| |
Grzegorz fantastycznie opisał fascynację, której dzisiaj nie ma. Jest zupełnie coś innego.
Dla mnie wyjazd 25 km do Katowic do sklpeu wędkarskiego, żeby kupić trochę muszek Adam Sikkory i pudełko było wydarzeniem. Dzisiaj nadmiar wszystkiego i podanego na tacy jest zaprzeczeniem wielu idei. I o tym Grzesiek mówił.
Woda zimna, śniegowa, ryby wyczerpane po tarle. Wielu to krytykuje. A zawody to już "ukrzyżowanie". Tyle że
łowienie rekreacyjnie, zawodniczo, w każdej formule (Kill/No Kill) zasadniczo wyjmowanym rybom "nie mówi
nic". Może formuła "Kill" mniej szkodzi. I na umysły (tych od znęcania się) i rybom, którym to obojętne gdy
lądują na patelni.
Sezon fly fishing powinien zaczynać się od 1 kwietnia. I to nie Prima Aprillis. Spinningowy dowolnie (choć
wcale za tym nie jestem) ale łowienie tylko z brzegu (zakaz brodzenia).
Nie jest winą Józefa że wydał książkę. Chciał dobrze, pokazał ze można łowić ryby szlachetne inaczej niż na
robaka. Przedstawił muszki, recepty i materiały dla nowej metody. Cholernie skutecznej na "te" ryby. Gorzej, że
wyszło jak wyszło. Każdy wie. Wina nie jest jego, nawet tak nie myślę, ale przyczyniła się ona (i nie tylko) do
"wyzerowania" rybostanu wód krainy PiL. Na robaka, spinning, kulę nigdy nikt nie wyczyściłby tych wód do
zera. Główna winę ponosi gospodarz (PZW) czyli my sami i tego nie da się ukryć. Podobnie jak ówcześnie,
wchodząc w trendy/ mody polityczne o czym przekonamy się my/ pokolenia za podobny czas. Ale to nie temat
na fly fishing.
|