| f l y f i s h i n g . p l |
2026.03.12 |
 |
| | | | | | |
| | | | |
|
FORUM WĘDKARSTWA
MUCHOWEGO
|
|
|
|
|
 |
wywiad z Grzesiem Łoszewskim
: : nadesłane przez
WZ_WZ (postów: 4138) dnia 2026-02-10 22:46:49 z *.fiberlink.pl |
| |
czołem,
kto zna Grzegorza - posłucha z przyjemnością
kto nie zna - niech żałuje, ale i tak niech posłucha
warto posłuchać
https://youtu.be/lu1_EdH4cvY Nadesłany link: warto posłuchać https://youtu.be/lu1_EdH4cvY
|
| |
[Powrót do
Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem] |
|
|
| |
|
Nadawca
|
Data |
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [4]
|
|
11.02 13:19 |
| |
|
A ktoś zniesie 2,5 godziny opowieści?
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
11.02 14:01 |
| |
|
byłem z nim tydzień na wyprawie łososiowej
i zniosłem
niezrównany gawędziarz
i świetny wędkarz
A ktoś zniesie 2,5 godziny opowieści?
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
14.02 22:48 |
| |
|
Troszkę to trwa, ale z przyjemnością wysłuchałem do końca. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [1]
|
|
18.02 11:20 |
| |
|
No na raty ale zmogłem. Na żywo Grzegorz jest dużo ciekawszy. Łowię tyle czasu co on i
znam większość opisanych ludzi. A na rybach i wieczorkiem takich historyjek nasłuchałem
się i naopowiadałem moc. Generalnie bardzo depresyjne. I mam podobne poglądy i
przymyślenia. Dobrze to już było . Jak w starym ruskim dowcipie. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
20.02 14:23 |
| |
|
Jest ciekawszy ale prowadzący bez wiedzy i możliwości poprowadzenia tej rozmowy żeby była dużo ciekawsza.
Wolę posłuchać Grześka co ma do powiedzenia i zastanowić się nad dzisiejszym aspektem wędkarstwa muchowego.
No na raty ale zmogłem. Na żywo Grzegorz jest dużo ciekawszy. Łowię tyle czasu co on i
znam większość opisanych ludzi. A na rybach i wieczorkiem takich historyjek nasłuchałem
się i naopowiadałem moc. Generalnie bardzo depresyjne. I mam podobne poglądy i
przymyślenia. Dobrze to już było . Jak w starym ruskim dowcipie. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
11.02 13:54 |
| |
|
Opowieść o kondorze bezcenna 😉 |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [7]
|
|
11.02 14:48 |
| |
|
warto posłuchać
Zacząłem, ale jak już w czołówce usłyszałem "wajd fysh starys padcast" z amerykańskim akcentem, to
przestałem. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
11.02 15:55 |
| |
|
warto posłuchać
Zacząłem, ale jak już w czołówce usłyszałem "wajd fysh starys padcast" z amerykańskim akcentem, to
przestałem.
No cóż nie każdemu jest dane znać języki obce. Trochę nauki mart, a może kiedyś będziesz w stanie
również jakieś filmy zagraniczne pooglądać. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [4]
|
|
11.02 16:09 |
| |
|
Darek... czy to jest najważniejsze?
wyluzuj, chłopie
Zacząłem, ale jak już w czołówce usłyszałem "wajd fysh starys padcast" z amerykańskim akcentem, to
przestałem. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [3]
|
|
11.02 18:46 |
| |
|
Ostatnio jestem bardzo wyluzowany. I choć do prof. Bralczyka czy Miodka mam jak stąd na Alaskę to wyjątkowo
śmieszą mnie takie snobistyczne, okraszone nadętą angielszczyzną materiały. U nas nie ma Święta Wędkarstwa
Muchowego tylko Fly Fishing Festival i to pisane z "v". Żenada.
Ale padkastu zapewne posłucham bo koleś nieźle brzmi na początku. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [2]
|
|
17.02 10:01 |
| |
|
Maruda.... |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [1]
|
|
17.02 14:17 |
| |
|
Dmychu, a gdzieś Ty byl tyle czasu?
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
18.02 14:22 |
| |
|
Cały czas jestem tylko nie piszę postów.
pozdr |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
11.02 17:16 |
| |
|
Wszystkie tera po hamerykańsku z dupy szczelajo na tych cokkastach. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
12.02 14:25 |
| |
|
Grzegorz prywatnie, to na prawdę równy i pomocny Gość! |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
13.02 07:35 |
| |
|
Fajny monolog zrobiony przez Grześka z sentymentalnym powrotem do przeszłości. Ale jego zawsze się dobrze słucha bo ma dużą wiedzę, doświadczenia i ciekawie opowiada swoje historie.
Sam z zaciekawieniem słuchałem niektórych historii.
W zasadzie prowadzący nie byli potrzebni bo jedyne co mieli do powiedzenia to albo: OK, OK albo niewiele więcej.
To co mnie zastanowiło to to, że dzisiejsze wędkarstwo muchowe jest zupełnie czymś innym niż 40 czy 50 lat temu.
Dzisiaj jest spsiałe, byle-jakie, pozbawione często głębszego zastanowienia. Kiedyś się dociekało, dzisiaj oczekuje się gotowych rozwiązań. Intelektualnie jest na bardzo niskim, żenujacym poziomie.
W kwestii przemyśleń odnośnie C&R, nie do końca się z nimi zgadzam, czas zmienił jego znaczenie w różnych kontekstach kiedy Grzegorz z grupa innych wędkarzy propagował ten sposób łowienia.
Jest tam jeszcze parę innych kwestii, które są dyskusyjne ale do większego rozszerzenia.
Dzięki Grzegorz za wspomnienia i garść przekazanych doświadczeń.
Chłopakom z WFS za namówienie Grześka za przyjście do studia.
S. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [33]
|
|
17.02 09:12 |
| |
|
Po 5 minutach słuchania dotarły do mnie już dwie rzeczy. 1976r. wydanie książki Józefa
Jeleńskiego które zapoczątkowało wyżynanie rzek do zera przez tych którzy tej metody nie
znali. To oczywiście moje zdanie.
Druga to łowienie Wagnera (sanatorium) na Dunajcu marzec, kwiecień. To takie złe obecnie.
Jak to łowić ryby zimą? Albo to nam kompletnie odpierd***ło i czepiamy się wszystkiego
albo ci historyczni ludzie byli źli. Każdy niech sobie sam odpowie.
No nic. Słuchamy dalej co tam „w trawie piszczy”.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [4]
|
|
17.02 10:35 |
| |
|
Kto mówi, że łowienie w kwietniu jest złe? w styczniu tak ale nie w kwietniu.
Książka Józka tego nie spowodowała. Dziwnie to interpretujesz.
i>Po 5 minutach słuchania dotarły do mnie już dwie rzeczy. 1976r. wydanie książki Józefa
Jeleńskiego które zapoczątkowało wyżynanie rzek do zera przez tych którzy tej metody nie
znali. To oczywiście moje zdanie.
Druga to łowienie Wagnera (sanatorium) na Dunajcu marzec, kwiecień. To takie złe obecnie.
Jak to łowić ryby zimą? Albo to nam kompletnie odpierd***ło i czepiamy się wszystkiego
albo ci historyczni ludzie byli źli. Każdy niech sobie sam odpowie.
No nic. Słuchamy dalej co tam „w trawie piszczy”.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [3]
|
|
17.02 10:51 |
| |
|
Woda zimna, śniegowa, ryby wyczerpane po tarle. Wielu to krytykuje. A zawody to już "ukrzyżowanie". Tyle że
łowienie rekreacyjnie, zawodniczo, w każdej formule (Kill/No Kill) zasadniczo wyjmowanym rybom "nie mówi
nic". Może formuła "Kill" mniej szkodzi. I na umysły (tych od znęcania się) i rybom, którym to obojętne gdy
lądują na patelni.
Sezon fly fishing powinien zaczynać się od 1 kwietnia. I to nie Prima Aprillis. Spinningowy dowolnie (choć
wcale za tym nie jestem) ale łowienie tylko z brzegu (zakaz brodzenia).
Nie jest winą Józefa że wydał książkę. Chciał dobrze, pokazał ze można łowić ryby szlachetne inaczej niż na
robaka. Przedstawił muszki, recepty i materiały dla nowej metody. Cholernie skutecznej na "te" ryby. Gorzej, że
wyszło jak wyszło. Każdy wie. Wina nie jest jego, nawet tak nie myślę, ale przyczyniła się ona (i nie tylko) do
"wyzerowania" rybostanu wód krainy PiL. Na robaka, spinning, kulę nigdy nikt nie wyczyściłby tych wód do
zera. Główna winę ponosi gospodarz (PZW) czyli my sami i tego nie da się ukryć. Podobnie jak ówcześnie,
wchodząc w trendy/ mody polityczne o czym przekonamy się my/ pokolenia za podobny czas. Ale to nie temat
na fly fishing.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [1]
|
|
17.02 11:34 |
| |
|
To co opisał Józej było znane już wcześniej. Chociażby z książki Wyganowskiego, który przetłumaczył zachodnią literaturę.
Józef opisał szczegółowo tarło, co z czego wynika oraz metody jakim należy się posługiwać. I to w Twoim myśleniu spowodowało wykończenie ryb? trudno mi to zrozumieć.
Czy PZW miało decydujący wpływ na wyrybienie P&L ? Nie,
Woda zimna, śniegowa, ryby wyczerpane po tarle. Wielu to krytykuje. A zawody to już "ukrzyżowanie". Tyle że
łowienie rekreacyjnie, zawodniczo, w każdej formule (Kill/No Kill) zasadniczo wyjmowanym rybom "nie mówi
nic". Może formuła "Kill" mniej szkodzi. I na umysły (tych od znęcania się) i rybom, którym to obojętne gdy
lądują na patelni.
Sezon fly fishing powinien zaczynać się od 1 kwietnia. I to nie Prima Aprillis. Spinningowy dowolnie (choć
wcale za tym nie jestem) ale łowienie tylko z brzegu (zakaz brodzenia).
Nie jest winą Józefa że wydał książkę. Chciał dobrze, pokazał ze można łowić ryby szlachetne inaczej niż na
robaka. Przedstawił muszki, recepty i materiały dla nowej metody. Cholernie skutecznej na "te" ryby. Gorzej, że
wyszło jak wyszło. Każdy wie. Wina nie jest jego, nawet tak nie myślę, ale przyczyniła się ona (i nie tylko) do
"wyzerowania" rybostanu wód krainy PiL. Na robaka, spinning, kulę nigdy nikt nie wyczyściłby tych wód do
zera. Główna winę ponosi gospodarz (PZW) czyli my sami i tego nie da się ukryć. Podobnie jak ówcześnie,
wchodząc w trendy/ mody polityczne o czym przekonamy się my/ pokolenia za podobny czas. Ale to nie temat
na fly fishing.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
17.02 14:30 |
| |
|
No jak nie PZW? Niszczenie tarlisk (to nie PZW) głównie ale wyniszczenie do zera stad
tarłowych to za czyim zezwoleniem? Przykład lipień, głowacica, pstrąg, troć wędrowna,
łosoś. Te dwie ostatnie może mniej za sprawą wędkarzy.Sami kłusownicy raczej nie
wyczyścili lipienia, głowacicy, pstrąga. Lipień jest najlepszym odzwierciedleniem
skuteczności fly fishingu.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
17.02 11:36 |
| |
|
Grzegorz fantastycznie opisał fascynację, której dzisiaj nie ma. Jest zupełnie coś innego.
Dla mnie wyjazd 25 km do Katowic do sklpeu wędkarskiego, żeby kupić trochę muszek Adam Sikkory i pudełko było wydarzeniem. Dzisiaj nadmiar wszystkiego i podanego na tacy jest zaprzeczeniem wielu idei. I o tym Grzesiek mówił.
Woda zimna, śniegowa, ryby wyczerpane po tarle. Wielu to krytykuje. A zawody to już "ukrzyżowanie". Tyle że
łowienie rekreacyjnie, zawodniczo, w każdej formule (Kill/No Kill) zasadniczo wyjmowanym rybom "nie mówi
nic". Może formuła "Kill" mniej szkodzi. I na umysły (tych od znęcania się) i rybom, którym to obojętne gdy
lądują na patelni.
Sezon fly fishing powinien zaczynać się od 1 kwietnia. I to nie Prima Aprillis. Spinningowy dowolnie (choć
wcale za tym nie jestem) ale łowienie tylko z brzegu (zakaz brodzenia).
Nie jest winą Józefa że wydał książkę. Chciał dobrze, pokazał ze można łowić ryby szlachetne inaczej niż na
robaka. Przedstawił muszki, recepty i materiały dla nowej metody. Cholernie skutecznej na "te" ryby. Gorzej, że
wyszło jak wyszło. Każdy wie. Wina nie jest jego, nawet tak nie myślę, ale przyczyniła się ona (i nie tylko) do
"wyzerowania" rybostanu wód krainy PiL. Na robaka, spinning, kulę nigdy nikt nie wyczyściłby tych wód do
zera. Główna winę ponosi gospodarz (PZW) czyli my sami i tego nie da się ukryć. Podobnie jak ówcześnie,
wchodząc w trendy/ mody polityczne o czym przekonamy się my/ pokolenia za podobny czas. Ale to nie temat
na fly fishing.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [27]
|
|
17.02 11:56 |
| |
|
Po 5 minutach słuchania dotarły do mnie już dwie rzeczy. 1976r. wydanie książki Józefa
Jeleńskiego które zapoczątkowało wyżynanie rzek do zera przez tych którzy tej metody nie
znali. To oczywiście moje zdanie.
Historia wydań książki JJ:
1979 - I wyd.
1985 - II wyd.
1992 - III wyd.
Skoro 1976 r. zapoczątkował wyżynanie rzek, więc nie mogło to być za sprawą książki JJ. Poza tym,
książki czytają nieliczni, z zasady bardziej ogarnięci intelektualnie i kulturowo. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [26]
|
|
17.02 14:47 |
| |
|
Nie chodzi o książki i czytanie. Popularyzacja, skuteczność, przekazywanie info, choćby na
miejscu (łowisku). Ludzie szybko się uczą na przykładach. Od innych. Zaczynałem FF po
Mistrzostwach Świata na Sanie. Kto mnie nauczył? Książki oczywiście już za dzieciska
przerobiłem i jak już wiele razy pisałem wzorując się na niej (i nie tylko) będą w 6-7 klasie
szkoły podstawowej robiłem muchy do sklepu wędkarskiego. Nauczyli mnie, pokazali na co i
jak przyjeżdżający nad San. Ojciec nauczył mnie na blaszkę (pstrągi) bo na robaka nie
wolno było, za bardzo pilnowali i i człowiek miał zasady. Później kula wodna. Do 1986r.
Później w Pewex ojciec kupił ABU GARCIA TREE STARS, jakieś klejonki polskie w
„sportowym”, włókno szklane pełne (chyba czeskie), później jakiś DAM (pusty szklak, to już
był wypas), itd, itd. Przyjeżdżający dawali blaszki francuskie MEPPS, jakieś żyłki
zagraniczne bo człowiek leciał na POLISPING albo STILON ze wspomnianego
„sportowego”, haczyki a zamieniali to za skuteczne na Sanie muszki.
Tak to było. To i „dostępność” nauczyły mnie i nie tylko wyrybiać skuteczniej rzekę.
Książka Józefa Jeleńskiego była u mnie w domu od roku 1983 z tego co pamiętam. A może
już w Stanie Wojennym. Przepisy (ręcznie pisane na kartkach w zeszycie) ojca na każda
nazwaną muchę z książki i literatury do teraz gdzieś chyba mam. Podobie jak i piórka i inne
materiały. Leżą jeszcze w pudełkach już od min. 40 lat. Każdą którą miałem czytałem zimą
na feriach lub będąc chorym i czekałem ze zniecierpliwieniem na sezon wędkarski. Później
jeździło się z ojcem i jego kolegą na Olszankę, Czarny (Chrewt), San. Na Strwiążu było
ciężko bo granica z „braćmi” obstawiona wojskiem.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [22]
|
|
17.02 16:55 |
| |
|
To nie sprzęt ani książki są winne nadmiernej presji wędkarskiej, lecz zachłanność i brak jakichkolwiek
refleksji u wędkarzy. Dotyczy to też No-Kill.
Podobnie Kamasutra nie jest winna pedofilii, a rozwinięcie produkcji aut przez Forda licznym wypadkom
samochodowym.
Gnębienie ludzi wykształconych i cywilizowanych w Polsce przez stulecia niosło i nadal niesie określone
skutki. Wybór na prezydenta osoby o wątpliwej reputacji najlepiej świadczy o kondycji polskiego
społeczeństwa. Jest społeczne przyzwolenie na łamanie prawa, więc nie dziwmy się, że z rybami też nie
jest dobrze. Głupota i arogancja jest bardziej w cenie, niż kultura i wiedza.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [21]
|
|
17.02 20:16 |
| |
|
"Gnębienie ludzi wykształconych i cywilizowanych ....".
"Wybór na prezydenta...".
"Jest społeczne przyzwolenie na łamanie prawa....".
"Głupota i arogancja jest bardziej w cenie, niż kultura i wiedza".
Tzw. demokracja. I jej zalety.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
17.02 22:16 |
| |
|
Jest dokładnie tak, jak opisał to kol. Stanisław. Jesteśmy na jakiejś drodze do demokracji, którą musimy, a
w zasadzie powinniśmy osiągnąć. Kiedy osiągniemy jej ekstremum, to wszystko zależy od nas samych. W
chwili obecnej nie napawa to wszystko jakimś z góry ustalonym optymizmem, ale raczej pesymizmem, a
wszystko w to wplątane jest w szerokim pojęciu wędkarstwo muchowe i pokrewne dziedziny z nim
związane.... |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [19]
|
|
20.02 11:54 |
| |
|
Co ma do tego demokracja?
Gnębienie ludzi, o których pisze Staszek jest również w reżimie przeciwnym demokracji.
"Gnębienie ludzi wykształconych i cywilizowanych ....".
"Wybór na prezydenta...".
"Jest społeczne przyzwolenie na łamanie prawa....".
"Głupota i arogancja jest bardziej w cenie, niż kultura i wiedza".
Tzw. demokracja. I jej zalety.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
20.02 12:14 |
| |
|
Co ma do tego demokracja?
Gnębienie ludzi, o których pisze Staszek jest również w reżimie przeciwnym demokracji.
Zawsze mnie bawiło czytanie czy słuchanie narzekania na demokrację i zestaw wolności jakie ona daje.
Pierdzący takie opinie nawet przez sekundę nie zadali sobie trudu wyobrażenia sobie życia w reżimach,
które są przeciwieństwem krytykowanej demokracji. To źle, tamto źle, lepiej przecież umrzeć z głodu i
wycieńczenia w jakimś obozie "pracy" ew. dostać kulkę w potylicę.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [17]
|
|
20.02 20:01 |
| |
|
Nie wiesz co ma do tego? Nie p*** l bo nie uwierzę. Co ma?
A to że większość wybiera i wygrywa. Co wygrywa/wprowadza? A to co „odznaczyłem” ze
Staszka wpisu. Tu (w demokracji) nie ma znaczenia wykształcenie, logika, rozum, itd, itp. Tu
rolę odgrywa większość. Może być nawet zjebana, skrzywiona, zwichnięta, obca,
narzucona, inna, …, ….,taka czy taka. Nie ma to znaczenia skoro większość wygrywa.
Legalnie. Na pewno to wiesz.
Zobacz kto angażuje się w pracę naszego Związku? Nie trzeba szukać daleko. To (władze
PZW) jest takim malutkim odzwierciedleniem …. Wiesz czego. Związku, gminy, starostwa,
itd, itd. A zaczyna się to od dzieciństwa. Już w szkole podstawowej jest tzw.
przewodniczący klasy, komitet rodzicielski, Chyba że już tego nie ma. Za stary jestem i nie
kontroluję „nowości”.
Staszek o tym (jakość władz PZW) nie raz wspominał. I narzekał. A to tylko stowarzyszenie.
Niczym jednak nie różni się ono od szkoły, miasta, gminy, państwa. Wszędzie podobna
jakość i chuj***a.
Dziękuje z uwagę.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [15]
|
|
21.02 12:12 |
| |
|
Mnie smuci to, że zamiast podyskutować i odnieść się do tego o czym mówił Grzegorz kto
znów zaczęło się pierdolenie włączając w to polityke, jakieś dziwne teorie z demokracją
łącząc to z wyrybieniem z powodu napisanej książki. Jprd.
W którym wy miejscu jesteście mentalnie, że takie idiotyzmy wypisujecie
Nie wiesz co ma do tego? Nie p*** l bo nie uwierzę. Co ma?
A to że większość wybiera i wygrywa. Co wygrywa/wprowadza? A to co „odznaczyłem” ze
Staszka wpisu. Tu (w demokracji) nie ma znaczenia wykształcenie, logika, rozum, itd, itp. Tu
rolę odgrywa większość. Może być nawet zjebana, skrzywiona, zwichnięta, obca,
narzucona, inna, …, ….,taka czy taka. Nie ma to znaczenia skoro większość wygrywa.
Legalnie. Na pewno to wiesz.
Zobacz kto angażuje się w pracę naszego Związku? Nie trzeba szukać daleko. To (władze
PZW) jest takim malutkim odzwierciedleniem …. Wiesz czego. Związku, gminy, starostwa,
itd, itd. A zaczyna się to od dzieciństwa. Już w szkole podstawowej jest tzw.
przewodniczący klasy, komitet rodzicielski, Chyba że już tego nie ma. Za stary jestem i nie
kontroluję „nowości”.
Staszek o tym (jakość władz PZW) nie raz wspominał. I narzekał. A to tylko stowarzyszenie.
Niczym jednak nie różni się ono od szkoły, miasta, gminy, państwa. Wszędzie podobna
jakość i chuj***a.
Dziękuje z uwagę.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [14]
|
|
21.02 13:31 |
| |
|
"Mnie smuci to, że zamiast podyskutować i odnieść się do tego o czym mówił Grzegorz kto znów
zaczęło się pierdolenie włączając w to politykę, jakieś dziwne teorie z demokracją łącząc to z
wyrybieniem z powodu napisanej książki. Jprd. W którym wy miejscu jesteście mentalnie, że takie
idiotyzmy wypisujecie."
W skrócie, @mart123 od x lat powtarza że pisanie o tym czy tamtym (czyt głowacicy, jej połowie)
sprawia że złowienie jej staje się prostsze. Dla każdego. To że Józef Jeleński napisał książkę o
szlachetności połowu ryb na muchę która stała się sposobem, wskazówką (receptą) na dobranie się
do pstrągów a zwłaszcza (lipieni!!!), nie ma znaczenia i nie jest usprawiedliwieniem że było to 50 lat
temu. Żadnego znaczenia bo efektem jest to co teraz i to co krytykuje @mart.
Jeżeli to ma być mentalność to w takiej jestem. Teraz. Takiej, w której kiedyś wierzyłem (bo byłem na
bieżąco z czytaniem, gdyby się ktoś pytał) że łowienie i wypuszczanie jest dobrym sposobem na
niewyrybianie łowisk. Teraz za sprawą pewnych ludzi, plus pewnych "guru", znowu moja mentalność
"nie wypada" bo znowu jestem zły. Zły bo znęcam się i zły bo łowię i wypuszczam a to nic nie daje
(poza znęcaniem). Kolejna mentalność która wisi w powietrzu (moja oczywiście) jest już taka że
wrócę do zabijania. Już to w sumie zrobiłem w zeszłym sezonie.
To odnośnie mojej mentalności. Ciągle zmieniającej się i będącej na bieżąco z tym "co jest modne"
(????). Za co dostaję zjeby. Od tych uświadomionych i oczytanych oraz od tych którzy są "normalni"
(wg wszechwiedzących doktorów i profesorów do "znęcania się") i ryby zabijają celowo bo one są
celem ich wyjścia na wodę z wędką .
-uj więc z mentalnością.
P.S.
Grzegorza jeszcze nie dosłuchałem po "tych" pięciu minutach. Może "po" będę się odnosił,
dyskutował, może nie, bo ... nie będzie mi się chciało. Dlaczego? Bo zarówno Grzegorz, ja czy Józef
Jeleński jak i Staszek Cios, przyczyniliśmy się wszyscy do nauczenia (innych, tych "normalnych') jak
dobrać się do ryb wód górskich. Stale to robimy. Ja na pewno. W/w może już nie.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
21.02 18:59 |
| |
|
Masz rację, krytykuję upublicznianie informacji technicznych wyjaśniających jak i gdzie łowić ryby, będące na granicy
wybicia, gdyż w naszym kraju kończy się to niczym innym jak najazdem wędkarskiej szarańczy z obłędem w oczach i
nieodpartą żądza złowienia, niekoniecznie zabicia, a potem rozsmarowania tego sukcesu po internecie. Ile pięknych,
spokojnych, a w zimie nawet bezludnych miejscówek zostało w ten sposób zaoranych to sam dobrze wiesz.Zwłaszcza
wkurwia mnie gdy tacy popularyzatorzy robią to dla zysku, trochę mniej ale również, by zaspokoić swoją próżność.
Przykładem jest kilka miejsc na Sanie zniszczonych w ten sposób przez panów S. i M. reprezentujących firmy T. i D.
gdzie już spokoju chyba nigdy nie zaznasz. No chyba że szlag trafi te resztki ryb, które tam jeszcze się kołaczą.
Oczywiście, pionierska literatura ff z lat 80-tych ub. wieku była tworzona w kompletnie innych warunkach, najgorsze
przyszło wraz z Internetem, przy zerowej kontroli i ograniczeniach presji. Patrząc z perspektywy lat i tego co się teraz
dzieje każda informacja podnosząca skuteczność łowienia była i jest gwoździem do trumny górskich wód, którą teraz
jako gatunek homo sapiens (?) domykamy. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [12]
|
|
22.02 09:40 |
| |
|
Kompletnie wszystko pomieszałeś.
Pisanie książek, czytanie ich ma zgłębić naszą wiedzę, poszerzyć horyzonty i w
konsekwencji. Czytanie ma rozwijać.
Miałem to szczęście, że będąc u Andrzeja Foxa( jak jeszcze żył), który kręcił muchy do tej
książki nie wpadłem na to aby mu powiedzieć: Andrzej, wszystko przez Ciebie. Pokazałeś
muchy a teraz ryb nie ma.
Co Ty wypisujesz?
Efekt braku ryb dzisiaj zrównujesz z przeczytaniem książki i je upowszechnieniem.
Rozumiem, że gdybyś napisał, że kiedyś pewien dziennikarz popełnił artykuł w czasopiśmie,
że połowił, że eldorado a po tym wszystkim najechało tam 200 wędkarzy i wyrobili rzekę to
wtedy byś miał rację. Co zresztą jest prawdą.
Po to masz głowę aby myśleć. Czytasz, studiujesz, rozmawiasz z ludźmi, wyciągasz
wnioski. Na tym polega myślenie. Twoja mentalność też się zmienia.
Coś co było dobre 50 lat temu dzisiaj jest już niekoniecznie dobre. Zmieniły się warunki,
otoczenie, klimat, etc. Nawet ryby nauczyły się w tym zmieniającym środowisku żyć. Dzisiaj
biorą na haczyk ze złota kulką niz na wierną imitację hudropsyche, którą jaralismy się 20 lat
temu.
Wędkarz muchowy się zmienił. Dostosował się do ryb, które są w rzece. Do ryb
hodowlanych i skumał, że lepiej połowi na złota kulkę niż na larwę chruścika.
Czy C&R jest dzisiaj dobre? W dalszym ciągu jest. Ale … sytuacje się zmieniła przez
ostatnie 20 lat.
Jakiś czas temu kolega mi odpowiadał, ze kolega nie mógł złowić ryby na suchą muchę. W
końcu ją złowił. Co się okazało? Duży Lipień, piękny kardynał mia potężną dziurę w pysku
od częstych bóli wędkarskich i co zbierał muchę to ona nie mogła się zahaczyć w pysku.
To przykład z Twojego Sanu. Odcinka specjalnegoZ
I teraz sobie odpowiedz, czy wiedza o C&R 35 lat temu dawała takie myślenie i pytania jakie
dzisiaj dają nowe doświadczenia i przemyślenia.
"Mnie smuci to, że zamiast podyskutować i odnieść się do tego o czym mówił
Grzegorz kto znów
zaczęło się pierdolenie włączając w to politykę, jakieś dziwne teorie z demokracją łącząc to
z
wyrybieniem z powodu napisanej książki. Jprd. W którym wy miejscu jesteście mentalnie, że
takie
idiotyzmy wypisujecie."
W skrócie, @mart123 od x lat powtarza że pisanie o tym czy tamtym (czyt głowacicy, jej
połowie)
sprawia że złowienie jej staje się prostsze. Dla każdego. To że Józef Jeleński napisał
książkę o
szlachetności połowu ryb na muchę która stała się sposobem, wskazówką (receptą) na
dobranie się
do pstrągów a zwłaszcza (lipieni!!!), nie ma znaczenia i nie jest usprawiedliwieniem że było
to 50 lat
temu. Żadnego znaczenia bo efektem jest to co teraz i to co krytykuje @mart.
Jeżeli to ma być mentalność to w takiej jestem. Teraz. Takiej, w której kiedyś wierzyłem (bo
byłem na
bieżąco z czytaniem, gdyby się ktoś pytał) że łowienie i wypuszczanie jest dobrym
sposobem na
niewyrybianie łowisk. Teraz za sprawą pewnych ludzi, plus pewnych "guru", znowu moja
mentalność
"nie wypada" bo znowu jestem zły. Zły bo znęcam się i zły bo łowię i wypuszczam a to nic
nie daje
(poza znęcaniem). Kolejna mentalność która wisi w powietrzu (moja oczywiście) jest już
taka że
wrócę do zabijania. Już to w sumie zrobiłem w zeszłym sezonie.
To odnośnie mojej mentalności. Ciągle zmieniającej się i będącej na bieżąco z tym "co jest
modne"
(????). Za co dostaję zjeby. Od tych uświadomionych i oczytanych oraz od tych którzy są
"normalni"
(wg wszechwiedzących doktorów i profesorów do "znęcania się") i ryby zabijają celowo bo
one są
celem ich wyjścia na wodę z wędką .
-uj więc z mentalnością.
P.S.
Grzegorza jeszcze nie dosłuchałem po "tych" pięciu minutach. Może "po" będę się odnosił,
dyskutował, może nie, bo ... nie będzie mi się chciało. Dlaczego? Bo zarówno Grzegorz, ja
czy Józef
Jeleński jak i Staszek Cios, przyczyniliśmy się wszyscy do nauczenia (innych, tych
"normalnych') jak
dobrać się do ryb wód górskich. Stale to robimy. Ja na pewno. W/w może już nie.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [11]
|
|
22.02 13:23 |
| |
|
Na przełomie wieków nauczyłem się (i innych) łowić sandacze. 8 lat wystarczyło żeby znikły. Teraz już
ich nie uświadczysz. Karpie są bo za dużo trzeba się poświęcać (finansowo, czasowo) żeby je łowić.
Też niektórych nauczyłem. Podobnie z leszczami (nocą), płociami po 40cm z głębokości 10m z łódki.
Okonie, zarówno z lodu jak i na gumy. Też "wystrzelane". Nie nadążają się rodzić, mimo mocnych
ograniczeń ilościowych i wymiarowych. Sumy? Te mogą dla mnie nie istnieć. Mogą (i powinni) zjeść
je wszystkie. Na nie (śmierdziuchy) szkoda mojego wolnego (mało) czasu.
Robiłem przynęty. Skuteczne. Teraz już tylko robię. Skuteczne zostawiam dla siebie.
Teraz już przestałem uczyć ich łowienia głowacic. Pstrągów. Ani karpi, ani leszczy. Staram się nie
dawać gotowych recept lecz podpowiadać, zmuszać do myślenia (podobnie jak Staszek Cios).
Oczywiście tych których mam "zlustrowanych". Co wcale nie oznacza że to pójdzie dalej. Na pewno
pójdzie. Już samym podawaniem info "jaka woda, bierze coś, na co, itp" rozwalam system. Mimo że
po przeżyciu połowy wieku wiem jak to się skończy znając dokładnie przykłady.
Może się mylę? Jak tak to cieszy mnie to. Trochę.
Co do C&R- udowadnianie że złowienie i wypuszczenie jest celowym znęcaniem się nad rybą
rozwala mnie całkowicie. Jak pisałem. Trzeba zjeść wszystko po to żeby "najmądrzejsi" tego świata
zrozumieli że "się im poje **o". Wyczyścić wody do zera. Wtedy zrozumieją że coś "nie wyszło".
Winnych oczywiście szybko znajdą.Tak jak zjebali system chroniąc wilki, miśki, kormorany, bobry, itd,
itd.
Tyle że oni nie poniosą żadnej odpowiedzialności za to co wzięli na sztandary. Inni będą się z tym,
bująć. Podobnie jak z uchodźcami (to tak politycznie).
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [1]
|
|
22.02 15:05 |
| |
|
Na przełomie wieków nauczyłem się (i innych) łowić sandacze.
Możesz to wytłumaczyć? Raczej nie, bo piszesz chaotycznie i tym samym często niezrozumiale. Oczywiście przy jakiejś dawce dobrej woli jestem w stanie zrozumieć, że chodzi ci o inne ryby, ale gdybym był bardzo złośliwy, to uznałbym, że jesteś ewenementem żyjącym na przestrzeni dwóch różnych okresów, co najmniej dwóch przełomów wieków.
Notorycznie mieszasz też znaczenie słów, to sławne już „ówcześnie” i „bynajmniej” przejdzie chyba do historii tego forum.
Dużo chcesz napisać i piszesz, a potykasz się na prostym słownictwie. Czasem nawet się z tobą zgadzam, ale by cię odszyfrować muszę poświęcać sporo czasu, chociaż posiadam już klucz do twojego „stylu”.
Moja podpowiedź jest prosta, czytaj możliwie dużo i staraj się zrozumieć tekst i kontekst.
A od książki p. Jeleńskiego wara, bo wchodzisz na niezrozumiałe dla siebie obszary.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
22.02 18:33 |
| |
|
Przełom wieków XX/XXI, rok Millenium, 2000. Wcześniej po naczytaniu się wszystkiego
próbowałem. 1996-1999r. Późno, ale ….
Łowić z łódki, Solina, nie z brzegu. Nie na żywca, nie na trolla (równie skuteczny był, choć
zakazany, a żywiec nie). Guma.
Nauczyłem tych co byli/bywali na łódce. Nie myśl o innych.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [8]
|
|
23.02 14:39 |
| |
|
Przeczytałem to. Z trudem ale zastanowiła mnie jedna kwestia.
Z założenie słucham tych, którzy mają dużo do powiedzenia: naukowcy, badacze, szeroko ludzie nauki, pasjonatów ale i zwykłych ludzi, którzy obserwują i lub działają.
Nie tak dawno była w tym miejscu dyskusja, którą rozpocząłem, czy ryby wpuszczane są dobrem w rzece, czy mamy z nich pożytek a jeśli tak to jaki, jakie są zagrożenia ale i zalety wraz z wadami.
Moje wnioski poczyniłem w tej dyskusji. Zaznaczę, że C&R i cała dyskusja dotyczyła rzek w Polsce. Nie świata.
Po tej rozmowie miałem możliwość rozmowy z paroma wędkarzami, światłymi, którzy rozumieją dzisiejszy system przyrody, zmiany, technologie i co najważniejsze rosnący coraz bardziej konsumpcjonizm. I nie należy w tym miejscu go łączyć w jedzeniem mięsa tylko z pozyskiwaniem emocji i wrażeń. Wręcz z uzależnieniem.
Czy złowienie i celowe wypuszczanie ryb jest znęcaniem się nad rybą? Wg. mnie, co nie było dla mnie to oczywiste jakiś czas temu, jest. Czy gdyby ktoś polował na Ciebie, zranił ale dał CI wolność, bo zaspokoił swoją przyjemność w tropieniu Cię, potem namierzeniu a w konsekwencji ustrzeleniu powiedziałbyś, że się nad Tobą znęca czy raczej tylko bawi się w myśliwego. Przypomnę, jesteśmy zwierzęciem, ssakiem. Rozumnym, myślącym. Tylko, że prawo poczynione przez człowieka dla człowieka jest tak stanowione, że nie wolno polować na niego.
Na rybę tak, ze skutkiem wypuszczenia lub zjedzenia. W tym pierwszym, my-człowiek dajemy jej prawo do życia. Ryba to prawo ma niezależnie czy nam się to podoba czy nie.
Czy mi się coś pojebało? nie sądzę. Czy C&R jest dzisiaj tym samym, jako filozofia funkcjonowania nad wodą jest tym samym co 35, 50 lat temu? stanowcze nie. Są części wspólne, natomiast wiele się zmieniło bo zmieniła się nasza świadomość, wiedza i sposób rozumowania. I to jest ta różnica w nas, która nas pokazuje na przestrzeni dziesięcioleci.
Dla poszerzenia horyzontów polecam szereg artykułów w Namuche, pisanych dawno temu...
Co do C&R- udowadnianie że złowienie i wypuszczenie jest celowym znęcaniem się nad rybą
rozwala mnie całkowicie. Jak pisałem. Trzeba zjeść wszystko po to żeby "najmądrzejsi" tego świata
zrozumieli że "się im poje **o". Wyczyścić wody do zera. Wtedy zrozumieją że coś "nie wyszło".
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [7]
|
|
23.02 16:28 |
| |
|
C&R. Rozumiesz. Zły/dobry. Ja też. Rozum mam.
Jak wiec wytłumaczyć łowiska NO KILL? Mateczniki? Miejsca utrzymania stad tarłowych? Może je zlikwidować
i przejść na wyższy poziom. REZERWATU. MATECZNIKA. Czy źle rozumuję.
Wracając do etycznego powodu wyjścia na ryby jako "wyjścia po rybę". W jaki sposob, komu i jak masz to
limitować? Na państwowych wodach. Nie prywatnych bo takich nie ma. Zwłaszcza rzek. Przecież takiego
czegoś nie będzie. Chyba że "za Niemca" lub "Ruska". Wtedy jestem w stanie w takie coś uwierzyć. Pytanie
czy o to nam, chcącym mieć ryby (dzikie!!!!) w wodach chodzi? Widząc jak to było za okupacji (z książki która
tu przytaczalem) do Sanu nie mogłeś się zbliżyć bo walili do ciebie z karabinu. Obojętne z której strony brzegu.
Może dlatego że była to granica pomiędzy "przyjaciółmi".
Zabijanie dozwolone dla pozyskania ryby/mięsa. Wiesz co. Nie pamiętam od ilu lat przestałem jeździć na
"zalew". Miedzy innymi dlatego że wyjazd "po rybę" zwyczajnie się nie opłaca. Gwarancji jej złowienia nie
masz żadnej, A jeżeli ci się to uda po zrobieniu ok 50-100km w obie strony to masz śmieszne limity. Karpi
możesz sobie wziąć 2szt. DWIE SZTUKI, napiszę to jeszcze raz. Okoni chyba 5szt. Jak wiec po
zainwestowaniu (niepewnym) w paliwo, zanętę, przynęty, inne ma ci się to opłacać? W jaki sposób?
Mój rozum matematyka, zdrowa logika i ekonomia nie pozwala mi na to abym to robił. Wolę już jechać na No
Kill i się pobawić w męczenie. Nałowienie się "do syta i bólu rąk" jak już tu ktoś (chyyyyba @mart) pisał. Nie
bólu duuuuuupy że znowu nic nie brało, nic nie złowiłem, bo .... może nie ma tu już ryby. Którą mogę złowić i
wziąć w ilości 2 szt.
Wyobrazasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb? Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Masz
przyjechać, złowić dwie ryby, zapisać i spier****ć z wody aby nie męczyć ich dalej. Oraz tych, którzy to widzieli
i nic nie złowili. Tych, którzy czekają aby wejść w obłowione przez Ciebie miejsce i zrobić to samo. To co
nakazuje im ktoś. Nie ważne czy "specjaliści od znęcania się", czy tworzący regulamin łowiska.
Nie wyobrażam sobie poprostu takiej sytuacji. Takiej jaka jest/miała być w Niemczech że złowioną rybę masz
zabrać. Ani logicznie, ani fizycznie, ani ekonomicznie. Przy takich przepisach kłusownictwo opanowałyby wody
i to co w nich żyje. Nikt logicznie myślący nie wędkowałby a gospodarze łowisk (nieopłacalnych) pozbyli by się
ich szybko. Wiec co? Zabory mogą nas tylko uratować i terror rządzenia? Oby nigdy nie.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [6]
|
|
26.02 09:40 |
| |
|
Przestałem Cię rozumieć już kompletnie.
Dla mnie No Kill to nic innego jak miejsce do łowienia ryb i ich wypuszczania. Zgodnie z moją dzisiejszą wiedzą jest to tylko i wyłącznie basen, obszar rzeki, gdzie wrzuca się ryby, które z punktu widzenia wędkarza dają przyjemność z łowienia. Im dłużej będziemy je wypuszczać tym dłużej będziemy mogli je łowić. To proste.
Z punktu widzenia przedłużenia gatunku, rozmnażania nie daje to nic. Warunki jak i materiał wpuszczany do tychże No Kill jest kiepski, wątpliwie wartościowy pod tym względem.
Teraz odniosę się do wyjazdów 50-100 km. Jeśli Ty definiujesz wyjazd wędkarski jako coś, co ma się opłacać to w moim rozumieniu stawiasz się na równi z byle gumofilcem. On płaci za kartę pincet(500 zł) i ma mu się zwrócić. Każdy wyjazd ma się zwrócić. A Ty piszesz o dwóch rybach. Ból dupy? Że inwestycja w zanętę, robaki czy inne akcesoria?I że to się może nie opłacić?
Mój drogi. Przyszła chwila aby zdefiniować i redefiniować czym jest wędkarstwo jako takie. Oddzielenie odcinków No kill od mateczników bo w moim myśleniu, to nie jest tożsame. To dwie różne kwestie.
Oddzielenie zabierania ryb od niezabierania i z jakiego to jest powodu.
Ja nie rozumiem słów:
"Wyobrazasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb? Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam"
Zobacz, że rozmawiamy tu/piszemy o tym, że czy się coś opłaca czy nie. Czy No KIll jest OK czy nie jest OK. Co jest matecznikiem a co nie jest. Włączamy do tego jakieś zabory, Niemców? Do jakiego poziomu sprowadzamy dyskusję, że podpieramy się tu takiem przykładami.
Jeśli nie zrozumiemy dzisiaj, jako grupa, pasjonatów( tu mam duże wątpliwości czy jest tego choć 15%), że w tym przypadku rzeka to nie jest coś stałego, że działa na nią szereg czynników, które definiują to co w niej żyje i czy może żyć to będzie to co raz bardziej kwestia konsupcjonizmu ale nie w postaci mięsa tylko emocjonalnym. I tak druga kwestia jest do zrozumienia.
Redefinicja wędkarstwa w całości a w naszym przypadku wędkarstwa muchowego. Ale do tego trzeba wielkiej wyobraźni, zrozumienia przemian, wiedzy( szerokiej).
Bami bardzo dobrze przedstawił, może w sposób trochę futyrystyczny, jak będzie wyglądało wędkarstwo za 50 lat.
Jak patrzę w co wyposażeni są wędkarze łowiący z łodzi, w jaką technologię to śmiem twierdzić, że to zaczyna się już dziać.
C&R. Rozumiesz. Zły/dobry. Ja też. Rozum mam.
Jak wiec wytłumaczyć łowiska NO KILL? Mateczniki? Miejsca utrzymania stad tarłowych? Może je zlikwidować
i przejść na wyższy poziom. REZERWATU. MATECZNIKA. Czy źle rozumuję.
Wracając do etycznego powodu wyjścia na ryby jako "wyjścia po rybę". W jaki sposob, komu i jak masz to
limitować? Na państwowych wodach. Nie prywatnych bo takich nie ma. Zwłaszcza rzek. Przecież takiego
czegoś nie będzie. Chyba że "za Niemca" lub "Ruska". Wtedy jestem w stanie w takie coś uwierzyć. Pytanie
czy o to nam, chcącym mieć ryby (dzikie!!!!) w wodach chodzi? Widząc jak to było za okupacji (z książki która
tu przytaczalem) do Sanu nie mogłeś się zbliżyć bo walili do ciebie z karabinu. Obojętne z której strony brzegu.
Może dlatego że była to granica pomiędzy "przyjaciółmi".
Zabijanie dozwolone dla pozyskania ryby/mięsa. Wiesz co. Nie pamiętam od ilu lat przestałem jeździć na
"zalew". Miedzy innymi dlatego że wyjazd "po rybę" zwyczajnie się nie opłaca. Gwarancji jej złowienia nie
masz żadnej, A jeżeli ci się to uda po zrobieniu ok 50-100km w obie strony to masz śmieszne limity. Karpi
możesz sobie wziąć 2szt. DWIE SZTUKI, napiszę to jeszcze raz. Okoni chyba 5szt. Jak wiec po
zainwestowaniu (niepewnym) w paliwo, zanętę, przynęty, inne ma ci się to opłacać? W jaki sposób?
Mój rozum matematyka, zdrowa logika i ekonomia nie pozwala mi na to abym to robił. Wolę już jechać na No
Kill i się pobawić w męczenie. Nałowienie się "do syta i bólu rąk" jak już tu ktoś (chyyyyba @mart) pisał. Nie
bólu duuuuuupy że znowu nic nie brało, nic nie złowiłem, bo .... może nie ma tu już ryby. Którą mogę złowić i
wziąć w ilości 2 szt.
Wyobrazasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb? Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Masz
przyjechać, złowić dwie ryby, zapisać i spier****ć z wody aby nie męczyć ich dalej. Oraz tych, którzy to widzieli
i nic nie złowili. Tych, którzy czekają aby wejść w obłowione przez Ciebie miejsce i zrobić to samo. To co
nakazuje im ktoś. Nie ważne czy "specjaliści od znęcania się", czy tworzący regulamin łowiska.
Nie wyobrażam sobie poprostu takiej sytuacji. Takiej jaka jest/miała być w Niemczech że złowioną rybę masz
zabrać. Ani logicznie, ani fizycznie, ani ekonomicznie. Przy takich przepisach kłusownictwo opanowałyby wody
i to co w nich żyje. Nikt logicznie myślący nie wędkowałby a gospodarze łowisk (nieopłacalnych) pozbyli by się
ich szybko. Wiec co? Zabory mogą nas tylko uratować i terror rządzenia? Oby nigdy nie.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [5]
|
|
26.02 17:31 |
| |
|
Hyyyyymmmm, jak tu się do tego zabrać?.
1. Dla mnie No Kill to nic innego jak miejsce do łowienia ryb i ich wypuszczania. Zgodnie z moją
dzisiejszą wiedzą jest to tylko i wyłącznie basen, obszar rzeki, gdzie wrzuca się ryby, które z punktu
widzenia wędkarza dają przyjemność z łowienia. Im dłużej będziemy je wypuszczać tym dłużej
będziemy mogli je łowić. To proste.
Z punktu widzenia przedłużenia gatunku, rozmnażania nie daje to nic. Warunki jak i materiał
wpuszczany do tychże No Kill jest kiepski, wątpliwie wartościowy pod tym względem.
2.Teraz odniosę się do wyjazdów 50-100 km. Jeśli Ty definiujesz wyjazd wędkarski jako coś, co ma
się opłacać to w moim rozumieniu stawiasz się na równi z byle gumofilcem. On płaci za kartę
pincet(500 zł) i ma mu się zwrócić. Każdy wyjazd ma się zwrócić. A Ty piszesz o dwóch rybach. Ból
dupy? Że inwestycja w zanętę, robaki czy inne akcesoria?I że to się może nie opłacić?
3. Mój drogi. Przyszła chwila aby zdefiniować i redefiniować czym jest wędkarstwo jako takie.
Oddzielenie odcinków No kill od mateczników bo w moim myśleniu, to nie jest tożsame. To dwie
różne kwestie.
Oddzielenie zabierania ryb od niezabierania i z jakiego to jest powodu.
4. Ja nie rozumiem słów:
"Wyobrażasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb?
Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam"
Zobacz, że rozmawiamy tu/piszemy o tym, że czy się coś opłaca czy nie. Czy No KIll jest OK czy nie
jest OK. Co jest matecznikiem a co nie jest. Włączamy do tego jakieś zabory, Niemców? Do jakiego
poziomu sprowadzamy dyskusję, że podpieramy się tu takim przykładami.
Jeśli nie zrozumiemy dzisiaj, jako grupa, pasjonatów( tu mam duże wątpliwości czy jest tego choć
15%), że w tym przypadku rzeka to nie jest coś stałego, że działa na nią szereg czynników, które
definiują to co w niej żyje i czy może żyć to będzie to co raz bardziej kwestia konsupcjonizmu ale nie
w postaci mięsa tylko emocjonalnym. I tak druga kwestia jest do zrozumienia.
Redefinicja wędkarstwa w całości a w naszym przypadku wędkarstwa muchowego. Ale do tego
trzeba wielkiej wyobraźni, zrozumienia przemian, wiedzy( szerokiej).
5.Bami bardzo dobrze przedstawił, może w sposób trochę futyrystyczny, jak będzie wyglądało
wędkarstwo za 50 lat. Jak patrzę w co wyposażeni są wędkarze łowiący z łodzi, w jaką technologię to
śmiem twierdzić, że to zaczyna się już dziać.
____________________
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [3]
|
|
27.02 07:52 |
| |
|
Żyjący pół wieku temu nie zastanawiali się nad tym bo oni myśleli głownie o tym, żeby wsadzić coś do garnka, niektórzy walczyli o wolność czego dzisiaj duża część społeczeństwa nie wie i nie zauważa a wręcz wypiera. Może wspomina lepiej jażmo radzieckie/rosyjskie albo zaborów jak TY.
Czy ja się martwię? tu nie jest dyskusja o moje zmartwienia tylko jak dzisiaj definiować stan dzisiejszy wędkarstwa.Dawanie w " " specjalistów od znęcania się wydaje się niezbyt fortunnym znacznikiem bo to oznacza ton lekceważący ten sposób myślenia. Ci gumofilce owszem robią to z zasadami i przepisami wyznaje zasadę o której piszesz Ty: ma się zwrócić inwestycja w kartę, zanętę i po pierwsze CZY SIĘ OPŁACA wyjazd po 2 ryby gnając po 2 ryby z takiej Warszawy.
Dam Ci tylko przykład tego czy na pewno wszystko zależy od wędkarzy:
do rzek i cieków trafia mnóstwo z gospodarstw domowych wydalanych środków farmaceutycznych: środki p/bólowe, zapalne, hormony, leki chemioterapeutyczne, wspomagające.
To substancje, które nie są w żaden sposób likwidowane w szpitalach i domach a tym bardziej w oczyszczalniach.
To gigantyczna skala, z którą nikt nic nie robi.
Dalej będziesz twierdził, że NO KILL załatwia sprawę?
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
Hyyyyymmmm, jak tu się do tego zabrać?.
1. Dla mnie No Kill to nic innego jak miejsce do łowienia ryb i ich wypuszczania. Zgodnie z moją
dzisiejszą wiedzą jest to tylko i wyłącznie basen, obszar rzeki, gdzie wrzuca się ryby, które z punktu
widzenia wędkarza dają przyjemność z łowienia. Im dłużej będziemy je wypuszczać tym dłużej
będziemy mogli je łowić. To proste.
Z punktu widzenia przedłużenia gatunku, rozmnażania nie daje to nic. Warunki jak i materiał
wpuszczany do tychże No Kill jest kiepski, wątpliwie wartościowy pod tym względem.
2.Teraz odniosę się do wyjazdów 50-100 km. Jeśli Ty definiujesz wyjazd wędkarski jako coś, co ma
się opłacać to w moim rozumieniu stawiasz się na równi z byle gumofilcem. On płaci za kartę
pincet(500 zł) i ma mu się zwrócić. Każdy wyjazd ma się zwrócić. A Ty piszesz o dwóch rybach. Ból
dupy? Że inwestycja w zanętę, robaki czy inne akcesoria?I że to się może nie opłacić?
3. Mój drogi. Przyszła chwila aby zdefiniować i redefiniować czym jest wędkarstwo jako takie.
Oddzielenie odcinków No kill od mateczników bo w moim myśleniu, to nie jest tożsame. To dwie
różne kwestie.
Oddzielenie zabierania ryb od niezabierania i z jakiego to jest powodu.
4. Ja nie rozumiem słów:
"Wyobrażasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb?
Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam"
Zobacz, że rozmawiamy tu/piszemy o tym, że czy się coś opłaca czy nie. Czy No KIll jest OK czy nie
jest OK. Co jest matecznikiem a co nie jest. Włączamy do tego jakieś zabory, Niemców? Do jakiego
poziomu sprowadzamy dyskusję, że podpieramy się tu takim przykładami.
Jeśli nie zrozumiemy dzisiaj, jako grupa, pasjonatów( tu mam duże wątpliwości czy jest tego choć
15%), że w tym przypadku rzeka to nie jest coś stałego, że działa na nią szereg czynników, które
definiują to co w niej żyje i czy może żyć to będzie to co raz bardziej kwestia konsupcjonizmu ale nie
w postaci mięsa tylko emocjonalnym. I tak druga kwestia jest do zrozumienia.
Redefinicja wędkarstwa w całości a w naszym przypadku wędkarstwa muchowego. Ale do tego
trzeba wielkiej wyobraźni, zrozumienia przemian, wiedzy( szerokiej).
5.Bami bardzo dobrze przedstawił, może w sposób trochę futyrystyczny, jak będzie wyglądało
wędkarstwo za 50 lat. Jak patrzę w co wyposażeni są wędkarze łowiący z łodzi, w jaką technologię to
śmiem twierdzić, że to zaczyna się już dziać.
____________________
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [1]
|
|
27.02 11:23 |
| |
|
W życiu bym nie przypuszczał, że w obecnych czasach korzyści z wędkarstwa muchowego można rozpatrywać w
aspekcie materialnym, po kilogramach złowionych i doprowadzonych do kuchni ryb. Abstrakcja. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
27.02 15:13 |
| |
|
Zastanów się więc po co organizacja w której ty, ja, Seba, inni (poza @metan) jesteśmy zezwala na to.
Wielokrotnie pisałem że wolałbym całkowity no kill na wszystkich płynących wodach. Bynajmniej do
momentu aż jakieś ryby "wystrzelą", znaczy się wyjdą (ewolucja) na brzeg żeby nas zjeść.
Był to przykład z ameryki północnej, tam tak zezwalają na połów jesiotrów. Ale my wolimy gadać, jak w
każdej sprawie. A mięsiarz, legalny wędkarz, "gumofilec" jak to nazywają ich pogardliwie inni "lepsi",
korzysta tak jak mu na to pozwalają. Czasami nawet duuuuuuuużżżżoooooo za duuuużżżżooooo. I ma
poparcie "nie znęcających się".
Z tego mojego "co bym wolał" wchodzi/weszło dopiero "ruchome łowiska no kill". po 15 jak nie 20
latach. Ale weszło, lepiej później niż wcale.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
27.02 15:24 |
| |
|
1. Żyjący pół wieku temu nie zastanawiali się nad tym bo oni myśleli głownie o tym, żeby wsadzić
coś do garnka, niektórzy walczyli o wolność czego dzisiaj duża część społeczeństwa nie wie i nie
zauważa a wręcz wypiera. Może wspomina lepiej jażmo radzieckie/rosyjskie albo zaborów jak TY.
2.Czy ja się martwię? tu nie jest dyskusja o moje zmartwienia tylko jak dzisiaj definiować stan
dzisiejszy wędkarstwa.Dawanie w " " specjalistów od znęcania się wydaje się niezbyt fortunnym
znacznikiem bo to oznacza ton lekceważący ten sposób myślenia. Ci gumofilce owszem robią to z
zasadami i przepisami wyznaje zasadę o której piszesz Ty: ma się zwrócić inwestycja w kartę, zanętę
i po pierwsze CZY SIĘ OPŁACA wyjazd po 2 ryby gnając po 2 ryby z takiej Warszawy.
Dam Ci tylko przykład tego czy na pewno wszystko zależy od wędkarzy:
do rzek i cieków trafia mnóstwo z gospodarstw domowych wydalanych środków farmaceutycznych:
środki p/bólowe, zapalne, hormony, leki chemioterapeutyczne, wspomagające.
To substancje, które nie są w żaden sposób likwidowane w szpitalach i domach a tym bardziej w
oczyszczalniach.
To gigantyczna skala, z którą nikt nic nie robi.
Dalej będziesz twierdził, że NO KILL załatwia sprawę?
__________
1. A może teraz też ktoś o coś walczy? Życie to nie bajka. Przykład? Walka o opał/pieniądz na niego
na zimę. Z powodu? Wiesz na pewno.
A może ktoś lubi zdrowe jedzenie. Zdrową dziką rybkę z wody. Non stop lecą jakieś reklamy w
mediach o "zdrowym".Ja innych nie oceniam. Pozwala ktoś na to, wymaga ktoś (nieznęcający się)
tego to co się dziwić.
Pkt. 2 Powinieneś być ministrem lub co najmniej wbić się wyżej (Sejm) z takim podejściem. Z dołu
możemy sobie tylko popaplać i ponarzekać.
Co do substancji- już kiedyś pisałem. Gdyby ktoś zrobił badania to musieliby wybić 3/4 ludności na
świeci bo ten problem nie jest do rozwiązania. Na pewno sobie to wyobrażasz i doskonale o tym
wiesz.A ty jako wędkarz chcesz coś uratować, nie mając wpływu na wodę/środowisko w którym żyją
ryby. Lub znikomy jak unijny program ETS na cały świat.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
27.02 12:27 |
| |
|
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy.
Myślisz, że kłusownicy będą mieli w przyszłości jakieś szanse?
No to tak może wyglądać walka z kłusownictwem. Oglądałeś film sf "Raport mniejszości"? To właśnie tak może wyglądać przyszłość.
Będziesz śnił o wielkiej rybie i dopuścisz się we śnie kłusownictwa i za chwilę obudzi cię policjant już z wyrokiem sądowym i resztę życia będziesz pozyskiwał rzadkie metale w jakiejś kopalni na księżycu, cholera wie jakiej planety, hehe.
Oczywiście nie ty, bo to jeden z modeli na 2200 rok, który może się spełni a może nie. Z drugiej strony kto myślał 100 lat temu, że powstanie coś takiego jak internet?
Powiedz dzisiaj nastolatkowi, że w latach 80. esemesem był telegram nadawany na poczcie, to pomyśli, że mówisz o popularnej obecnie aplikacji, a ta poczta to e-mail i że w ogóle to jesteś boomer'em, bo mylisz jedno z drugim.
Dość jednak tych „wizji” idę wiązać muchy, zanim wydrukuje mi je drukarka 3D. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
21.02 13:52 |
| |
|
Zrób następujące ćwiczenie. Popatrz na mapę świata lub globus, zastanów się gdzie są najlepsze łowiska, PiL, a
potem sprawdź jaka forma rządów tam obowiązuje. Staraj się ustrzec błędnych wniosków że jak gdzieś są jeszcze
ryby i jest to reżim, to są dzięki brakowi demokracji. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [2]
|
|
17.02 19:42 |
| |
|
Niewątpliwie musiałeś czytać to wydanie z 1979r. Ja ma ich dwa "dokumentnie" spisane na czystych
stronach, robiąc coroczne sprawozdania z wędkowania (gdzie, ile razy, na co, itp.)
Na ABU Garcia CONOLON, 8" (2,40m.) - czarny gąbkowy uchwyt, jeszcze łowię. Wędka się sprawdza na
stosunkowo wąskich, zakrzaczonych ciekach, w poszukiwaniu Jazi, Płoci, Wzdręg i Jelców.
O ile pamiętam to do "pamiętnego" 1985r. takiej presji ze strony łowiących na Sanie nie było. W zasadzie
nad woda widziało się głównie miejscowych wędkarzy (leśnik z Baligrodu, który przyjeżdżał motorem, czy
też kolega Andrzej z Hoczwi, który pokazywał mi jak zrobić te wszędobylskie wówczas chruściki (kanciapa
w szkole podstawowej w Hoczwi, gdzie mieściło się wówczas w okresie letnim Szkolne Schronisko
Młodzieżowe, tzw. PTSM.
Wszystko z czasem się zmieniło - rzeka, ludzie, obyczaje itp. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [1]
|
|
17.02 20:20 |
| |
|
Te wędki jeszcze mam dwie. Jedna oryginał, drugą przerobiona. Na przerobioną łowie od lat na strima.
GLoomisy sprzedałem. Na suchą latem tez się fajnie śmiga (chruścikami).
Inne opisane są chyba jeszcze tu w Galerii.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
17.02 21:48 |
| |
|
Na Conolona fajnie się łowiło dopóty, dopóki nie zrobiły się wżery na przelotkach (przelotki wykonane były
ze stosunkowo miękkiej stali, słabo odpornej na ścieranie), stąd też musiałem je wymienić. A łowiło się na
nią naprawdę udatnie, głównie na sucha muchę, lipienie, w zasadzie bez spadnięć w/w ryb.
Kołowrotki muchowe Bema z galerii jeszcze mam, ale nie były dobre albowiem m.inn. dosyć często,
mimochodem żyłka wchodziła pomiędzy szpulę a trzpień. Ot takie spostrzeżenia z lat minionych.. |
|
|
| |
|
|
|
|
|
Copyright
© flyfishing.pl since 1999
FlyFishing.pl is maintained by and |
|
|