| |
Masz rację, krytykuję upublicznianie informacji technicznych wyjaśniających jak i gdzie łowić ryby, będące na granicy
wybicia, gdyż w naszym kraju kończy się to niczym innym jak najazdem wędkarskiej szarańczy z obłędem w oczach i
nieodpartą żądza złowienia, niekoniecznie zabicia, a potem rozsmarowania tego sukcesu po internecie. Ile pięknych,
spokojnych, a w zimie nawet bezludnych miejscówek zostało w ten sposób zaoranych to sam dobrze wiesz.Zwłaszcza
wkurwia mnie gdy tacy popularyzatorzy robią to dla zysku, trochę mniej ale również, by zaspokoić swoją próżność.
Przykładem jest kilka miejsc na Sanie zniszczonych w ten sposób przez panów S. i M. reprezentujących firmy T. i D.
gdzie już spokoju chyba nigdy nie zaznasz. No chyba że szlag trafi te resztki ryb, które tam jeszcze się kołaczą.
Oczywiście, pionierska literatura ff z lat 80-tych ub. wieku była tworzona w kompletnie innych warunkach, najgorsze
przyszło wraz z Internetem, przy zerowej kontroli i ograniczeniach presji. Patrząc z perspektywy lat i tego co się teraz
dzieje każda informacja podnosząca skuteczność łowienia była i jest gwoździem do trumny górskich wód, którą teraz
jako gatunek homo sapiens (?) domykamy.
|