f l y f i s h i n g . p l 2020.09.18
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
FORUM  WĘDKARSTWA  MUCHOWEGO
Email: Hasło:
Zaloguj automatycznie przy każdej wizycie:
Jeśli jeszcze się nie zarejestrowałeś: Załóż konto

Ostani post! Temat: Odp: Kwestia zarybienń. Autor: mart123. Czas 2020-09-18 14:33:34.


poprzednia wiadomosc Kwestia zarybienń : : nadesłane przez S. Cios (postów: 1563) dnia 2020-09-16 12:19:11 z *.msz.gov.pl
  Dominującą myślą u większości wędkarzy i wielu ichtiologów, a także w d. RZGW/KZGW (obecnie Wody Polskie) jest traktowanie zarybień jako złotego panaceum na problemy w spadku populacji ryb. Ograniczając się tu do ryb łososiowatych i współbytujących gatunków, należy stwierdzić, że od ponad 100 lat nie udokumentowano w Polsce skuteczności takich zarybień, w sensie zwiększenia populacji ryb ponad to, co wynika z naturalnego tarła. Co więcej, w zagranicznej literaturze naukowej wyraźnie zaleca się odchodzenie od zarybień, bo nie tylko nie przynoszą pozytywnego efektu, ale także mogą wpływać ujemnie na autochtoniczną populację ryb (np. zobacz odpowiednią część w książce Lipień, bo widzę, że wiele osób na forum jej nie przeczytało, lub zapomniało). Zarybienia zaleca się tylko w ściśle określonych przypadkach (np. zniszczenie tarlisk lub dostępu do nich, wyginiecie populacji z powodu zatrucia rzeki, itd.). Sam połów ryb przez wędkarzy nie powinien być argumentem na rzecz zarybień (choć dawniej w Polsce tak było). Jeśli jest zbyt silna presja wędkarska, to należy ją po prostu ograniczyć. Ale decyzja w tej sprawie leży w gestii użytkownika rybackiego, a internautom nic do tego. Jeśli decydenci użytkownika rybackiego nie mają pojęcia o tych sprawach, to należy tylko pogratulować wszystkim tym osobom, które wybrały takich decydentów.
  [Powrót do Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem]    
 
Nadawca
Data
  Odp: Kwestia zarybienń [0] 16.09 14:24
 
Dzień dobry panie Stanisławie. Oczywiście, racja. Zawsze zachęcam do oglądnięcia UWAŻNIE w całości nieco
wzruszającego, bardzo edukacyjnego filmu. Do czego prowadzą sztuczne zarybienia.
Polecam Cały film!!! Można włączyć litery PL. Pozdrawiam.

https://www.youtube.com/watch?v=XdNJ0JAwT7I&t=1965s
 
  Odp: Kwestia zarybienń [8] 16.09 14:31
 
Zarybienia bez analizy bazy żerowiskowej i siedliskowej ryb, podobne jest do zaludnienia terenu bez domów i
jedzenia. Niech po prostu jeden drugiego zjada i kogo to obchodzi.

Naturalnie podstawą gospodarki wędkarskiej są następujące kroki:
1) Budowa habitatu dla ryb.

2) Monitoring zanieczyszczeń dorzecza.

3) Odtworzenie silnej populacji owadów.

Dopiero na takiej podstawie można cokolwiek budować. Bez żarcia i schronienia ryby odwalą kitę z głodu, zostaną
łatwo zjedzone przez kormorana itp. Chodzi o to, żeby ryba 60+ mogła się wpieprzyć pod wielki głaz, gdzie
kormoran będzie mógł tej rybie tylko pomachać dziobem, a kłusownik złamać sobie rękę.

 
  Odp: Kwestia zarybienń [7] 16.09 15:03
 
3) Odtworzenie silnej populacji owadów.

Kto to wymyślił? I czy wie, co to znaczy?

1. Oprócz owadów w wodzie jest wiele innych bezkręgowców, nieraz ważniejszych, jako pokarm ryb (np. skorupiaki i ślimaki).

2. W jaki sposób odtwarza się "populację owadów"? Najpierw trzeba wiedzieć, co w wodzie było kiedyś, co jest teraz, a co może być w przyszłości. Nie bardzo widzę naukowca, który zechciałby to zrobić - dobrze i za darmo. W zasadzie obecnie nikt w cywilizowanym świecie nie zajmuje się wzrostem populacji bezkręgowców. Próbowano introdukować różne bezkręgowce, ale z zasady bez skutku (do nielicznych sukcesów należy introdukcja skorupiaka Mysis relicta do niektórych zbiorników zaporowych w Szwecji, ale to jest odmienny przypadek). W dawnym ZSRR robiono to na potęgę, bo wierzono, że nauka radziecka rozwiąże wszystkie problemy świata. No i skończyło się tak jak z j. Aralskim. W Ameryce Północnej próbowano w drodze chemicznej zmienić kwasowość wody (na większe pH). W sumie też nic z tego nie wyszło.

3. Tak się składa, że biomasa bezkręgowców wodnych na ogół wzrasta z zanieczyszczeniem rzeki (do pewnego punktu), co rodzi wątpliwości w kontekście zapisu "2) Monitoring zanieczyszczeń dorzecza". Polecam lekturę P&L nr 1 i 3, gdzie udokumentowałem takie zjawisko na Piławie. Polecam też materiał o Czernicy i Białym Dunajcu. Są też opracowania naukowe na ten temat (z głowy nie pamiętam danych bibliograficznych).

 
  Odp: Kwestia zarybienń [2] 16.09 16:36
 
Znam te publikacje, natomiast mi chodzi o składniki szkodliwe dla
owadów i bezkręgowców też oczywiście.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [1] 16.09 17:26
 
A nasz mędrzec-celebryta swoje - owady i bezkręgowce, to jak ryby i śledzie...
Oprócz fizyki przydałaby się odrobina biologii, ciut...
 
  Odp: Kwestia zarybienń [0] 16.09 19:06
 
Zapomniałem taksonomię ślimaków i innego robactwa. Wiadomo o co
kaman. Pierwiastki życia tak, glifosat i inne cośtam-cydy nie.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [1] 16.09 19:12
 
Dyskusja niepotrzebnie ucieka na tory boczne. Natomiast trzeba
monitorować zanieczyszczenia które na przykład mogą obniżać płodność
bezkręgowców. Z drugiej strony optymalną ilość pierwiastków życia
można określić grubością strefy buforowej między polami uprawnymi a
doliną rzeki. Przy czym eliminacja herbicydów i insektycydów nie jest taka
prosta, bo to są zabawki korpo gigantów.
 
  Odp: Kwestia zarybień. [0] 16.09 19:18
 
"Z drugiej strony optymalną ilość pierwiastków życia można określić grubością strefy buforowej między
polami uprawnymi a doliną rzeki. Przy czym eliminacja herbicydów i insektycydów nie jest taka prosta, bo to są
zabawki korpo gigantów."


A jak w dolinie rzeki nie ma pół uprawnych? Jest za to "high tourism" (mega turystyka). Oczywiście w
większości dorzeczy wód górskiego Podkarpacia.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [1] 16.09 21:27
 
Mógłbym tu jeszcze dodać, że w przypadku pstrągów w wielu wodach w Polsce (zwłaszcza o charakterze
nizinnym i wyżynnym) ich podstawowym pokarmem w chłodnej porze roku są żaby. W publikacjach poświęconych
relacjom między pstrągami i ich bazą pokarmową w kontekście produktywności na ogół nie ujmuje się żab (ani
różnych kręgowców, jak małych ssaków lub gadów, a bywa, że także ryb), ponieważ te umykają badaczom gdy ci
wymachują siateczką w wodzie i nie mieszczą się w ich misternie skonstruowanych modelach. Później zaś
niektórym takim badaczom jakoś nie może spinać się produkcja bentosu (lub w ogóle rzeki) z produkcja pstrągów.

Ponadto, tak się składa, że pstrągi i lipienie mogą nieźle tolerować zanieczyszczoną wodę. Pamiętam, jak na
początku lat 80. w Czernicy najwięcej ryb można było złowić w okolicy ujścia ścieków miejskich. Szkoda, że wtedy
jeszcze nie analizowałem szczegółowo zawartości żołądków ryb, bo to by zapewne dostarczyło interesującego
materiału do przemyśleń.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [0] 16.09 22:12
 
Żaby żabami ale gdzie są rójki z tamtych lat?
 
  Odp: Kwestia zarybienń [1] 16.09 14:54
 
To co napisał Staszek to prawda. Dla mnie również jeszcze jedna jest
kwestia: brak rozmów przedstawicieli okręgów i zarządów kół w kwestii
rzek. Gdyby ludzie rozmawiali, mieli wspólną wizję tego co można i chce się
zrobić nie było by takiego stanu. Do tego dochodzą ludzie nie wykształceni
w kołach, okręgach i W organach władzy lokalnej.
Jak widzę rzeki nad które jeżdżę to woła to o pomstę do nieba. Tu trzeba
rozmów poza podziałami bo przyroda otacza nasz wszystkich bez wyjątków
i podziału na politykę. Ryby, środowisko tego nie wie. To tylko jest w naszych
głowach. Dopóki nie zmienimy naszego myślenia nic z tego nie będzie. Jak
na razie widzę że nie ma współpracy, pozarządowej instytucji zrzeszających
ludzi, którym blisko sercu są rzeki i głosu w tej sprawie - takiej jedności to
nic z tego nie będzie.

Seba
 
  Odp: Kwestia zarybień. [0] 16.09 19:28
 
"To co napisał Staszek to prawda. Dla mnie również jeszcze jedna jest kwestia: brak rozmów
przedstawicieli okręgów i zarządów kół w kwestii rzek. Gdyby ludzie rozmawiali, mieli wspólną wizję tego co
można i chce się zrobić nie było by takiego stanu."

______

O jakich rozmowach i ludziach piszesz? O tych co chodzą na zebrania w kołach? Nie wiem czy jest to 5%
członków. Chyba że chodzi ci o rozmowy z "lokalsami" to w ogóle nie ma takich rozmów. "Każdy sobie rzepkę
(kasę) skrobie".
Ten egoizm w skrobaniu kasy skutkuje właśnie wyeksploatowaniem wszystkiego, najbardziej środowiska.
 
  Odp: Kwestia zarybień [0] 16.09 16:09
 
Dominującą myślą u większości wędkarzy i wielu ichtiologów, a także w d. RZGW/KZGW (obecnie Wody Polskie) jest traktowanie zarybień jako złotego panaceum na problemy w spadku populacji ryb. Ograniczając się tu do ryb łososiowatych i współbytujących gatunków, należy stwierdzić, że od ponad 100 lat nie udokumentowano w Polsce skuteczności takich zarybień, w sensie zwiększenia populacji ryb ponad to, co wynika z naturalnego tarła. Co więcej, w zagranicznej literaturze naukowej wyraźnie zaleca się odchodzenie od zarybień, bo nie tylko nie przynoszą pozytywnego efektu, ale także mogą wpływać ujemnie na autochtoniczną populację ryb (np. zobacz odpowiednią część w książce Lipień, bo widzę, że wiele osób na forum jej nie przeczytało, lub zapomniało). Zarybienia zaleca się tylko w ściśle określonych przypadkach (np. zniszczenie tarlisk lub dostępu do nich, wyginiecie populacji z powodu zatrucia rzeki, itd.). Sam połów ryb przez wędkarzy nie powinien być argumentem na rzecz zarybień (choć dawniej w Polsce tak było). Jeśli jest zbyt silna presja wędkarska, to należy ją po prostu ograniczyć. Ale decyzja w tej sprawie leży w gestii użytkownika rybackiego, a internautom nic do tego. Jeśli decydenci użytkownika rybackiego nie mają pojęcia o tych sprawach, to należy tylko pogratulować wszystkim tym osobom, które wybrały takich decydentów.

Ileż to już razy ... I od kiedy ... Przykład w łączu.

Jest jeszcze jeden problem. Jak zwykle - jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Gdyby było ich dość dużo, na tyle dużo, żeby z jednej strony zaspokoić durne pomysły "nakładów rzeczowo-finansowych" i nie zwaracać sobie nimi głowy ponad ich miarę, a z drugiej - prowadzić takie działania, nadzór i ochronę żeby były efekty, to sytuacja wyglądałaby inaczej.
Jednak jeśli w wielu przypadkach pieniędzy wystarcza na tyle żeby wykonać obowiązkowe "nakłady..." to na efekty trudno liczyć. Jednym z powodów jest oczekiwanie, żeby nie pobierać więcej niż na obowiązkowe "nakłady ...", innym zaś, że ewentualne większe pieniądze trzeba umieć wydać... I tu przywołane ironicznie "gratulacje" mają wielkie zastosowanie...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
  Odp: Kwestia zarybienń [1] 16.09 16:11
 
Zarybienia zaleca się tylko w ściśle określonych przypadkach (np. zniszczenie tarlisk lub dostępu
do nich,


Czyli, powiedzmy, 90% dawnych tarlisk w dorzeczu Dunajca....czyli zarybiać....
 
  Odp: Kwestia zarybienń [0] 16.09 16:59
 
Zarybienia zaleca się tylko w ściśle określonych przypadkach (np. zniszczenie tarlisk lub dostępu
do nich,


Czyli, powiedzmy, 90% dawnych tarlisk w dorzeczu Dunajca....czyli zarybiać....

mniej więcej 90 %
 
  Odp: Kwestia zarybienń [44] 16.09 16:59
 
Panie Staszku, a widział Pan umowy dzierżawy obwodów rybackich ?
Problem rzeczywiście istnieje i jest to problem prawny.
Zarządca wody, którym są "wody polskie" wymaga nakładów w określonej formie i żadna inna metoda niż wybrana przez przedstawiciela skarbu państwa nie wchodzi w grę. Możliwości negocjacji czy zaskarżenia umowy NIE MA.
Nie ma też możliwości zaskarżenia, odwołania się, czy dochodzenia odszkodowania od jakichkolwiek działań RZGW ( wód polskich) . Wchodzą w okresie tarła z koparkami, zlecają odłowy sieciowe - niby kontrolne i dzierżawca nic może w jakikolwiek sposób się na nie zgodzić.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [0] 16.09 18:02
 
Romek,
Znasz realia od podszewki. Pomijając wymogi formalne widzisz
szansę na tarło naturalne w dorzeczu Dunajca świnki, brzany,
lipienia, pstrąga, głowacicy? Takie tarło, które zapewni powiedzmy w
50-70% liczebności zadowalającego rybostanu? Oczywiście pod
pewnymi ale możliwymi do realizacji założeniami.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [42] 16.09 20:59
 
Wiem jak wyglądają umowy na użytkowanie rybackie. Niestety kryteria przyjęte prawie 20 lat temu, opierające się
o wielkość zarybień, mają się nijak do zasad prawidłowej gospodarki rybackiej i ochrony przyrody. Widocznie jacyś
decydenci nie mieli odpowiedniej wiedzy, albo ochoty. Im szybciej nastąpi odejście od tego systemu, tym lepiej.
Nie wszyscy są jednak zainteresowani zmianą tego, nawet współcześnie. Nie widziałem, ani nie słyszałem o
żadnym wniosku ze strony PZW o zmianę zasad, ale może cos przeoczyłem. Wydaje mi się, że to chyba
wędkarzom powinno najbardziej zależeć na tym, żeby była zdrowa i duża populacja dzikich ryb. A może się mylę.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [2] 16.09 22:14
 
Podstawowy problem polskich rzek polega na tym, że wylewane do nich nieoczyszczone ścieki nie użyźniają, tylko je zatruwają. Owszem, zdarzają się wyjątki, gdzie woda nie jest zbyt mocno skażona i dlatego poza wpuszczakami da się jeszcze jakąś normalną rybę złowić. Natomiast, PZW tak łatwo nie zrezygnuje z zarybień, bo dzięki nim realizuje zachciewajki swoich członków, no i może przy tej okazji obracać sporą kasą. Na rozsądek Wód Polskich też bym nie liczył, bo tam działają podobnie. Budować, betonować, przebudowywać, sympozja, konsultacje, służbowe samochody, diety, lokalne biura, przetargi, projektowanie, dotacje unijne, wszystko po to, aby obracać dużymi pieniędzmi. A ryby w rzece ? Niech się wędkarze martwią. Jak chcą uprawiać wędkarstwo, to niech sobie je wpuszczą.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [1] 16.09 22:25
 
Po raz kolejny zadaję pytanie - jaka jest efektywność zarybień? Czy aby na pewno przybywa ryb z zarybień, na
wodach, w których te same gatunki są autochtonicznie i się rozmnażają?
 
  Odp: Kwestia zarybienń [0] 16.09 23:52
 
świnka w Sanie ok 20 lat temu - na tarle osobniki od 42 do 56 cm. Nic mniejszego, miałem i mam do tej
pory wrażenie, że były to ostatnie roczniki. Dzisiaj mamy wszystkie roczniki w tym gatunku.
To samo w Wisłoku poniżej zapory w Sieniawie. Niby świnki były, odbywały tarło ale populacja się
corocznie zmniejszała. Od czasu zarybień świnką tendencja sie przełamała.

To samo tyczy się potokowców. Moje, podkreślam moje odczucia są takie, że gdyby nie zarybienia w
niektórych wodach ten gatunek by zniknął. Myślę o górnym Wisłoku, Taborze, Osławie czy Jasiołce.

Zarybienia o ile wiem to nie wymysł PZW. Sam chciałem by zamiast nich zaliczyć nakłady na budowę
tarlisk czy ochronę wód. Ale POLSKIE PRAWO STANOWI INACZEJ!!! Czemu się więc dziwicie, że mało
kto wydaje pieniądze na to, na co nie musi. A na zarybienia wydawać trzeba bo niezrealizowanie
nakładów to utrata obwodu.
 
  Odp: Kwestia zarybienń [38] 16.09 22:26
 
(...)Wydaje mi się, że to chyba
wędkarzom powinno najbardziej zależeć na tym, żeby była zdrowa i duża
populacja dzikich ryb. A może się mylę.


Wędkarze, jako ogół są chyba ostatnią grupą której zależy na dzikich
rybach. Mają być ryby i tyle. Ich pochodzenie nie jest istotne.

Zasłyszane nad wodą: "A dlaczego nie biorą? Bo nie zarybiają..."
 
  Odp: Kwestia zarybienń [0] 16.09 23:03
 
Oczywiście że tak, to jest najczęstsza diagnoza braku ryb w nadwodnych
rozmowach rodaków. Dlatego obecnie istniejące prawo doskonale
nawiązuje do najbardziej popularnych poglądów. Czyli demokracja jest?
Ano jest.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [4] 17.09 00:01
 
OS na Sanie staramy się nie zarybiac dorosłymi rybami, Oczywiście ida wylęgi i narybki bo ... muszą.
Ale jeśli spytałbym co lepsze polowanie na jedną dużą, dziką rybe czy łowienie wpuszczanych tarlaków to
90% łowiących na OS odpowie że najlepiej wpuszczać stare tarlaki.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [3] 17.09 11:47
 
Niestety panie Piotrze moje tegoroczne doświadczenia wędkarskie z OS zupełnie przeczą temu. 80 % większych(
pow 35 cm) złowionych pstrągów miała takie czy inne ślady że pochodzi ze świeżych zarybień. Pzdrw.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [1] 17.09 15:09
 
Spadly z Myczkowiec.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 21:02
 
Może i pospadały ale to chyba nie to.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 21:02
 
Doświadczenia musiały być po 10 sierpnia bo wtedy wpuściliśmy na OS ok. 140 kg w Średnie i niżej.
Może to i błąd bo nawet po powodzi pstrągów nie brakowało. Ale naciski były duże bo przecież dużych,
dzikich pstrągów nie da się łowić cały rok.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [31] 17.09 06:38
 
Panowie.
Ja już to raz tutaj napisałem. Rzeki będziemy mieć takie, jakie sobie zrobimy!!! Koniec. Naturalnych rzek w
naszym kraju nie ma!!! i już raczej a może niestety, nie będzie!!!
"Naturalność" rzek, szczególnie górskich, zabita została, trzeba się uderzyć w pierś, przez wędkarzy.
To głównie my naszymi działaniami, doprowadzamy do sytuacji, że wygląda to jak wygląda. Cały czas chcemy
łowić więcej!!! większe!!! i jeszcze więcej większych!!! Dodatkowo tylko określoną i wąską grupę gatunków.
Odejście od zarybień, to na wiele wiele lat mrzonki!!!

pzdr WoW
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [30] 17.09 08:22
 
A ja ciągle czekam na informacje dotyczące skuteczności zarybień i ich wpływu na autochtoniczną populację.... Nic tak mnie nie przekonuje, jak rzeczowe argumenty.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [15] 17.09 09:09
 
A ja ciągle czekam na informacje dotyczące skuteczności zarybień i ich wpływu na autochtoniczną populację.... Nic tak mnie nie przekonuje, jak rzeczowe argumenty.

Takie dane to masz z UK ... a w Polsce - sam wiesz najlepiej ...

Natomiast o zarybieniach do dramatycznie zmienionego środowiska wodnego i otaczającego, oraz w warunkach dramatycznie zmienionego środowiska wędkarzy to opowieść z "złotych rybkach" ...

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [14] 17.09 10:36
 
Przykład...
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 10:52
 
.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [12] 17.09 10:53
 
Bardzo dobry tekst, podsumowujący doświadczenie z pstrągiem. Polecam lekturę tekstu. Dla tych - co nie znają angielskiego - można skopiować tekst i wstawić do translatora. Sens będzie zrozumiały. Na początek wystarczy podsumowanie (jest na początku).

To, o czym ja pisałem w moich postach, jest zgodne z tym, co jest podane w tekście (nie może być inaczej, bo opieramy się o zbliżoną bazę źródłową).

Pozdr.
SC
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [11] 17.09 21:35
 
W tym roku zrobiliśmy jelce. Pochodzenie San. Na zdjęciu widać jak pięknie wyrosły - zdj sprzed kilku dni.
Czy uważacie że spaskudzę rzekę wypuszczając te ryby? W zarybieniach jest wiele kwestii, które
decydują czy jest ono dobre czy złe. Choćby sposób wychowu narybku. Popatrz na zdjęcia, ryby sa
naprawdę piękne a jedyna ich wadą jest to że przed tegoroczną powodzią ocalił ich staw w którym
wychowały sie od wylęgu.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 21:38
 
cd
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [8] 18.09 08:45
 
Pytanie jest - dlaczego na tym odcinku jest mało jelcy? Bo jeśli jest jakiś czynnik ekologiczny, sprawiający, że nie są w stanie same stworzyć odpowiedniej dużej populacji, to wówczas takie zarybienia, choć uzasadnione od strony gospodarczej (dodatkowy pokarm dla ryb drapieżnych), to będą kosztowne. Na Dunajcu po wybudowaniu zapory w Czorsztynie populacja jelca spadła drastycznie. W dolnej Sole przez ostatnie ponad 10 lat praktycznie nie było jelcy, choć wcześniej dno było wybrukowane tą rybą i było to chyba najlepsze łowisko jelcowe w Polsce. W tym roku stwierdziłem oznaki poprawy sytuacji, więc jest nadzieja, że populacja sama się odbuduje.
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [1] 18.09 08:58
 
Pytanie jest - dlaczego na tym odcinku jest mało jelcy? Bo jeśli jest jakiś czynnik ekologiczny, sprawiający, że nie są w stanie same stworzyć odpowiedniej dużej populacji, to wówczas takie zarybienia, choć uzasadnione od strony gospodarczej (dodatkowy pokarm dla ryb drapieżnych), to będą kosztowne. Na Dunajcu po wybudowaniu zapory w Czorsztynie populacja jelca spadła drastycznie. W dolnej Sole przez ostatnie ponad 10 lat praktycznie nie było jelcy, choć wcześniej dno było wybrukowane tą rybą i było to chyba najlepsze łowisko jelcowe w Polsce. W tym roku stwierdziłem oznaki poprawy sytuacji, więc jest nadzieja, że populacja sama się odbuduje.

Przepraszam, że tak wtrącę pytanie. W liczbie mnogiej nie powinno się przypadkiem pisać "jelców" ??
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [0] 18.09 09:16
 
Może masz rację : :
Przyzwyczajenie jest jednak drugą naturą i wielokrotnie używam form językowych typowych dla górali (w Warszawie czasem zwracają mi uwagę na to).
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [5] 18.09 09:10
 
Pytanie jest - dlaczego na tym odcinku jest mało jelcy? Bo jeśli jest jakiś czynnik ekologiczny, sprawiający, że nie są w stanie same stworzyć odpowiedniej dużej populacji, to wówczas takie zarybienia, choć uzasadnione od strony gospodarczej (dodatkowy pokarm dla ryb drapieżnych), to będą kosztowne. Na Dunajcu po wybudowaniu zapory w Czorsztynie populacja jelca spadła drastycznie. W dolnej Sole przez ostatnie ponad 10 lat praktycznie nie było jelcy, choć wcześniej dno było wybrukowane tą rybą i było to chyba najlepsze łowisko jelcowe w Polsce. W tym roku stwierdziłem oznaki poprawy sytuacji, więc jest nadzieja, że populacja sama się odbuduje.

Jelce występowały masowo pod Zwierzyniem w latach 70-tych i 80-tych, takie około 30 cm (i mniejsze też ). Wtedy też było mnóstwo świnek ... W czasie niewyobrażalnie masowego tarła świnki (wielkie tarliska "między wyspami") trudno było złowić pstrąga, a te złowione miały żołądki jak pięść, wielkie i twarde, "na sztywno" wypełnione ikrą ... Strach tylko było czasem podchodzić, bo lokalna ludność "pobierała" świnki dla świń (tych na schabowe i kiełbasę) waląc w stada tarłowe łańcuchami ...

No i przecież też wiadomo, że warunki do tarła dla rzecznych karpiowatych, jak świnka, jelec, kleń, brzana, jak również warunki wzrastania roczników obywają się w korycie dużej rzeki, bez migracji do drobnych potoków, gdzie z kolei wędrują, mnożą sie i wzrastają pstrągi czy lipienie.

Musi być cały zestaw zaburzeń powodujących zdewastowanie środowiska, utrudniający czy uniemożliwiający istnienie tamtego stanu.

Każde hodowanie i zarybianie kosztuje ... sztuka narybku, z tego co pamiętam, to sztuka narybku ... koszt wyhodowania sztuki pstrąga, świnki, brzany czy jelca jest podobny ... "w rybach najtańsza jest ryba" ... To tym bardziej podkreśla istotność warunków środowiskowych, żeby te stworzenia, które mogą rozmnażały się same, a wysiłek ludzki, jesli już potrzebny, skupiał się na tych wybranych, pożadanych, uznawanych za cenne....

Tworzenie własnymi siłami całej piramidy pokarmowej wydaje sie jednak niezbyt uzasadnione gospodarczo. Natura w wielu przypadkach jest "rozrzutna" i wytworzone w naturze "nadmiary" żeby zapewnić trwanie i rozwój gatunku, jego udział w pozywieniu dla innych gatunków (i ich trwanie), stwarza wielkie trudności dla sztucznego odtworzenia jeśli środowiskowe warunki (ich zmiana) stoją na przeszkodzie.

Co nie zmienia faktu, że rybki przetrwałe w stawie są ładne ...

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [4] 18.09 09:30
 
Dzięki Jurku.

Nie bardzo znam dawny San z autopsji, bo pierwszy raz tam byłem w 1985 r., a później niezbyt często. Koło Leska świnek było wtedy rzeczywiście na gęsto, a i złowienie jelca nie było rzadkością. Podejrzewam, że w grę mogą wchodzić 2 czynniki powodujące spadek populacji ryb karpiowatych:
1. Wszystkie są roślinożerne. Dno Sanu jest natomiast usłane okrzemkami, za którymi ryby mogą nie przepadać.
2. Temperatura wody, zmieniająca proces dojrzewania ikry i utrudniająca jej inkubację w optymalnym okresie (tj. w kwietniu, kiedy świnka i jelec odbywają tarło). Nie wykluczam, że także wahania w zrzucie wody, wpływające na zmianę temperatury wody, mogą mieć wpływ.

Wydaje mi się, że mogłoby to być interesującym tematem do analizy.
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [3] 18.09 10:32
 
Dzięki Jurku.

Nie bardzo znam dawny San z autopsji, bo pierwszy raz tam byłem w 1985 r., a później niezbyt często. Koło Leska świnek było wtedy rzeczywiście na gęsto, a i złowienie jelca nie było rzadkością. Podejrzewam, że w grę mogą wchodzić 2 czynniki powodujące spadek populacji ryb karpiowatych:
1. Wszystkie są roślinożerne. Dno Sanu jest natomiast usłane okrzemkami, za którymi ryby mogą nie przepadać.
2. Temperatura wody, zmieniająca proces dojrzewania ikry i utrudniająca jej inkubację w optymalnym okresie (tj. w kwietniu, kiedy świnka i jelec odbywają tarło). Nie wykluczam, że także wahania w zrzucie wody, wpływające na zmianę temperatury wody, mogą mieć wpływ.

Wydaje mi się, że mogłoby to być interesującym tematem do analizy.


Wspomniałem o tym, że czynników przyczyniających się do zmiany sytuacji może być wiele. Część nawet wcale nie wydających się oczywistymi.

Potoczna obserwacja pokazuje zakres mieszania się wód, co szczególnie wdoczne w Sanie, gdzie część "zimna" pochodzi z tunelu i z Myczkowiec (wcześniej dolnym wypływem z Soliny), a część "ciepła" z dopływów. Widać to szczególnie w okresie zmętnień, kiedy woda z Hoczewki płynie cały czas po lewej stronie, a miesza się dość zupełnie dopiero gdzieś w okolicach Postolowa ... podobnie jest z Olszanką i "starym korytem" ...
Masowe tarło świnki "między wyspami", o którym wspominałem, odbywało się głownie, jesli nie wyłącznie, bliżej prawego brzegu ... Podobnie lokowały się przez cały rok stada świnek w cieplejszej wodzie z Olszanki poniżej elektrowni, do pierwszej wyspy i poniżej.

Teraz o oddziaływaniu trochę, jak je widzę. Oczywiście trochę subiektywnie, ale w szerszym kontekście.
Otóż, postęp cywilizacyjny jaki się dokonał na całym Podkarpaciu, o strukturze głównie wiejskiej, polegał m.in. na tym, że powstały wodociągi. Wcześniej wodę uzyskiwano ze studni, czasem z hydroforem, jeśli zasobnośc studni pozwalała. Jednak siła rzeczy zuzycie wody było małe, a odpływ był nieskoordynowany i obejmował w dużym stopniu wspomnianą już wcześniej "filtrację obszarową" ...
Efektem powstania wodociągów była koniecznośc odprowadzenia ścieków, więc budfowano też kanalizację, ale bez oczyszczania, a wprost "do rzeki, która wszystko zabierze" ... Skoncentrowany ładunek ścieków trafił do rzek. Zawierający nie tylko "pożywne" części, ale wszystkie toksyny, wypłukane pojemniki rolnicze ze środków ochrony, nawozów itp., a także wszelkie chemikalia domowe z pralek itp.
Do tego dochodzi zwiększenie zabudowy. Pewnie nie wszyscy mają tego świadomośc, ale tereny do Leska jeszcze do lat 50-tych należały do ZSRR. Jeszcze do lat 70-tych nie było widac za wiele nowych budynków tam powstających, poza "państwowymi", w tym lesnymi ... no i Igloopolem rolniczym, wojskowymi inwestycjami itp. Dużo by o tym ... No i widoczny boom inwestycyjny od lat "swoje" robi ...

Mało brane pod uwagę, a niezywykle znaczące, zwiększenie ruchu drogowego, po drogach w dolinkach rzeczek i potoków, doprowadza do tych niewielkich wód sporo zanieczyszczeń drogowych, spływających swobodnie. Wielka i mechaniczna eksploatacja lasów i transport lesny też swoje dokładają.

To wszystko składa się i na retencję dolinową i na poziomy wód w zlewni, na dużą zmienność przepływów w warunkach ograniczania "buforów" zatrymujących wode w okreach opadów i oddających ją w porach suchych ...

Ogromnie wiele się zmieniło, a czasem dostrzegamy tylko drobny wycineczek ...

To samo dotyczy innych regionów też.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [2] 18.09 12:00
 
co szczególnie wdoczne w Sanie, gdzie część "zimna" pochodzi z tunelu i z Myczkowiec (wcześniej
dolnym wypływem z Soliny), a część "ciepła" z dopływów.


Bardzo ciekawy temat, mógłby Pan to rozwinąć? Co oznacza uwaga, że "wcześniej dolnym wypływem
z Soliny"? Czy to oznacza, że kiedyś "część zimną" Sanu zasilała woda przydenna z Soliny a teraz
wyłącznie ze Myczkowiec?

Co do przyczyn degradacji na pewno trzeba dodać cały pakiet związany z "oszalałym" ostatnio
turystycznym najazdem na Bieszczady. Nie ma cudów, żeby bieszczadzkie oczyszczalnie były
wymiarowane na taką ilość mieszkańców a najazd, trzeba pamiętać, trwa nie dwa letnie miesiące w
roku ale 9-10, z krótką przerwą wczesną wiosną.

Dziękuję
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [1] 18.09 13:16
 
co szczególnie wdoczne w Sanie, gdzie część "zimna" pochodzi z tunelu i z Myczkowiec (wcześniej
dolnym wypływem z Soliny), a część "ciepła" z dopływów.


Bardzo ciekawy temat, mógłby Pan to rozwinąć? Co oznacza uwaga, że "wcześniej dolnym wypływem
z Soliny"? Czy to oznacza, że kiedyś "część zimną" Sanu zasilała woda przydenna z Soliny a teraz
wyłącznie ze Myczkowiec?

Co do przyczyn degradacji na pewno trzeba dodać cały pakiet związany z "oszalałym" ostatnio
turystycznym najazdem na Bieszczady. Nie ma cudów, żeby bieszczadzkie oczyszczalnie były
wymiarowane na taką ilość mieszkańców a najazd, trzeba pamiętać, trwa nie dwa letnie miesiące w
roku ale 9-10, z krótką przerwą wczesną wiosną.

Dziękuję


Napisałem i "zeżarło"...

Przepraszam za nieprecyzyjne wyrażenie. Chodziło mi o to, że woda trafia do Myczkowiec z dolnego wypływu turbin w Solinie, czyli bardzo zimna, zanim przez Zwierzyń trafi do Sanu. Zawsze tak było.

Natomiast niekorzystne zmiany nastąpiły już dawno, nie tylko w Sanie i dopływach ale i w innych regionach, jak widać było w dyskusji poniżej o ściekach w Dunajcu i dopływach. Chociaż obecna sytuacja "dokłada" do problemów i nie pozwala odwrócić sytuacji.

W takiej dolinie Hoczewki jest kilka miejscowości, sporo hoteli, pensjonatów, trochę zakładów i zakładzików, gospodarstwa itp. itd. Wszystkie wymagają zasilania w wodę, w dodatku taką zdatną do picia i zapewne jakaś częśc wody zanim trafi do rzeki to prxzechodzi przez użytkowników, z tych samych źrdeł, które zasilałyby rzekę. No i ile w tej rzece jest ścieku w prównaniu z wodą rzeczną?

Próbowałem sobie bardzo z grubsza oszacować skalę problemu. Niedawno zajrzałem do serwisu hydrologicznego i wynikało z niego, że przepływ wody w Hoczewce przy ujściu wynosił 0,7 m. sześć na sekundę. To około 60 000 m. sześć. na dobę. Niby dużo. Ale przeciętny człowiek zużywa 150 l, czyli 0,15 m sześć. wody na dobę. Tyle samo wypuszcza w postaci ścieku. Zakładając, że w dolinie Hoczewki przebywa 4 000 ludzi, można sądzić że wypuszczają 600 m. sześć. ścieków na dobę. Czyli 1% wody w Hoczewce to "czysty ściek". Mało? Nie sądzę. Do tego to wszystko, co się "przefiltruje" do wód powierzchniowych z powierzchni gruntu, spływa z dróg itp.

W takim środowisku muszą zyć wszystkie żyjątka wodne, a dla większości ludzi środowisko kończy sie na powierzchni wody. Cały podwodny świat i podwodne życie umyka uwadze. O tej całej wodzie, która jest poza korytem rzeki nawet nie warto wspomniac, bo o niej to w ogóle nikt nie myśli. Nawet wędkarze.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
hot  Odp: Kwestia zarybienń [0] 18.09 14:33
 
No właśnie. Nie ma zapotrzebowania społecznego na żywe i zdrowe rzeki. Jest na ładne z zewnątrz,
czyli takie z równo przystrzyżonym trawniczkiem na brzegu, ławeczką i łagodnym zejściem, gdzie
można psu porzucać patyk do wody i bezpieczne czyli takie, które podczas przyboru nie zmyją
wybudowanych wbrew rozsądkowi w obszarze zalewowym budynków. A jak nie ma zapotrzebowania
to nie ma działań polityków i samorządów.
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [0] 18.09 08:55
 
Jelce zostawcie w spokoju, ryba ta sobie radzi na niżu, jest dzika, piękna i fajnie wygina full flexa.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [13] 17.09 09:56
 
Ciężko o rzetelne dane, okręgi nie prowadzą badań. Z doświadczenia
przynajmniej mojego wygląda to tak. Jak okręg NS uznał że na OS
Dunajec jest ryb w ch.... i przestał zarybiać, przestało się ryby łowić.
Jak w ubiegłym roku zaczął zarybiać, znów jest ryb że hohoho.
Wpływ na autochtoniczne populację???!!! A kogóż to interesuje. Ma
być już, tu i teraz dużo i duże. Wędkarzy nie interesują
autochtoniczne populację na pewno. Wędkarzy interesują pstrągi
50+ szczególnie te LGBT w kolorach tęczy, głowacice i kardynały
40+. Oczywiście wszystko najlepiej w cenie 200zł za rok!!!
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [10] 17.09 10:16
 
Wpływ na autochtoniczne populację???!!! A kogóż to interesuje. !

Pytanie czy coś takiego jak autochtoniczna populacja na odcinkach zarybianych od lat istnieje.
No właśnie, jak rozumieć pojęcie populacji autochtonicznej? Takiej która zasiedlała Dunajec przed erą
PZW i masowych zarybień i która rozmnażała się naturalnie w ramach siebie samej? Bo rozumiem, że
podstawą egzystencji populacji rodzimej jest jej naturalne tarło bez udziału tarlaków spoza populacji,
ewentualnie tarło sztuczne ale z wyłącznie przy udziale tarlaków autochtonicznych. Czy coś takiego
miało i ma miejsce czy raczej w Dunajcu mamy multikulti+LGBT, którego nie da się już odkręcić?
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [5] 17.09 10:42
 
Odpowiedź na to pytanie mogą dać tylko wyniki badań genetycznych. W przypadku pstrąga w dorzeczu Dunajca jest duże prawdopodobieństwo istnienia lokalnej puli genetycznej, bo dawniej ośrodki zarybieniowe (np. w Nowym Targu i N. Sączu) pobierały lokalny materiał. Z lipieniem już może być gorzej, bo importując materiał ze Słowacji (np. znad Wagu) przeniesiono pulę genów z populacji dunajskiej, mającej odrębne cechy.

Geny to jedno, a zachowanie się ryb z zarybień i ich przeżywalność to odrębna kwestia. Wyniki badań zagranicznych (rozumiem, że także tych, do których nawiązał Jurek Kowalski) wskazują na niską przeżywalność, a także ujemny wpływ na autochtoniczne ryby (m.in. z powodu ograniczonej liczby liczby stanowisk i siedlisk). Zagadnie dosyć złożone, bo duże znaczenie mają także warunki, w jakich odbywa się podchów materiału.

W każdym bądź razie skutki zarybień są zarówno środowiskowe, jak i finansowe (przysłowiowe wyrzucanie pieniędzy w błoto). Długofalowo znacznie bardziej korzystne, byłoby przeznaczenie środków na renaturyzację cieków, poprawę warunków dla odbywania tarła, itp. (m.in. to co robi JJ). No ale jeśli komuś koniecznie zależy na przekształceniu dzikiej rzeki w środowisko z obfitością głupich ryb hodowlanych, to trudno go powstrzymać od tego.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [1] 17.09 11:16
 
. Z lipieniem już może być gorzej, bo importując materiał ze Słowacji (np. znad Wagu) przeniesiono
pulę genów z populacji dunajskiej, mającej odrębne cechy.


No i chyba jest. Ostatnio złowiłem w Dunajcu takiego smyka, który nijak kolorystycznie mi nie pasuje
do lipieni jakie pamiętam sprzed 30 lat gdy je dość intensywnie łowiłem. Potem zaprzestałem, ale
wydaje mi się, że dawny, dunajecki lipień zawsze miał wyraźne, czarne kropy na bokach.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 17:23
 
. Z lipieniem już może być gorzej, bo importując materiał ze Słowacji (np. znad Wagu) przeniesiono
pulę genów z populacji dunajskiej, mającej odrębne cechy.


No i chyba jest. Ostatnio złowiłem w Dunajcu takiego smyka, który nijak kolorystycznie mi nie pasuje
do lipieni jakie pamiętam sprzed 30 lat gdy je dość intensywnie łowiłem. Potem zaprzestałem, ale
wydaje mi się, że dawny, dunajecki lipień zawsze miał wyraźne, czarne kropy na bokach.


Nie ma szans żeby pasował. Jak weźmiesz poprawkę na to, jak wyglądał Dunajec 30lat temu w stosunku do tego
jak wygląda teraz, to absolutnie nie ma się co dziwić, że ryby wyglądają inaczej.

pzdr WoW
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [2] 17.09 11:28
 
No ale jeśli komuś koniecznie zależy na przekształceniu dzikiej rzeki w środowisko z obfitością
głupich ryb hodowlanych, to trudno go powstrzymać od tego.


No ale taki jest "target" większości wędkarzy a zwłaszcza zawodników.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [1] 17.09 21:15
 
W tym roku i nie tylko w tym to nie zawodnicy namawiali mnie na wypuszczanie pstrągów na OS, a chęć
bicia rekordów ilościowych jest tak samo zakorzeniona prawie we wszystkich.
 
dziś  Odp: Kwestia zarybienń [0] 18.09 07:26
 
Ponieważ nasz styl uprawiania wędkarstwa muchowego przybrał
cechy niekończących się zawodów a duży odsetek Kolegów posiada
zawodniczą mentalność, gdzie w roli podium i oklasków występują
wpisy na przeróżnych stronach facebookowych a pod nimi
komentarze pełne zachwytu, te wszystkie challenge, nieformalne
konkursy itp. Często jest tak , że jedna ładna ryba pojawia się we
wszystkich możliwych miejscach w sieci, na FB i to na wszystkich
stronach, które w nazwie mają "muchowe", Istagramie, pin coś tam,
YT,m. Po iluś tam rybach zawieszonych w sieci tacy wędkarze stają
się celebrytami i by tą celebryckość podtrzymać potrzebują więcej i
więcej ryb w łowisku i stąd te żądania.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 10:42
 
Wpływ na autochtoniczne populację???!!! A kogóż to interesuje. !

Pytanie czy coś takiego jak autochtoniczna populacja na odcinkach zarybianych od lat istnieje.
No właśnie, jak rozumieć pojęcie populacji autochtonicznej? Takiej która zasiedlała Dunajec przed erą
PZW i masowych zarybień i która rozmnażała się naturalnie w ramach siebie samej? Bo rozumiem, że
podstawą egzystencji populacji rodzimej jest jej naturalne tarło bez udziału tarlaków spoza populacji,
ewentualnie tarło sztuczne ale z wyłącznie przy udziale tarlaków autochtonicznych. Czy coś takiego
miało i ma miejsce czy raczej w Dunajcu mamy multikulti+LGBT, którego nie da się już odkręcić?


Zarybianie Dunajca (i innych wód), odtwarzanie już wcześniej zdewastowanych i zdziesiątkowanych stad ryb było prowadzone jeszcze od XIX wieku. To ówczesna koncepcja, skutkująca na przykład wsiedleniem "German trout" z hodowli, czyli pstrągów potokowych, do wód w USA, czy wsiedleniem różnych pstrągów europejskich i amerykańskich do wód w Australii, Nowej Zelandii, Kaszmirze i gdzie tam jeszcze ... U nas ta "koncepcja" wciąż "działa", w sposób prawie niezmieniony od XIX wieku, do dziś ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [2] 17.09 10:51
 
Co do zmian środowiskowych jakim podległy rzeki w pewnym, słusznie minionym, okresie (a podobnie podlegają i dziś, bo ten okres wcale nie minął w ludzkich głowach), zostały one bardzo obrazowo przedstawione w pięknej książce prof. Wejcherta "Fikoty i lorbasy z ukochanej rzeki". Wymoeny tytuł przedostaniego rozdziału - "Martwa natura" ...

W takim środowisku przychodzi rybom żyć, a nawet to, co zostało w pamięci nieco starszych wędkarzy jako dużo lepsze niż stan obecny, jest, niestety, tylko pamięcią o zdewastowanym środowisku.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [1] 17.09 19:43
 
"W takim środowisku przychodzi rybom żyć, a nawet to, co zostało w pamięci nieco starszych wędkarzy
jako dużo lepsze niż stan obecny, jest, niestety, tylko pamięcią o zdewastowanym środowisku."

______

Zdewastowane środowisko? W zasadzie mogę się zgodzić. Środowisko to w końcu nie tylko sama woda ale i
dorzecze. Biorąc jednak na celownik potoki wpadające do Sanu poniżej Sanoka w których do niedawna (ok 40
lat temu) były pstrągi a stan dna tych potoków niewiele się zmienił, trudno porównać do tych zniszczeń z
wymienionej książki. Podobnie zreszta sprawa wygląda w potokach w okolicach Leska. Jeżeli chodzi o dno
niewiele się zmieniło, gorzej z wodą. Gdyby była woda to i dno "żyje", tworzy się, przemieszcza.
Patrząc w TV na urywki z czasów komuny widać gołym okiem choćby śnieg w centralnej Polsce. W
ówczesnych czasach ze śniegiem jest problem nawet w obszarach górskich. Widać klimat sprzyja bardziej
tworzeniu pustyń niż bagien, podmokłych dorzeczy i wartkich rzek.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 20:28
 
Zdewastowane środowisko potoku to niekoniecznie zapory
przeciwrumowiskowe co 100 metrów.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 10:18
 
Czyli górą populizm, bez zastanowienia się nad długofalowymi skutkami bieżących działań. A później narzekanie, że brakowi ryb winni są cykliści, kosmici, komuniści, itd. Sorry, ja w czymś takim nie biorę udziału.
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 20:21
 
(...) Oczywiście wszystko najlepiej w cenie 200zł za rok!!!

Oczywiście 200 za opłatę "krajową"
 
wczoraj  Odp: Kwestia zarybienń [0] 17.09 18:20
 
Widzę, że refleksja dotycząca zarybień przychodzi rychło w czas. Szkoda, że zabrakło jej
wówczas, gdy wędkarze pragnęli nade wszystko pstrągów potokowych, którymi ku ich
uciesze zarybiano cieki dające 0 szansę na utworzenie samoutrzymującej się populacji tego
gatunku, który co prawda występował tam kiedyś, zdaje się w czasach Piasta Kołodzieja. Z
tych samych powodów gorliwie wierzono w to, iż da się modelować łowiska rybami cennymi
wędkarsko i zastąpić naturalne procesy odtwarzania populacji intensywnymi zarybieniami.
Jakoś gdy ryb nie brakowało, niewielu przeszkadzały zarybienia smoltami w ilościach
monstrualnych i ujednolicenie populacji troci z rzek pomorskich w wyniku
najprawdopodobniej błądzenia tarlaków. Ba, przełknięto nawet restytucję łososi w oparciu o
obcą genetycznie populację i zawodowe harakiri na które postanowili się narazić naukowcy,
wyznaczający poziom swojej dyscypliny naukowej na forum międzynarodowym. To wszystko
w nadziei, że już zaraz okaże się, iż dzięki wieloletnim nakładom finansowym na zarybienia
poprzegradzane rzeki przymorskie na przekór czynnikom abiotycznym staną się naturalnym
siedliskiem dla samorekrutujących się populacji łososia. I śmieszno i straszno.
 
       


Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus