| |
Tak jak kolega zauważył...trzeba przewidywać różne scenariusze, jak również słuchać rad i wskazań
doświadczonych wędkarzy...
Miałem również zdarzenie także z tamtego rejonu, nieco wcześniej, w końcówce lat 80-tych. Łowiąc w
lecie pewnego sierpniowego dnia postanowiłem przenocować się (pożyczywszy namiot, śpiwór i inne
szpargały) gdzieś pośrodku, przy lewym brzegu pomiędzy ujściem Hoczewki a "przełamaniem" poniżej
charakterystycznego wzniesienia przy lewym brzegu, tzw. Grodzisko. Wieczorem, kiedy miałem już dość
wędkowania spotkał mnie miejscowy wędkarz (o ile pamiętam Andrzej miał na imię) i napomknął mnie,
żebym raczej oddalił się nieco z tym namiotem od wody bo za blisko, woda może przyjść, burza itp.
Byłem zmęczony całodziennym wędkowaniem (nie mówiąc o tym, że zupełnie zignorowałem kolegi
wskazania choćby dot. wieczornego zerowania ryb na chruścikach... )Około 6 rano przyszła woda (od
razu załączyli 2 turbiny) i słysząc szum zbliżającej się wody ledwo co udało mi się z tego przemakającego
namiotu wyjść. Z tego wszystkiego podarłem namiot, przedzierając się przez nadbrzeżne krzaki (tam było
w ogóle trudno przebić się przez te krzaki), jednakże sprzęt do łowienia, prumus, śpiwór itp. był ok. tzn.
zachował się. Dużo nie brakowało, a cały majdan popłynął by spokojnie z wciąż wzbierającym, rzecznym
nurtem.
Tę łódkę pamiętam, z resztą koło niej często łowiłem (można tam było dostać ładnego pstrąga), bo bliżej
środka było dobre miejsce, ale na lipienia. Pozdrawiam.
|