| |
Fajnie, że jest Internet i fora, na których możemy sobie ponarzekać i do woli krytykować PZW i Wody Polskie.
Tyle że samo narzekanie niczego nie zmieni. Drewnianym młotkiem możemy bez końca walić w zbrojony beton –
problem w tym, że taki nacisk nie naruszy ani konstrukcji, ani systemu…
Oczywiste jest, że nie za wszystkie problemy polskich wód odpowiadają Wody Polskie i PZW. Ale trudno nie
zauważyć, że te pierwsze mają wędkarzy głęboko w dupie, a PZW pozostaje skostniałą, rozbudowaną i
niereformowalną strukturą – skansenem socjalizmu. Formalnie czasy się zmieniły, ludzie również, ale schematy
zarządzania, mentalność i organizacyjne dziedzictwo minionej epoki nadal w nim funkcjonują.
Przerośnięta do granic absurdu struktura organizacyjna, liczba siedzib, w których tylko przez krótki okres w roku
prowadzona jest pseudo-filatelistyczna działalność w postaci sprzedaży znaczków (mamy XXI wiek, Internet i
BLIK, przelewy elektroniczne…), rzesza niekompetentnych, wybieranych spośród przypadkowych osób
„działaczy”, ze stojącym na czele nikomu niepotrzebnym Zarządem Głównym – to wszystko tylko generuje
niepotrzebne koszty!
To nie jest model, który sprzyja efektywnemu zarządzaniu wodami i nie służy interesom ludzi, którzy to wszystko
utrzymują… Najlepiej służy tylko niewielkiej grupie "działaczy" którzy czerpią z tego korzyści. Jedni tego nie
dostrzegają, inni boją się zmian, a większość ma to w dupie!
Do tego dochodzą kłusownictwo, kormorany, rybacy, degradacja siedlisk i cała masa innych problemów. Biorąc to
wszystko pod uwagę, można się wręcz zastanawiać, jakim cudem w polskich rzekach i jeziorach zostało jeszcze
cokolwiek do złowienia.
|