| |
Witam.
No i zrobił się z poradnika wątek fabularny z opowieściami, które śwetnie się czyta ... i super
To może też ja historię pewna opowiem.
Kto mnie trochę zna, ten wie że praktycznie zawsze pieseł mi towarzyszy na rybach. Każdy jeden. którego
miałem.
To duże psy zawsze (wyżły i owczarkowate) były i z brodzeniem oraz pływaniem bezproblemu sobie takie psy
radzą, a nawet to wręcz uwielbiają i takie wspólne wyprawy są świetne dla nich jak i psa posiadacza - polecam
każemu naprawdę.
Psy mają to do siebie że ich zmysły nie są jeszcze tak stępione jak u naszego gatunku i wielokrotnie miałem
okazję się o tym przekonać. Mieszkam na Śląsku w rejonie, gdzie zadarzają się regularnie - raz. dwa razy w
roku tąpnięcia. I każdy nasz pieseł jakiego mieliśmy, doskonale te tąpnięcia wyczuwał o kilkanaście sekund
wcześniej niż dało się to odczuć już przez jakikolwiek wstrząs.
Autentycznie te 10-15 sekund wcześniej przed tąpnięciem, każdy nasz pies zaczynał wariować i zachowywć
się w nienaturalny sposó, tak, jakby chciał uciec z domu, szczekając na nas przy tym tak jak by chciał nas
czym prędzej na dwór wyciągąć.
I teraz najlepsze i stricte związane z brodzeniem ...
Mieliśmy suczkę Zarę - taki owczarkowaty mieszaniec wzięty jako szczeniak ze schroniska. Ona była "dzik na
ryby" - mogła godzinami całymi stać koło mnie po brzuch w rzece, albo siadała sobie na jakimś kamieniu i bez
oznak najmniejszego znudzenia wpatrywał się w linkę i wędkę, a każda złowiona ryba wywoływała w niej ze
sto razy większą radochę niż u mnie nawet. Każdą rybę musiałem jej dać po prostu obwąchać po złowieniu
Rozłożyiśmy się pewnej niedzieli na małej wyspie na Sole poniżej mostu na Zasolu, tam gdzie się kończy już
górska woda i spkojnie obławialiśmy we dwoje całą rzekę aż w pewnym momencie Zara zaczęła dostawać
pierdolca i to takigo,kóry jej się nigdy nie zdarzył. Zaczeła szczekać, i szczypać mnie zębami po gaciach i i
uciekać na brzeg, co mi się już w ogóle nie podbało - no bo wiadomo że gacie tanie nie są wcale a łowić się
chce ... a nie tam wyłazić z rzeki by z piesłem się bawić. I zacząłem być na nią już w pewnym momencie zły
bardzo ...
Do czasu aż moim oczom ukazała się na horyzoncie taka spora, zapier.alająca w naszą stronę, ponad
półmetrowa fala z okazałymi pniami, krzakami i wszelkimi możliwymi śmieciami, jakie może nieść rzeka.
Domyśliłem się że ze zbiornika na Czańcu puścli pierydolną wodę na Sole, kóra zbierała ze sobą co tylko
mogła po drodze.
Ledwo dałem radę z wody wyskoczyć, zebrać bety z wyspy, ,które już wkoło pływały, bo woda zacząła mi
powyżej pasa już sięgać. W dodatku nie na ten brzeg ewakuacja musiał nastąpić, gdzie miałem auto i dylać
pory kawał do mostu cza beło.
Ale od tamtej pory, każde jedno nienaturalne zachowanie się piesła nad wodą powoduje u mnie szybkie
zwinięcie sprzętu i wyjście na brzeg ... tak na wszelki wypadek, - żeby na spokojnie ocenić co też się dzieje
wokolo.
Pozdrawiam.
|