| |
1. Żyjący pół wieku temu nie zastanawiali się nad tym bo oni myśleli głownie o tym, żeby wsadzić
coś do garnka, niektórzy walczyli o wolność czego dzisiaj duża część społeczeństwa nie wie i nie
zauważa a wręcz wypiera. Może wspomina lepiej jażmo radzieckie/rosyjskie albo zaborów jak TY.
2.Czy ja się martwię? tu nie jest dyskusja o moje zmartwienia tylko jak dzisiaj definiować stan
dzisiejszy wędkarstwa.Dawanie w " " specjalistów od znęcania się wydaje się niezbyt fortunnym
znacznikiem bo to oznacza ton lekceważący ten sposób myślenia. Ci gumofilce owszem robią to z
zasadami i przepisami wyznaje zasadę o której piszesz Ty: ma się zwrócić inwestycja w kartę, zanętę
i po pierwsze CZY SIĘ OPŁACA wyjazd po 2 ryby gnając po 2 ryby z takiej Warszawy.
Dam Ci tylko przykład tego czy na pewno wszystko zależy od wędkarzy:
do rzek i cieków trafia mnóstwo z gospodarstw domowych wydalanych środków farmaceutycznych:
środki p/bólowe, zapalne, hormony, leki chemioterapeutyczne, wspomagające.
To substancje, które nie są w żaden sposób likwidowane w szpitalach i domach a tym bardziej w
oczyszczalniach.
To gigantyczna skala, z którą nikt nic nie robi.
Dalej będziesz twierdził, że NO KILL załatwia sprawę?
__________
1. A może teraz też ktoś o coś walczy? Życie to nie bajka. Przykład? Walka o opał/pieniądz na niego
na zimę. Z powodu? Wiesz na pewno.
A może ktoś lubi zdrowe jedzenie. Zdrową dziką rybkę z wody. Non stop lecą jakieś reklamy w
mediach o "zdrowym".Ja innych nie oceniam. Pozwala ktoś na to, wymaga ktoś (nieznęcający się)
tego to co się dziwić.
Pkt. 2 Powinieneś być ministrem lub co najmniej wbić się wyżej (Sejm) z takim podejściem. Z dołu
możemy sobie tylko popaplać i ponarzekać.
Co do substancji- już kiedyś pisałem. Gdyby ktoś zrobił badania to musieliby wybić 3/4 ludności na
świeci bo ten problem nie jest do rozwiązania. Na pewno sobie to wyobrażasz i doskonale o tym
wiesz.A ty jako wędkarz chcesz coś uratować, nie mając wpływu na wodę/środowisko w którym żyją
ryby. Lub znikomy jak unijny program ETS na cały świat.
|