| |
Istotnie, te kanalizacyjne biodrówki (mówiłem na nie "błotniaki), nie dość, że były ciężkie (to jeszcze pół
biedy), to istotną wadą było to, ze dosyć szybko wycierały się spody, nie miały też paska, o czym kolega
wspomniał. Dlatego zakładałem na nie żołnierski, parciany pas, jaki wykombinowałem wcześniej, jak
byłem w wojsku (miałem akuratnie dyżur wówczas i byłem obecny przy likwidowaniu zużytego, czy też
przeterminowanego wojskowego sprzętu, nawiasem mówiąc likwidowaniu również zupełnie dobre ciuchy,
jak skarpety, bluzy, spodnie, buty itp.).
Zmienne warunki pogodowe determinują nasze zachowanie nad wodą, zwłaszcza, kiedy łowimy w
trudnym technicznie terenie, właśnie takie, gdzie występuje karpacki flisz w postaci skalnych płyt, pod
różnymi kątami ustawionymi w stosunku do strugi wody. Także właśnie ilekroć złapała mnie burza, czy też
słyszałem nią z daleka, dawało to wszystko do myślenia, że za jakiś bliżej nieokreślony czas łowienia
może się definitywnie zakończyć.
No właśnie co by było, gdyby nie wyszło nagle słońce?. Zapewne, z dużą dozą prawdopodobieństwa -
kąpiel, kontrolowane spłynięcie z wodą. Bardzo dobrze, że była asekuracja, bo bez niej byłoby naprawdę
biednie.....
Jakieś 5 lat temu wędkując w Temeszowie, właśnie na tamtejszych płytach, słabo znając strukturę
rzecznego dna "przejechałem się' na płycie jakieś 5 metrów, bo nie chciało mi się obejść tej niewidocznej
rynny. Zważywszy na to, że było to jesienią ( poszukiwaniu wtedy na łowisku brzany), zrobiło mi się
momentalnie zimno i dosyć szybko zakończyłem połów. Zawsze trzeba z pokorą podchodzić do tych
istotnych z naszego punktu spraw, przecież zdrowie ludzkie jest najważniejsze.
|