| f l y f i s h i n g . p l |
2026.06.11 |
 |
| | | | | | |
| | | | |
|
FORUM WĘDKARSTWA
MUCHOWEGO
|
|
|
|
|
 |
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim
: : nadesłane przez
S.R (postów: 3125) dnia 2026-02-26 09:40:29 z *.dynamic.play.pl |
| |
Przestałem Cię rozumieć już kompletnie.
Dla mnie No Kill to nic innego jak miejsce do łowienia ryb i ich wypuszczania. Zgodnie z moją dzisiejszą wiedzą jest to tylko i wyłącznie basen, obszar rzeki, gdzie wrzuca się ryby, które z punktu widzenia wędkarza dają przyjemność z łowienia. Im dłużej będziemy je wypuszczać tym dłużej będziemy mogli je łowić. To proste.
Z punktu widzenia przedłużenia gatunku, rozmnażania nie daje to nic. Warunki jak i materiał wpuszczany do tychże No Kill jest kiepski, wątpliwie wartościowy pod tym względem.
Teraz odniosę się do wyjazdów 50-100 km. Jeśli Ty definiujesz wyjazd wędkarski jako coś, co ma się opłacać to w moim rozumieniu stawiasz się na równi z byle gumofilcem. On płaci za kartę pincet(500 zł) i ma mu się zwrócić. Każdy wyjazd ma się zwrócić. A Ty piszesz o dwóch rybach. Ból dupy? Że inwestycja w zanętę, robaki czy inne akcesoria?I że to się może nie opłacić?
Mój drogi. Przyszła chwila aby zdefiniować i redefiniować czym jest wędkarstwo jako takie. Oddzielenie odcinków No kill od mateczników bo w moim myśleniu, to nie jest tożsame. To dwie różne kwestie.
Oddzielenie zabierania ryb od niezabierania i z jakiego to jest powodu.
Ja nie rozumiem słów:
"Wyobrazasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb? Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam"
Zobacz, że rozmawiamy tu/piszemy o tym, że czy się coś opłaca czy nie. Czy No KIll jest OK czy nie jest OK. Co jest matecznikiem a co nie jest. Włączamy do tego jakieś zabory, Niemców? Do jakiego poziomu sprowadzamy dyskusję, że podpieramy się tu takiem przykładami.
Jeśli nie zrozumiemy dzisiaj, jako grupa, pasjonatów( tu mam duże wątpliwości czy jest tego choć 15%), że w tym przypadku rzeka to nie jest coś stałego, że działa na nią szereg czynników, które definiują to co w niej żyje i czy może żyć to będzie to co raz bardziej kwestia konsupcjonizmu ale nie w postaci mięsa tylko emocjonalnym. I tak druga kwestia jest do zrozumienia.
Redefinicja wędkarstwa w całości a w naszym przypadku wędkarstwa muchowego. Ale do tego trzeba wielkiej wyobraźni, zrozumienia przemian, wiedzy( szerokiej).
Bami bardzo dobrze przedstawił, może w sposób trochę futyrystyczny, jak będzie wyglądało wędkarstwo za 50 lat.
Jak patrzę w co wyposażeni są wędkarze łowiący z łodzi, w jaką technologię to śmiem twierdzić, że to zaczyna się już dziać.
C&R. Rozumiesz. Zły/dobry. Ja też. Rozum mam.
Jak wiec wytłumaczyć łowiska NO KILL? Mateczniki? Miejsca utrzymania stad tarłowych? Może je zlikwidować
i przejść na wyższy poziom. REZERWATU. MATECZNIKA. Czy źle rozumuję.
Wracając do etycznego powodu wyjścia na ryby jako "wyjścia po rybę". W jaki sposob, komu i jak masz to
limitować? Na państwowych wodach. Nie prywatnych bo takich nie ma. Zwłaszcza rzek. Przecież takiego
czegoś nie będzie. Chyba że "za Niemca" lub "Ruska". Wtedy jestem w stanie w takie coś uwierzyć. Pytanie
czy o to nam, chcącym mieć ryby (dzikie!!!!) w wodach chodzi? Widząc jak to było za okupacji (z książki która
tu przytaczalem) do Sanu nie mogłeś się zbliżyć bo walili do ciebie z karabinu. Obojętne z której strony brzegu.
Może dlatego że była to granica pomiędzy "przyjaciółmi".
Zabijanie dozwolone dla pozyskania ryby/mięsa. Wiesz co. Nie pamiętam od ilu lat przestałem jeździć na
"zalew". Miedzy innymi dlatego że wyjazd "po rybę" zwyczajnie się nie opłaca. Gwarancji jej złowienia nie
masz żadnej, A jeżeli ci się to uda po zrobieniu ok 50-100km w obie strony to masz śmieszne limity. Karpi
możesz sobie wziąć 2szt. DWIE SZTUKI, napiszę to jeszcze raz. Okoni chyba 5szt. Jak wiec po
zainwestowaniu (niepewnym) w paliwo, zanętę, przynęty, inne ma ci się to opłacać? W jaki sposób?
Mój rozum matematyka, zdrowa logika i ekonomia nie pozwala mi na to abym to robił. Wolę już jechać na No
Kill i się pobawić w męczenie. Nałowienie się "do syta i bólu rąk" jak już tu ktoś (chyyyyba @mart) pisał. Nie
bólu duuuuuupy że znowu nic nie brało, nic nie złowiłem, bo .... może nie ma tu już ryby. Którą mogę złowić i
wziąć w ilości 2 szt.
Wyobrazasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb? Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Masz
przyjechać, złowić dwie ryby, zapisać i spier****ć z wody aby nie męczyć ich dalej. Oraz tych, którzy to widzieli
i nic nie złowili. Tych, którzy czekają aby wejść w obłowione przez Ciebie miejsce i zrobić to samo. To co
nakazuje im ktoś. Nie ważne czy "specjaliści od znęcania się", czy tworzący regulamin łowiska.
Nie wyobrażam sobie poprostu takiej sytuacji. Takiej jaka jest/miała być w Niemczech że złowioną rybę masz
zabrać. Ani logicznie, ani fizycznie, ani ekonomicznie. Przy takich przepisach kłusownictwo opanowałyby wody
i to co w nich żyje. Nikt logicznie myślący nie wędkowałby a gospodarze łowisk (nieopłacalnych) pozbyli by się
ich szybko. Wiec co? Zabory mogą nas tylko uratować i terror rządzenia? Oby nigdy nie.
|
| |
[Powrót do
Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem] |
|
|
| |
|
Nadawca
|
Data |
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [5]
|
|
26.02 17:31 |
| |
|
Hyyyyymmmm, jak tu się do tego zabrać?.
1. Dla mnie No Kill to nic innego jak miejsce do łowienia ryb i ich wypuszczania. Zgodnie z moją
dzisiejszą wiedzą jest to tylko i wyłącznie basen, obszar rzeki, gdzie wrzuca się ryby, które z punktu
widzenia wędkarza dają przyjemność z łowienia. Im dłużej będziemy je wypuszczać tym dłużej
będziemy mogli je łowić. To proste.
Z punktu widzenia przedłużenia gatunku, rozmnażania nie daje to nic. Warunki jak i materiał
wpuszczany do tychże No Kill jest kiepski, wątpliwie wartościowy pod tym względem.
2.Teraz odniosę się do wyjazdów 50-100 km. Jeśli Ty definiujesz wyjazd wędkarski jako coś, co ma
się opłacać to w moim rozumieniu stawiasz się na równi z byle gumofilcem. On płaci za kartę
pincet(500 zł) i ma mu się zwrócić. Każdy wyjazd ma się zwrócić. A Ty piszesz o dwóch rybach. Ból
dupy? Że inwestycja w zanętę, robaki czy inne akcesoria?I że to się może nie opłacić?
3. Mój drogi. Przyszła chwila aby zdefiniować i redefiniować czym jest wędkarstwo jako takie.
Oddzielenie odcinków No kill od mateczników bo w moim myśleniu, to nie jest tożsame. To dwie
różne kwestie.
Oddzielenie zabierania ryb od niezabierania i z jakiego to jest powodu.
4. Ja nie rozumiem słów:
"Wyobrażasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb?
Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam"
Zobacz, że rozmawiamy tu/piszemy o tym, że czy się coś opłaca czy nie. Czy No KIll jest OK czy nie
jest OK. Co jest matecznikiem a co nie jest. Włączamy do tego jakieś zabory, Niemców? Do jakiego
poziomu sprowadzamy dyskusję, że podpieramy się tu takim przykładami.
Jeśli nie zrozumiemy dzisiaj, jako grupa, pasjonatów( tu mam duże wątpliwości czy jest tego choć
15%), że w tym przypadku rzeka to nie jest coś stałego, że działa na nią szereg czynników, które
definiują to co w niej żyje i czy może żyć to będzie to co raz bardziej kwestia konsupcjonizmu ale nie
w postaci mięsa tylko emocjonalnym. I tak druga kwestia jest do zrozumienia.
Redefinicja wędkarstwa w całości a w naszym przypadku wędkarstwa muchowego. Ale do tego
trzeba wielkiej wyobraźni, zrozumienia przemian, wiedzy( szerokiej).
5.Bami bardzo dobrze przedstawił, może w sposób trochę futyrystyczny, jak będzie wyglądało
wędkarstwo za 50 lat. Jak patrzę w co wyposażeni są wędkarze łowiący z łodzi, w jaką technologię to
śmiem twierdzić, że to zaczyna się już dziać.
____________________
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [3]
|
|
27.02 07:52 |
| |
|
Żyjący pół wieku temu nie zastanawiali się nad tym bo oni myśleli głownie o tym, żeby wsadzić coś do garnka, niektórzy walczyli o wolność czego dzisiaj duża część społeczeństwa nie wie i nie zauważa a wręcz wypiera. Może wspomina lepiej jażmo radzieckie/rosyjskie albo zaborów jak TY.
Czy ja się martwię? tu nie jest dyskusja o moje zmartwienia tylko jak dzisiaj definiować stan dzisiejszy wędkarstwa.Dawanie w " " specjalistów od znęcania się wydaje się niezbyt fortunnym znacznikiem bo to oznacza ton lekceważący ten sposób myślenia. Ci gumofilce owszem robią to z zasadami i przepisami wyznaje zasadę o której piszesz Ty: ma się zwrócić inwestycja w kartę, zanętę i po pierwsze CZY SIĘ OPŁACA wyjazd po 2 ryby gnając po 2 ryby z takiej Warszawy.
Dam Ci tylko przykład tego czy na pewno wszystko zależy od wędkarzy:
do rzek i cieków trafia mnóstwo z gospodarstw domowych wydalanych środków farmaceutycznych: środki p/bólowe, zapalne, hormony, leki chemioterapeutyczne, wspomagające.
To substancje, które nie są w żaden sposób likwidowane w szpitalach i domach a tym bardziej w oczyszczalniach.
To gigantyczna skala, z którą nikt nic nie robi.
Dalej będziesz twierdził, że NO KILL załatwia sprawę?
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
Hyyyyymmmm, jak tu się do tego zabrać?.
1. Dla mnie No Kill to nic innego jak miejsce do łowienia ryb i ich wypuszczania. Zgodnie z moją
dzisiejszą wiedzą jest to tylko i wyłącznie basen, obszar rzeki, gdzie wrzuca się ryby, które z punktu
widzenia wędkarza dają przyjemność z łowienia. Im dłużej będziemy je wypuszczać tym dłużej
będziemy mogli je łowić. To proste.
Z punktu widzenia przedłużenia gatunku, rozmnażania nie daje to nic. Warunki jak i materiał
wpuszczany do tychże No Kill jest kiepski, wątpliwie wartościowy pod tym względem.
2.Teraz odniosę się do wyjazdów 50-100 km. Jeśli Ty definiujesz wyjazd wędkarski jako coś, co ma
się opłacać to w moim rozumieniu stawiasz się na równi z byle gumofilcem. On płaci za kartę
pincet(500 zł) i ma mu się zwrócić. Każdy wyjazd ma się zwrócić. A Ty piszesz o dwóch rybach. Ból
dupy? Że inwestycja w zanętę, robaki czy inne akcesoria?I że to się może nie opłacić?
3. Mój drogi. Przyszła chwila aby zdefiniować i redefiniować czym jest wędkarstwo jako takie.
Oddzielenie odcinków No kill od mateczników bo w moim myśleniu, to nie jest tożsame. To dwie
różne kwestie.
Oddzielenie zabierania ryb od niezabierania i z jakiego to jest powodu.
4. Ja nie rozumiem słów:
"Wyobrażasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb?
Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam"
Zobacz, że rozmawiamy tu/piszemy o tym, że czy się coś opłaca czy nie. Czy No KIll jest OK czy nie
jest OK. Co jest matecznikiem a co nie jest. Włączamy do tego jakieś zabory, Niemców? Do jakiego
poziomu sprowadzamy dyskusję, że podpieramy się tu takim przykładami.
Jeśli nie zrozumiemy dzisiaj, jako grupa, pasjonatów( tu mam duże wątpliwości czy jest tego choć
15%), że w tym przypadku rzeka to nie jest coś stałego, że działa na nią szereg czynników, które
definiują to co w niej żyje i czy może żyć to będzie to co raz bardziej kwestia konsupcjonizmu ale nie
w postaci mięsa tylko emocjonalnym. I tak druga kwestia jest do zrozumienia.
Redefinicja wędkarstwa w całości a w naszym przypadku wędkarstwa muchowego. Ale do tego
trzeba wielkiej wyobraźni, zrozumienia przemian, wiedzy( szerokiej).
5.Bami bardzo dobrze przedstawił, może w sposób trochę futyrystyczny, jak będzie wyglądało
wędkarstwo za 50 lat. Jak patrzę w co wyposażeni są wędkarze łowiący z łodzi, w jaką technologię to
śmiem twierdzić, że to zaczyna się już dziać.
____________________
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [1]
|
|
27.02 11:23 |
| |
|
W życiu bym nie przypuszczał, że w obecnych czasach korzyści z wędkarstwa muchowego można rozpatrywać w
aspekcie materialnym, po kilogramach złowionych i doprowadzonych do kuchni ryb. Abstrakcja. |
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
27.02 15:13 |
| |
|
Zastanów się więc po co organizacja w której ty, ja, Seba, inni (poza @metan) jesteśmy zezwala na to.
Wielokrotnie pisałem że wolałbym całkowity no kill na wszystkich płynących wodach. Bynajmniej do
momentu aż jakieś ryby "wystrzelą", znaczy się wyjdą (ewolucja) na brzeg żeby nas zjeść.
Był to przykład z ameryki północnej, tam tak zezwalają na połów jesiotrów. Ale my wolimy gadać, jak w
każdej sprawie. A mięsiarz, legalny wędkarz, "gumofilec" jak to nazywają ich pogardliwie inni "lepsi",
korzysta tak jak mu na to pozwalają. Czasami nawet duuuuuuuużżżżoooooo za duuuużżżżooooo. I ma
poparcie "nie znęcających się".
Z tego mojego "co bym wolał" wchodzi/weszło dopiero "ruchome łowiska no kill". po 15 jak nie 20
latach. Ale weszło, lepiej później niż wcale.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
27.02 15:24 |
| |
|
1. Żyjący pół wieku temu nie zastanawiali się nad tym bo oni myśleli głownie o tym, żeby wsadzić
coś do garnka, niektórzy walczyli o wolność czego dzisiaj duża część społeczeństwa nie wie i nie
zauważa a wręcz wypiera. Może wspomina lepiej jażmo radzieckie/rosyjskie albo zaborów jak TY.
2.Czy ja się martwię? tu nie jest dyskusja o moje zmartwienia tylko jak dzisiaj definiować stan
dzisiejszy wędkarstwa.Dawanie w " " specjalistów od znęcania się wydaje się niezbyt fortunnym
znacznikiem bo to oznacza ton lekceważący ten sposób myślenia. Ci gumofilce owszem robią to z
zasadami i przepisami wyznaje zasadę o której piszesz Ty: ma się zwrócić inwestycja w kartę, zanętę
i po pierwsze CZY SIĘ OPŁACA wyjazd po 2 ryby gnając po 2 ryby z takiej Warszawy.
Dam Ci tylko przykład tego czy na pewno wszystko zależy od wędkarzy:
do rzek i cieków trafia mnóstwo z gospodarstw domowych wydalanych środków farmaceutycznych:
środki p/bólowe, zapalne, hormony, leki chemioterapeutyczne, wspomagające.
To substancje, które nie są w żaden sposób likwidowane w szpitalach i domach a tym bardziej w
oczyszczalniach.
To gigantyczna skala, z którą nikt nic nie robi.
Dalej będziesz twierdził, że NO KILL załatwia sprawę?
__________
1. A może teraz też ktoś o coś walczy? Życie to nie bajka. Przykład? Walka o opał/pieniądz na niego
na zimę. Z powodu? Wiesz na pewno.
A może ktoś lubi zdrowe jedzenie. Zdrową dziką rybkę z wody. Non stop lecą jakieś reklamy w
mediach o "zdrowym".Ja innych nie oceniam. Pozwala ktoś na to, wymaga ktoś (nieznęcający się)
tego to co się dziwić.
Pkt. 2 Powinieneś być ministrem lub co najmniej wbić się wyżej (Sejm) z takim podejściem. Z dołu
możemy sobie tylko popaplać i ponarzekać.
Co do substancji- już kiedyś pisałem. Gdyby ktoś zrobił badania to musieliby wybić 3/4 ludności na
świeci bo ten problem nie jest do rozwiązania. Na pewno sobie to wyobrażasz i doskonale o tym
wiesz.A ty jako wędkarz chcesz coś uratować, nie mając wpływu na wodę/środowisko w którym żyją
ryby. Lub znikomy jak unijny program ETS na cały świat.
|
|
|
|
Odp: wywiad z Grzesiem Łoszewskim [0]
|
|
27.02 12:27 |
| |
|
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy.
Myślisz, że kłusownicy będą mieli w przyszłości jakieś szanse?
No to tak może wyglądać walka z kłusownictwem. Oglądałeś film sf "Raport mniejszości"? To właśnie tak może wyglądać przyszłość.
Będziesz śnił o wielkiej rybie i dopuścisz się we śnie kłusownictwa i za chwilę obudzi cię policjant już z wyrokiem sądowym i resztę życia będziesz pozyskiwał rzadkie metale w jakiejś kopalni na księżycu, cholera wie jakiej planety, hehe.
Oczywiście nie ty, bo to jeden z modeli na 2200 rok, który może się spełni a może nie. Z drugiej strony kto myślał 100 lat temu, że powstanie coś takiego jak internet?
Powiedz dzisiaj nastolatkowi, że w latach 80. esemesem był telegram nadawany na poczcie, to pomyśli, że mówisz o popularnej obecnie aplikacji, a ta poczta to e-mail i że w ogóle to jesteś boomer'em, bo mylisz jedno z drugim.
Dość jednak tych „wizji” idę wiązać muchy, zanim wydrukuje mi je drukarka 3D. |
|
|
| |
|
|
|
|
|
Copyright
© flyfishing.pl since 1999
FlyFishing.pl is maintained by and |
|
|