No tak.Spływ powierzchniowy.
Mózg wyżarty.
Natomiast powierzchniowy udział stoków jest
baaardzo mały.
Dodatkowo taka "duża"popularna kotylnica ma
zbiornik.
Inna sprawa to spływ powierzchniowy w wyższych
partiach gór.
Tam śniego też się zbija warstwowo.
Generalnie oddziaływanie stoków nie jest aż tak
duże na rzeki.
Ps.nie jeżdżę na nartach.
 
dziś  Odp: Kiedyś ... [4] 01.12 14:26
 

No tak.Spływ powierzchniowy.
Mózg wyżarty.
Natomiast powierzchniowy udział stoków jest
baaardzo mały.
Dodatkowo taka "duża"popularna kotylnica ma
zbiornik.
Inna sprawa to spływ powierzchniowy w wyższych
partiach gór.
Tam śniego też się zbija warstwowo.
Generalnie oddziaływanie stoków nie jest aż tak
duże na rzeki.
Ps.nie jeżdżę na nartach.


Dzięki za komentarz i za nowe zagadnienia.

Starałem się opisać sytuację trochę szerzej, ale jeszcze podkreślę, że taki stok nie jest "samotną wyspą" tylko
ma w otoczeniu wspomniane wcześniej dojazdy, parkingi, pensjonaty, hotele, restauracje, mieszkania
obsługujących je itp. itd. To wszystko przyczynia się do urbanizacji doliny i zwiększenia spływu
powierzchniowego oraz zaburzenia stosunków wodnych w dolinie. I napędza się wzajemnie jak kula śnieżna ...

Sam stok wiąże się niejednokrotnie z wycięciem lasu czy innym rodzajem pogorszenia warunków wodnych w
dolinie.

Sam stok narciarski często ma większe nagromadzenie ubitego śniegu i lodu niż otaczająca okolica, a spływ
wody z niego jest z kolei bardziej intensywny niż z nieprzetworzonej okolicy, w której woda może wsiąkać i
uczestniczyć w retencji glebowej.

Nowym zagadnieniem jest wspomniany zbiornik. Różnie bywa w róznych sytuacjach, ale nierzadko takie
spiętrzenie powoduje pozostawienie potoku poniżej "na sucho". Jak jest duże zapotrzebowanie na naśnieżanie
to poniżej spiętrzenia nic nie płynie. A taki potok to miejsce przynajmniej potencjalnie tarliskowe i jego
osuszenie przyczynia się do destrukcji warunków dla naturalnego tarłą, o czym też była dyskusja "przed
chwilą" ... bez wody inkubacja ikry nie zachodzi ... Spiętrzenia na dopływach wpływają też na przepływ wody w
głównej rzece ...

Przywoływane antropogenne zmiany ograniczają środowisko występowania ryb tradycyjnie obecnych ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
dziś  Odp: Kiedyś ... [3] 01.12 16:28
 
Nowym zagadnieniem jest wspomniany zbiornik. Różnie bywa w róznych sytuacjach, ale nierzadko
takie spiętrzenie powoduje pozostawienie potoku poniżej "na sucho". Jak jest duże zapotrzebowanie na
naśnieżanie to poniżej spiętrzenia nic nie płynie.


Różnie bywa, racja. Natomiast często są to sztuczne zabiorniki, nie lokalizowane na potokach po ich
spiętrzeniu a po prostu wybetonowane dziury w ziemi na końcu linii spływu wody ze stoków i w
bezpośredniej bliskości systemy zasilania armatek (foto). Nie żebym bronił sztucznego naśnieżania ale
naprawdę różnie z tym bywa. Czy jest to kradzież wody czy nie wynika z faktu niedotrzymania warunków
pozwolenia wodno-prawnego i jeżeli efektem poborów zgodnych z tymi warunkami jest suche koryto to
"wina" leży po stronie, która określała te warunki i wydała pozwolenia. Zgadzam się z twierdzeniem, że
rejony stacji narciarskich są w dużej części mocno zmienione ale... widywałem pstrągi w rzeczkach i
potokach płynących w bezpośrednim sąsiedztwie stacji i to nie takich jak w PL ale wielokrotnie
większych. Żeby "dobić" zwolenników teorii, że takie stacje dewastują wody P&L podam przykład
obserwcji pięknych pstragów w tym kilku powyżej 50 cm w potoku będącym początkiem słynnej rzeki
Drau w rejonie dwóch diabelskich wynalazków człowieka, stacji narciarskiej San Candido/Innichen i
MEW, tuż powyżej której obserowałęm te klocki. Rybom ani jedno ani drugie wyraźnie nie
przeszkadzało. Myślę, że kluczem do zrozumienia tego przypadku był brak lodówek i opon w rzece,
tudzież tajnych rur odprowadzających "koktail" z pensjonatów.
 
dziś  Odp: Kiedyś ... [2] 01.12 17:50
 

Różnie bywa, racja.


To, że pstrągi występują i można zobaczyć nie jest żadnym dowodem ... nie wiadomo też czy występują "wbrew
wszystkiemu" czy "mimo wszystko" ... Na załaczonym zdjęciu jest miejsce, w którym można zobaczyć duże
potokowce na tym skrawku zielonego, poniżej białego samochodu ... to fragment rzeki przepływającej pod
miasteczkiem ...
Wiele też zależy od priorytetów, nakładów, nastawienia...

Nie trzeba udowadniac, że "da się", ale jednocześnie wiadomo "jak jest" ... w świecie z lodówkami i oponami czy
rurkami ... i niezależnie od "przyczyn" czy "win" - efekty widać ...

Można wrócić do stwierdzenia, że "ne betonie kwiaty nie rosną"... ale "Lecz nam to dziwnie, podobno nie szkodzi."
(1969) I pomyśleć, że tamte czasy wspominamy jako pełne "dzikiej przyrody" ... Choć jak się przeczyta
ostatni rozdział i Posłowie z "Fikotów i lorbasów z ukochanej rzeki" prof. Kazimierza Wejcherta to perspektywa też
się zmienia ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
dziś  Odp: Kiedyś ... [1] 01.12 17:53
 
Może teraz się pokaże?
 
dziś  Odp: Kiedyś ... [0] 01.12 18:14
 
Za duże...
 
wczoraj  Odp: Kiedyś ... [1] 30.11 20:39
 
Lodowce też są be? A tak je zachwalają i narzekają że ... ich brak. Woda to woda, zamarznięta bardziej czy
mniej. Jak będziemy tak rozstrzącać to ziemia zazwyczaj w zimie jest zawsze zamarznięta. A to czy spadnie
na nią deszcz gwałtowny, mżawka, czy lekkie promienie słońca będą ją powoli roztapiać to nie nam o tym
decydować. Zjawiska w przyrodzie zachodzą zazwyczaj bez wpływu ludzi ma nie, choć ścinanie lasów
przespiesza "złe reakcje". Las, "zacienienie" spowolnia lekko topnienie choć przy wietrze (tzw. halny) nic nie
spowolni. Słońce, wiatr, zachmurzenie, opady, czyli napływające fronty atmosferyczne mają największy wpływ
na zjawiska nas interesujące w każdej porze roku.
 
dziś  Odp: Kiedyś ... [0] 01.12 14:33
 
Lodowce też są be? A tak je zachwalają i narzekają że ... ich brak. Woda to woda, zamarznięta bardziej czy
mniej. Jak będziemy tak rozstrzącać to ziemia zazwyczaj w zimie jest zawsze zamarznięta. A to czy spadnie
na nią deszcz gwałtowny, mżawka, czy lekkie promienie słońca będą ją powoli roztapiać to nie nam o tym
decydować. Zjawiska w przyrodzie zachodzą zazwyczaj bez wpływu ludzi ma nie, choć ścinanie lasów
przespiesza "złe reakcje". Las, "zacienienie" spowolnia lekko topnienie choć przy wietrze (tzw. halny) nic nie
spowolni. Słońce, wiatr, zachmurzenie, opady, czyli napływające fronty atmosferyczne mają największy wpływ
na zjawiska nas interesujące w każdej porze roku.


Lodowce są cacy.

Lodowce są rezerwuarem wody (tam gdzie występują)i uwalniają ją stopniowo, zasilając doliny ... Mechanizm
działania lodowców wymagałby obszernego opisania. To zupełnie coś innego niż stok narciarski sztucznie
naśnieżany i stworzony przez człowieków. Podobnie jak cała infrastruktura wokół niego, oraz inne
"antropogenne zmiany" w dolinach rzek ...

Jak wspomniałem - tak wszechobecne, że aż jakby niewidoczne.

Zjawiska w przyrodzie i zmiany środowiskowe zachodza z ogromnym udziałem ludzi ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
dziś  Odp: Kiedyś ... [1] 01.12 15:09
 



Darku,
mnie nie interesuje ilu ma sztuczne zbiorniki. Wiesz
ile potrzeba żeby naśnieżyć stok? masa wody. Wiesz
jak wygląda Białka... dno bez wody.
W kwestii wracającej wody ze stoków to jest bardzo
mały procent bo ta woda się rozchodzi w ziemi i nie
wraca do zlewni w tylu litrach ile ktoś ukradł z rzeki.

Ale to temat poboczny...




W małym procencie wraca do zlewni?
Przepraszam,ale widać że nie wiesz co piszesz.
Woda ma dwie drogi.
Parowanie i wsiąkanie.
Więc jest to duży procent który wraca do zlewni.
Piszesz że ludzie w Polsce byle jacy i nie chcą się
uczyć.
Chłopie.Piszesz chyba o sobie.


Ciekawy fragment dyskusji.

Tak na prawdę to woda ma jeszcze trzecią drogę, która jest dewastująca dla rzek i dolin. Ta droga to szybkie
spływanie powierzchniowe do koryta rzeki.

Im bardziej "zurbanizowana" dolina tym ta trzecia droga ma większy udział ... a jej efektem są niskie stany wód
w okresach bez opadów oraz gwałtowne, krótkotrwałe wezbrania rzeki w okresie opadów.

Po ubitym na stoku śniegu i lodzie, oraz po zamrożonej ziemi pod nimi, woda spływa z takiego stoku poi
pochyłości jak po parkingu, jezdni, placu, dachach coraz bardziej licznych hoteli, pensjonatów, domów ... Mało
jej wsiąka do buforu glebowego i tego powolnego zasilania przepływu w rzece jest "jak na lekarstwo" ...

"Antropogenne zmiany" są niszczące, choć tak dominująco obecne, że aż ich nie widać.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski

dziękuję za tę uwagę i wskazanie, że są inne przyczyny. Ważne, ze ani ja ani Radek nie zwróciliśmy uwagi a te wskazane przez Pana. Nie zmienia to faktu, że ktoś kradnie tę wodę a ona w tej samej wielkości nie wraca w tym samym czasie z powrotem do rzeki. O to mi chodziło. Dno puste, ikra sie marnuje.

jeśłi kogoś uraziłem swoją idącą stanowczością, przepraszam.
 
hot  Odp: Kiedyś ... [0] 01.12 23:11
 
Chyba zapominacie o jednym aspekcie- chemia używana do naśnieżania. W wielu krajach powoli się tego zakazuje, bo zauważono istotny wpływ na zwiększenie ładunku zanieczyszczeń i przyspieszenie eutrofizacji. Wynika to z tego, że są to związki organiczne(białka), rozkładające się do węgla organicznego(DOC) i związków azotowych.

Sam bilans wodny stok-rzeka trudno by wyszedł na zero nawet w idealnych warunkach, bo śnieg sublimuje, czyli paruje, nawet jak jest mróz- więc ta "woda" ucieka do atmosfery, nie trafia z powrotem do zlewni. Przy wystąpieniu wiatru fenowego, kiedy przy dodatniej temperaturze i niskiej wilgotności, śnieg znika w oczach i cały zapas wody ucieka w powietrze. A przy fenie zazwyczaj nie pada i często są to bardzo długie okresy. Kiedy nocą temperatura spada na minus to znowu naśnieża się stok i bilans strat wodnych powiększa się.
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 25.11 19:55
 
Nikt poważny nie zrobi takiego rzetelnego materiału za darmo. Wstępnie szacuję taki koszt na 30.000 PLN, ale
uwzględniając obecną inflację będzie to już chyba za mało. Czyli wracamy do punktu o kasie. Sorry, takie mamy
czasy...
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 25.11 20:29
 
Wystarczy kwotę z 20 licencji rocznych przeznaczyć na w.w.cel.
Jak ktoś chce niech policzy 40 rocznych plus dniówki dla rodaków i zagranicznych.
Bzdurą jest pisanie o braku kasy.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 25.11 20:44
 
Nie chcę nikomu zaglądać do portfela ale podejrzewam, że 30 koła
w budżecie takiego okręgu jak Krosno, to skromny jego ułamek.
Poza tym myślę, że pierniki z ZG nie taką kasę przepuszczają na
rozmaite przyjemności i fanaberie i mogliby się dorzucić bo temat
jest poważny.
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 25.11 19:03
 
A Ty jakie masz na to bezrybie w takim razie lepsze rozwiązanie?

A moim zdaniem:
1. Studium wstępne, określenie celu, budżetowanie.
2. Zabezpieczenie finansowania, np. pozyskanie sponsorów, inwestorów
3. Przeprowadzenie badań naukowych (przez naukowców a nie pseudonaukowców) w celu określenia
przyczyn zaniku ryb łososiowatych w Sanie poniżej kaskady.
4. Opracowanie realnego (możliwego do realizacji) planu poprawy warunków siedliskowych z prognozą
kluczowych parametrów po zakończeniu planownanych działań. W tym punkcie może się okazać, że nic
nie można zrobić bo PZW będzie "za krótkie" by wymóc uporządkowanie gospodarki ściekowej i
zaprzestanie dewastacji terenów leśnych.
5. Dostosowanie składu gatunkowego do pkt.3 i 4.
6. Weryfikacja osiągniętych celów w wyniku kolejnych badań naukowych

Wiem, może się okazać w wyniku tych analiz, że San już nie jest miejscem do życia dla pstrągów i lipieni
więc prościej będzie niczego nie planować, olać naukę i wykiprować co roku do wody wywrotkę lub dwie
narybku lipka i kropka, tak jak domagają się tego masy członków związku, ch.., że kasa pójdzie w błoto,
wążne, że się rybę wsypie Panie do rzyki.


No. porządnie żeś to napisał. Z sensem Panie.
Ale to za piękne by było.

Dodałbym edukację na szczeblu regionu obywateli mieszkających tam nad rzeką. Ale to z zasady syzyfowa praca.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 25.11 19:24
 
Tyle że wydaje mi się że z tą edukacją to się cofamy . W ogóle jako społeczeństwo
zrobiliśmy zdecydowane kroki do tyłu. Ja nie jestem optymistą.
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 26.11 09:31
 
Przecież gołym okiem widać że jest lepiej na Dunajcu już dziś. .

Przy zdecydowanie większych nakładach poniżej Czorsztyna znacznie lepsze efekty w przypadku uzyskujemy
powyżej zapory. Zapora jest w tym przypadku czynnikiem decydującym .
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 26.11 10:01
 
znacznie lepsze efekty w przypadku uzyskujemy powyżej zapory.

To jest moim zdaniem jedyny słuszny kierunek, jak chcemy mieć lipienia w Dunajcu. Do tego
pasowałoby udrożnić te posrane, nikomu niepotrzebne progi w N. Targu, spróbować odtworzyć tarliska
na Leśnicy, Rogoźniku i Lepietnicy i zrobić jakiś OS, żeby była kasa na ochronę.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 25.11 10:14
 
"Trudno się nie zgodzić, że w ostatnich latach dzikie pstrągi i lipienie są na całym południu w całkowitym
odwrocie. W Sanie jest podobnie a mocną populacje ma jedynie głowacica. Na OS jest praktycznie w każdym
głębszym dołku, ze starym korytem włącznie. Wiele osób myśli inaczej ale moje zdanie jest właśnie takie. Po
prostu ryba ta od pewnego wymiaru wychodzi spod presji ptaków a jedynym zagrożeniem dla niej jest
kłusownik. To, że nie biorą tak jak jeszcze kilka lat temu nie znaczy że jest ich mniej. Wystarczy obserwować
rzekę. Niektóre osoby twierdzą, że lipienie nie zimują w tradycyjnych zimowiskach na Zwierzyniu czy
Bachlawie właśnie przez głowacice".

-----
To że nie zimują to może dobrze (kormorany) lub źle skoro zawsze tam się "pchały". Z głowacicą jest dobrze
żeby nie napisać bardzo dobrze, bo woda (środowisko) więcej chyba już jej w tym miejscu nie udźwignie.
Może wypadałoby "wrzucić" jej coś (biała ryba) do zjedzenia. Świnki, jelce, brzany, brzanki, ukleja, płoć, itp.
Wiem że operaty na to nie wyrażają zgody ale może coś by od nich wymusił skoro próg na Zasławiu blokuje
naturalną migracje. Zawsze jest to jakiś argument w negocjacjach. Inaczej odbijać się to będzie (i pewnie
odbija) na stadkach lipieni czy pojedyńczych pstrągach.


"Co do ochrony, cóż wszystko się zmienia. Dzisiaj strażnicy muszą poświęcić o wiele więcej czasu na
płoszenie kormoranów a przecież kiedyś taki problem w ogóle nie istniał. Sprawy kłusowania wcale nie
odpuszczamy. Zmieniają się tylko narzędzia jak choćby zakupiona niedawno kamera termowizyjna".
------
Porządny zakup, jak najbardziej na czasie. Gdyby jeszcze 1-2 drony i osoby umiejące je obsługiwać to byłoby
na pewno sprawniej i efektywniej.


"Co do przepisów śmiem twierdzić, że gdyby nie one to lipieni w Sanie już by nie było".
------
Nie da się ich bardziej zaostrzyć? "No Kill" do min. Sobienia nie wypala?


"Gospodarka na Sanie nie zmieniała się od lat".
-----
To dobrze czy źle?


"Obecnie i przez całą zimę San i nie tylko ochraniać przed kłusownikami i ptakami będzie 9 osób mających
do dyspozycji 6 samochodów. Czy ryby przetrwają do następnego sezonu nie wiem. Tu trzeba odpowiedzieć
na Pana pytanie: „Może właśnie jesteśmy świadkami dojścia tego systemu do końca możliwości utrzymania
populacji ryb łososiowatych?”

------
Jeżeli na ptaki nie "załatwimy" zezwoleń do odstrzałów i to nie tylko kormorany ale i mewy czy inne zbierające
małe lipionki i pstrągi z wody to odradzanie się populacji może trwać w nieskończoność.
Na pewno nie raz widział Pan jak pięknie mewy czy inne latające których nigdy w latach przed 2000r. się nie
spotykało, wydziobują z wody małe ryby. Jak polują pisałem wcześniej. Szybko wiec te małe lipienie i pstrągi
znikną w dużej ilości z rzeki.

Pzdr.
 
  Odp: Kiedyś ... [14] 23.11 13:19
 
Też mam to szczęście, że pamiętam San gdzie lipienie były
wszędzie. Jest pewno sporo przyczyn jego braku. Moim
zdaniem jednym z największych błędów były odłowy które
zniszczyły główne stado tarłowe. Powinne być one zakazane -
choć w chwili obecnej nie ma czego już odławiać. San
powinien być teraz ekstra zasypany lipieniem i to nie tylko na
odcinku Lesko ale także powinno się go spróbować odrodzić
po niżej progu w Zagórzu. Nie ma na to funduszy? Czy
poprostu to jakaś celowa robota bo i takie myśli przychodzą
do głowy? Na Dunajcu lipień się pokazał i moim zdaniem jest
już lepiej niż na Sanie. Zarybienia pomogły a byly porządne. To
dla czego tego nie da się zrobić na Sanie . Niestety ta sama
historia jest z pstrągiem. Czy już tak ma być musimy przyjąć
że Dunajec szybko stał się lepszy. Podziwiam też gospodarzy
na Lubelskich małych rzekach które ni jak mają się do
"wielkiego " Sanu - a są już lepsze....
 
  Odp: Kiedyś ... [3] 23.11 13:43
 
Podziwiam też gospodarzy
na Lubelskich małych rzekach które ni jak mają się do
"wielkiego " Sanu - a są już lepsze....


Ja również podziwiam, tylko proszę mi napisać w czym są one lepsze?
W sianiu propagandy sukcesu? No tu się zgodzę, więcej tego po różnych forach internetowych oraz
poczytnych gazetach.
Bo jeśli chodzi o ryby, to stawiam znak równości. W obu przypadkach nędza i rozpacz!
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 23.11 14:13
 
Samo porównanie do Sanu było by kiedyś wyróżnieniem. W
tak małych rzekach można łowić okazy pstrągów o jakich
można pomarzyć w Sanie ale ok każdy ma swoje zdanie.
Historia rzek jest pisane na naszych oczach. Historia też nie
kłamie i w przyszłości rozliczy gospodarzy którzy w końcu
odpowiadają za rzeki. Tak jak trenerzy za drużyny....
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 23.11 14:45
 
Samo porównanie do Sanu było by kiedyś wyróżnieniem. W
tak małych rzekach można łowić okazy pstrągów o jakich
można pomarzyć w Sanie ale ok każdy ma swoje zdanie.
Historia rzek jest pisane na naszych oczach. Historia też nie
kłamie i w przyszłości rozliczy gospodarzy którzy w końcu
odpowiadają za rzeki. Tak jak trenerzy za drużyny....


Nawet gdyby wszystkie te rzeki zebrać do kupy żeby stanowiły jedność, to i tak porównywanie ich do Sanu
jest mocno chybione. Tylko ignorant najwyższych lotów może się tego dopuścić.
Tych pstrągów o których piszesz jest 3 w porywach do 4 ech.
Tegoroczne zawody jesienne na lipieniu Bystrzycy, gdzie wymiar był 30cm, pokazały idealnie jak wygląda
sytuacja z tymi rybami.
Nie złowiono ani jednego miarowego lipienia a nadmienię, że frekwencja była spora i amatorzy jasełek
dopisali.
Nie wiem czym się kierował organizator/gospodarz tych zawodów ale jeśli na wzór tego z Sanu zwołał ten
spęd między innymi w celu sprawdzenia pogłowia ryb, to stwierdzam, że już dawno powinien dobrowolnie
odpocząć i sprawy oddać w ręce fachowców.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 23.11 18:13
 
To szkoda że organizator nie zmienił wymiaru na np.15 cm.
Wyniki były by wtedy ok.
 
  Odp: Kiedyś ... [4] 23.11 22:38
 
Rzeki lubelskie przeżywają lipieniowy regres. Składa się na to wiele czynników. Po pierwsze dwa lata niżówki. Po drugie ekspansja kormoranów, której doświadczyliśmy pierwszy raz. Początkowo usiłowałem zwyczajnie płoszyć ptaki ale to na nic. Później zdobyliśmy pozwolenie na odstrzał i uruchomiliśmy myśliwych ale to i tak za mało. Szkoda, ze ponad tysiąc wędkarzy opłacających składki nie zaangażowało się choć trochę w ochronę rzeki. Można było zobaczyć truchło porzuconych przez kormorany lipieni i pstrągów. Tą walkę przegraliśmy, chociaż trochę ryb przetrwało i mnie udało się złowić duże lipienie i sporo małych z tegorocznych zarybień. Z pstrągami jest całkiem dobrze. Na samej Bystrzycy jest ponad trzysta gniazd tarliskowych. Moim zdaniem jak na tak małą rzeczkę to całkiem dobrze
 
  Odp: Kiedyś ... [3] 23.11 22:39
 
Kormoranów było około 70-80 sztuk. Łatwo domyśleć się jakie straty spowodowały
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 23.11 22:43
 
Wiem, ze na Roztoczu też jest słabo z lipieniami i właściwie w całej Polsce obserwujemy spadek pogłowia tych ryb. U nas jest sporo małych i trochę dużych. Myślę, że tych z którymi kormorany miały problem. Trochę takich lipieni złowiłem i sporo małych. Myślę, ze trzeba dać im spokój i też pilnować zimy bo kormorany zapewne znowu się pojawią a jakoś nie chcą zdychać od samego pisania na forach
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 23.11 22:49
 
Kolejnym czynnikiem są zarybienia. Zmieniliśmy ilość dawki zarybieniowej z czterech na dwanaście tysięcy jednak kupowany materiał był słaby. Na kilogram wchodziło nawet ponad sześćset sztuk. Nie mogliśmy też doprosić się rybek jeden plus. Ostatecznie zmieniliśmy dostawcę i w tym roku wpuściliśmy wiosenne rybki i te w rzece widać w zadowalającej ilości co nie znaczy, że przetrwają zimę z kormoranami. Na zdjęciu narybek jesienny. Tu polecam przeczytać książkę o lipieniach Stanisława Ciosa oraz kapitalny moim zdaniem artykuł w ostatnim numerze Sztuki Łowienia autorstwa Łukasza Kipiela.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 23.11 22:57
 
Na zakończenie to przepraszam, że piszę w kilku postach ale tak mogłem uzupełnić wpisy zdjęciami. Zmierzam do tego, że chciałbym znaleźć cudotwórcę, który unicestwi plagę kormoranów, czapli, wydr, norek...Takiego też, który zdobędzie cudowny narybek, który przetrwa niżówkę i wspomniane ptaki. Przydałby się też taki, który doleje wody do rzeki. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje i wielu innych ludzi działania to było za mało i tak naprawdę nie ma gwarancji czy pewnej recepty pozwalającej wierzyć, że za rok czy dwa lata wszystko wróci do normy.
P.S. W zawodach nie startuję już od dwóch lat
 
  Odp: Kiedyś ... [4] 24.11 08:51
 
. San powinien być teraz ekstra zasypany lipieniem i to nie tylko na
odcinku Lesko ale także powinno się go spróbować odrodzić
po niżej progu w Zagórzu. .


Pytanko: dlaczego próbować odrodzić lipienia poniżej progu w Zagórzu? Czy przyczyny wyginięcia
ustąpiły?
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 24.11 12:30
 
Uwaga jak najbardziej słuszna. San poniżej Myczkowców, aż po Sanok, należy do najtrudniejszych rewirów w
Polsce do zarządzania. Wpływ na populacje ryb ma szereg czynników niezależnych od użytkownika rybackiego -
wysokie i niskie stany wody (w tym czynniki pogodowe), działanie elektrowni, działalność drwali,
zanieczyszczenia, kormorany itd. Dlatego były, są i będą duże wahania w wielkości populacji ryb. Z tym musimy
żyć, tak jak z Covidem. Parafrazując znane powiedzenie:
I Konieczny d...,
Gdy problemów kupa.
Większość wędkarzy widzi tylko koniec swojego nosa, a może częściej - obecność innych wędkarzy, rzekomo
zabierających wory ryb. Większość wędkarzy jest też zainteresowana narzekaniem, a nie zrozumieniem
problemów.
Odnośnie lipienia w Sanie - polecam monografię Lipień, bo w niej jest wiele informacji pozwalających zrozumieć,
dlaczego do początku lat 90. lipieni było dużo ryb po Sanok (i niżej), a teraz jest inaczej. Wiedza sama nie
przyjdzie do głowy. Nie wystarczy też wsadzić książkę pod poduszkę, oczekując, że rano się wstanie z całą
wiedzą w głowie.
 
  Odp: Kiedyś ... [2] 24.11 18:15
 
A no może dla tego że obecnie jak i rok temu można tam było
złowić lipienie. Jak jest to czemu nie wpuścić więcej.
Oczywiście nikt tam badań nie robił a lipień żyje i rośnie.
 
  Odp: Kiedyś ... [1] 24.11 18:38
 
To po cholerę zarybiać jak jest, żyje i rośnie? Po co więcej i więcej?
Czy naprawdę musimy łowić te ryby dziesiątkami, setkami? Czy
wszędzie musi roić się od pstrągów i lipieni? A jak już się zaroi to
zaraz przylecą kormorany, przywędrują wydry i znów będzie krzyk, że
tak nie może być, że trzeba strzelać albo wytruć...
Wyluzujcie ludzie z tym żądaniem sypiania ryb tysiącami gdzie
popadnie, lat 80-90 nic, powtarzam nic nie wróci choćby wsypać do
Sanu ryby z wszystkich ośrodków zarybieniowych w Polsce.
 
  Odp: Kiedyś ... [0] 24.11 18:45
 
Może i prawda . Bo my pamiętamy San taki jaki był przed laty i
ciężko się od tego uwolnić. Więcej wody lipieniowej gdzie on
się dobrze czuje to chyba lepiej dla wędkarzy.....wiec czemu
nie spróbować?
 
       


Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus