Odp: Test wiedzy wędkarza muchowego cz.1.
: : nadesłane przez
trouts master (postów: 9465) dnia 2026-09-28 20:44:39 z *.localdomain
Nie. W tamtych czasach raz że byłem podrostkiem, dwa wtedy większość coś kombinowała.
Zwłaszcza na niepilnowanych odcinkach. Połów był raczej niezgodny w regulaminem wiec
to wykroczenie nie kłusownictwo. Karty wędkarskie mieli. Kłusownictwo to było w nocy na
ostkę. Workami lipienie wynosili.
Nazwiskami można by wymieniać tylu ich było. Praktycznie cała posada leska plus Lesko.
Nie zdajecie sobie nawet sprawy ile lipieni jeden człowiek zabierał z wody w sezonie
wędkarskim. Byli tacy co pół tysiąca. Podobnie było z pstrągami choć pstrąga wtedy było
znikomo mało w stosunku do lipieni. Wiele razy już o tym pisałem ile musiałem się
nakombinować żeby złowić pstrąga zamiast „niedobrego” (dla mnie mniej smaczny niż
Trout) lipienia. Nie kombinując czy kłusując jak inni. Zgodnie z regulaminem, na muchę czy
spina.
Głowacice również były. Również złowione na „rosówkę”. O ile była mniejsza i dała się wyjąć
na zestaw spinningowy złożony z kija z pełnego włókna szklanego i jakiegoś ruskiego
młynka. O kilku słyszałem. Lub polskiego czy DDR-owskiego. Na spina ci co mieli (lub robili
swoje) woblery wyjmowali więcej. Częściej z przypadku niż jako cel wyprawy i
odpowiedniego do tego sprzętu.
Taka „rzeźnia” to lata po Mistrzostwach Świata czyli 85/88/90.
Coś jeszcze opowiedzieć z tamtych złotych czasów wędkarstwa polskiego?