| |
Żeby być niewiarygodnie skutecznym, wręcz mistrzem wygrywania wszystkiego i zawsze
potrafimy sobie wytłumaczyć wszystko i znaleźć do tego uzasadnienie.
Staszek dobrze powiedział, że muszkarstwo jest dla inteligentnych. Przy takim wyborze
linek muchowych trzeba jeszcze plastelinę kleić na przypon.
Nie przypominam sobie aby w filmach Olivera Edwards a były stosowane infykatory a
uchodził dla wielu za wzór i autorytet.
Rozumiem, że w USA stosują z uwielbieniem ale to kraj ludzi mniej wykształconych i
ubogich w intelektualne myślenie ale że w Europie…
Staczamy się jak ludzkość.
Jest taki połów w którym indykator się przydaje i ułatwia trafienie z zacięciem. Choćby
połów
na nimfetki pod powierzchnią wody. W jaki sposób zauważysz branie i w odpowiednim
momencie zatniesz (to krótkie i szybkie branie)? Masz dwie możliwości. W zasadzie trzy.
Trzecia to taka że ryba sama się zatnie. Ale to nie łowienie a samołówka (coś jak przeklęta
na wodach górskich kula wodna). Kolejne dwie to widzisz moment brania i zacinasz „w
punkt”. Druga opcja nie widzisz nic i indykator może jedynie pomóc. Ile osób widzi w
rożnym oświetleniu wody, załamaniach światła na rożnej powierzchni rybę która podnosi się
i pobiera przynętę? Wiem że niewielka. Samemu bardzo rzadko mi się to zdarza/zdarzało.
„Ruch linki”? Występuje wtedy gdy ryba już trzyma przynętę i schodzi do dna. A ile jest
takich brań że takiego ruchu nie będzie bo przynęta będzie już wypluta? Ruch linki to
praktycznie 3 opcja. Tzw. samołówka, choć i ryby w tej opcji często wie wypinają. Tak jak
(było) przy kuli wodnej.
Indykator w takich sytuacjach pomaga. Zwłaszcza przy lipieniach.
|