f l y f i s h i n g . p l 2014.08.31
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
Bieżące informacje
Pstrąg i Lipień nr 42
KRÓLEWSKI PORADNIK WĘDKARSKI Z INDII Z XII W.

Jednym z najważniejszych źródeł do poznania dziejów wędkarstwa w świecie jest fragment induskiej księgi Manasollasa z XII w., w której jest opis połowu na wędkę, jako formy rozrywki. To źródło, pokrytę grubą warstwą historycznego kurzu i ukryte w trudnodostępnym oraz rzadko czytanym czasopiśmie w Europie, jest nieznane szerszemu kręgowi osób piszących o dziejach wędkarstwa, gdyż w żadnej ze znanych mi prac nie jest ono cytowane.
Wiadomości z łowiska
Mała Wisła 1
2014-02-15
Sezon 2014 rozpoczęty
woda niska, ryby współpracują.
Wiadomości z łowiska
San Zwierzyń-Hoczewka
2013-07-12
Warunki bardzo dobre
Wiadomości z łowiska
OS Dunajec
2014-08-12
warunki dobre ale nie idealne
Wiadomości z łowiska
Łowisko Pstrągowe Raba
2014-08-31
woda wysoka i czysta
Nasze wzory
GH Mała czarna
Wzory much
W katalogu FF
IMGW
Stan wód
Niezbędny każdemu wędkarzowi "na rozjazdach"
 
Flyfishing.pl
Reportaże:
Mr Taimien z Mongolii

autor: Maciej Wilk, opublikowane 2002-07-15

O Mongolii czytałem kilka razy w WW, kraj ten wydawał się tak odległy i niedostępny, że o wyjeździe na ryby początkowo nie było mowy. Dni płynęły i zbliżał się okres wakacji chciałem uderzyć na jakieś rybniejsze wody niż nasze.
 
Rozważałem różne propozycje Szwecja, Norwegia, Finlandia. Niestety wyjazdy na północ organizowane są dla spinningistów, spławikowców, trolingowców, ale nie dla faceta z muchówką. Próbowałem pojechać na Kolski powalczyć z Salmo salarem, ale oferty do których dotarłem kosztowały majątek powyżej 3-4000 USD co przy założeniu, że pojadę z żoną stawało się mało ciekawe. I właśnie wtedy przypomniałem sobie o Mongolii i tajmieniach . Załączyłem PC i altavista, yahoo i inne, po tygodni poszukiwań miałem już około 20 biur podróży organizujących wyjazdy na tajmienie. Do wszystkich wysłałem faxa z zapytaniem o ceny, warunki itd. Odpowiedziało chyba 10 z nich, przeanalizowałem proponowany program, wybrałem ofertę może nie najtańszą ale sądziłem, że najciekawszą. Do wyjazdu pozostało mi niecałe dwa miesiące które szybko upłynęły z powodu gorączkowego kompletowanie sprzętu i załatwianiu formalności. Tak, że 18 sierpnia czyli dzień wyjazdu nadszedł niespodziewanie szybko. Rannym pociągiem pojechaliśmy do Warszawy ,potem Aerofłotem do Moskwy tam przesiadka do Ułan Bator. Około 9 rano 19 sierpnia byliśmy na miejscu. Oczekiwał nas właściciel biura wraz z tłumaczką, załadowaliśmy się na ułaza, i do hotelu. Pierwszy dzień w UB minął na zwiedzaniu miasta, tutaj pierwszy szok. Jadąc do Mongolii wiedziałem, że nie jest to Genewa lecz to co zobaczyłem zaskakiwało. Ułan Bator 750 tysięczne miasto w większości składa się ze slamsów i jutr.
Na drugi dzień rano o 8 wyjazd do Terelj Park (tajga koło ułan bator) po około dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce zakwaterowania, do "Hotelu" w stylu mongolskim czyli kilkunastu autentycznych jurt. Już po chwili byłem gotowy na ryby. Podjechaliśmy na pobliski Tuul. W tych okolicach Tuul jest rzeką wielkością i charakterem przypominają Skawą czy Sołę. Pełen optymizmu wskoczyłem do wody, niestety na optymizmie się skończyło a i ten przeminął szybko. Po dwóch godzinach biczowania wody streamerem miałem jednego lenoka ok. 45 cm. W czasie powrotu do obozowiska szargały mną wątpliwości czy aby na pewno ta Mongolia to dobry pomysł, przecież na pierwszej lepszej licencjonowanej wodzie w Polsce miałbym lepsze efekty a o ile taniej. No cóż pocieszałem się noże pogoda nie ta, może ..... ?
Nazajutrz rano już z mniejszym entuzjazmem bo ok. 11 pojechałem w inne miejsce, niestety poza tym że było to inne miejsce wiele się nie zmieniło. Przy życiu trzymał mnie jedynie fakt, że wieczorem poprzedniego dnia w hotelowej "restauracji' zobaczyłem głowę tajmenia ok. 20 kg złapanego w Tamirze, a to właśnie Tamir był następnym celem mojej wyprawy.
Bez żalu opuściłem Terejil, a w sercu zapaliła się iskra nadziei której na imię było Tamir a właściwie tajmienie z Tamiru. Sama rzeka jest oddalono ok. 400 km od Stolicy jednakże jakość dróg a w zasadzie ich brak narzuca maksymalną prędkość na 40 km/h. Dla mnie oznaczało to tyle że na upragnione łowisko dotarliśmy po dwóch dniach podróży około godziny 18. W pośpiechu wskoczyłem w wodery zapominając o całym bożym świecie pobiegłem nad rzekę. Pierwszy rzut i jest, jest ryba !!! Chyba tajmień. Ciągnie jak pociąg. Wędka wygina się w pałąk. Zaczynam biec za nią. Ryba jest szybsza, błyskawicznie wyciąga sznur, bierze się za podkład. Wszystko trwa może minutę, nagle ryba słabnie i po chwili mam ją. Niestety nie był to tajmień tylko lenok, taki ok. 50 cm zapiął się o ogon. Lenok czy tajmień mniejsza o to, najważniejsze że jest ryba i to całkiem, całkiem. Serce rośnie. Po dwóch godzinach łowienia mam już 6 lenoków i kilka lipieni. Robi się ciemno I powinienem już wracać W nocy w stepie jest niebezpiecznie, liczne wilki lubią sobie podjeść jakiegoś oddalonego od stada jaka czy konia. Wilki wilkami a ja wiem, że na tajmienia to najlepiej w nocy. W nocy i na mysz więc mimo potencjalnego zagrożenia przezbrajam wędkę, zakładam sznur pływający PIKE przypon 0,35 i mysz. Pierwsze minuty upływają w spokoju nic się nie dzieje. Po około półgodzinnym machaniu mam lenoka, ładny. Powoli idę w kierunku obozowiska, przystaję za zakrętem rzeki na warkoczu od niechcenia rzucam myszką i słyszę cmoook a woda pod muchą zapada się. Adrenalina momentalnie podskakuje wiem co to jest. Rzucam drugi raz sytuacja powtarza się znowu cmok, nie umie zaciąć. Następny rzut i znowu i znowu. Szlak mnie trafia, pot z czoła spływa co robić, co robić!!! Zmieniam muchę na większą, rzut , cmok i siedzi. Schodzi na dno, przymurowywuje do dna i koniec. Szarpie wędką w prawo w lewo ryba jednak nic sobie z tego nie robi, trwa to chyba kilkanaście minut, a może kilkanaście sekund , nie wiem. Może walnąć ją kamieniem ??? I nagle powoli majestatycznie zaczyna spływać z prądem. Wygina wędkę jakby ta była z wikliny i spokojnie wyciąga sobie najpierw sznur, potem jakieś 20-30 m podkładu. A ja biegnę, biegnę. Wydaje się że to już koniec, wyciągnie cały podkład, szarpnie i żegnaj. W momencie gdy prawie pogodziłem się z utratę ryby ona nagle przystaje, podbiegam do niej, jest blisko brzegu, staram się ją ściągnąć do brzegu .Udaje się, jest tuż pod skarpą. Zeskakuję biorę podbierak i ... tak podbierak to może jest i fajny ale na lipionki, a nie na tajmienie. Mimo wszystko próbuję, uzyskuje tylko tyle że ją spłaszam. Ryba odpływa pod drugi brzeg a tam uskutecznia wyskoki. Jest jednak już zmęczona, daje się prowadzić. Ściągam ją pod prąd w kierunku brzegu. Znowu mam ją pod nogami o podbieraku już nie myślę zeskakuje ze skarpy próbuję za skrzela, za oczy, w końcu chyba przygniatam ją kolanem i łapię wyrzucam na brzeg. Jest moja.

Siadam zapalam papierosa, muszę ochłonąć. Jestem dumny i szczęśliwy. I wtedy zdaję sobie sprawę że jest całkowicie ciemno, a ja jestem kilka kilometrów od obozowiska .Przede mną jeszcze 3-4 kilometrowa wędrówka do obozowiska. Biorę ryby i ze śpiewem ma ustach powracam, śpiewam nie tyle ze szczęścia ,bardziej aby odstraszyć wilki i inne niedźwiedzie. Do obozu docieram około 12 w nocy. To że wszyscy się martwią, to że ekipa poszukiwawcza przeczesuje step nie ma znaczenia, liczy się tylko tajmień, mój pierwszy tajmień. Rano go zmierzyłem. Ponieważ nie miałem miarki , do zmierzenia użyłem pudełka Cameli. Miał długość 11-tu paczek.
Na Tamirze pozostaliśmy jeszcze jeden dzień wtedy, mając trzy dniowe doświadczenie wedkarskie w wodach Mongolii oceniałem go jako doskonały, dziś powiedziałbym cienki. Bo czy złapanie kilkudziesięciu ryb takich 40-50 cm jest czymś nadzwyczajnym gdy liczy się ta jedna. Ta jedna tak głeboko wryła się w moją świadomość że po powrocie do Polski co zrobiłem? A no pojechałem na głowacicę, co prawda skończyło się na wyjeżdzie ale fakt tem uzmysławia co taki wyjazd może zrobić z człowiekiem, zycie wędkarza już nie jest takie samo.

Ale dosyć tych filozoficznych rozważań wróćmy do Mongolii, to co najciekawsze było przede mną a na imie miało Chuulut. Po mongolsku oznacza kamień a w połączeniu z mongolskim Gol czyli rzką, to brzmi magicznie dla muszkarza "kamienista rzeka". Magię chulutu wzmagały opowieści nomadów o jej pięknie itd bla, bla, bla, dla mnie najistotniejsze były słowa Orhu miejscowego pasterza kóz który autorytatywnie stwierdził: "w tym roku w Tamirze jest mało ryb powinniście pojechać nad Chuulut". Zdanie to chciaż dla mnie trochę niezrozumiałe, (nigdy w zyciu nie złapałem tylu tak dużych ryb w tak krótkim czasie), pulsowało w mojej głowie Chulut, Chuulut, Chuulut, Chuulut!!!

Dotarcie nad Chuulut zajeło na ok 10 godzin, obległość pomiędzy Tamirem a Chuulutem jest niewielka ale jachaliśmi wiedzeni instynktem koczowniczym naszego kierowcy a nie mapą. Fakt ze zamiast 6 godzin jechaliśmy 10 spowodował to, że po dotarciu na miejsce moje nerwy puściły i niezważając na temperaturę wody wskoczyłem w adidasach do i zacząłem machać kijem. Wtedy zrozumiałem co Orhu miał na myśli wypowiadając jak się okazało prorocze słowa "powinniście pojechać nad Chuulut". W pół godziny miałem 18 ryb, 8 mi spadło dwie zerwały się z muchą. Co daje niesamowity wynik jak na nasze warynki ok 70 sekund na rybę.

Takie wyniki powtarzają się za każdym zakrętem rzeki. Chaciaż łapałem setki ryb dziennie to z niepokojem oczekiwałem zmierzchu aby usłyszeć cudowne cmok i zobaczyć jak myszka zostaje wciągnięta pod wodę. Taki widok niestey nie jest tak częsty lecz gdy nastąpi pozostanie na zawsze w pamięci.

Miałem szczęście usłyszeć to cmok kilka razy a efekty możecie zobczyć sami.


Ułan Bator


Hotel


Tamir


Taimien i inne


Ciężki..


Obozowisko


W pół godziny


Niezła sztuka


Żona też łowiła


Przyneta na taimienia piesek preriowy mój największy miał takiego w żołądku


Grad


świstak z ogniska


po mongolsku


wilka dostałem w prezencie


Może troche kobylego mleka?


<< PowrótOceń artykuł >>

Galeria zdjęć
95
Email:
Haslo:
Zaloguj automatycznie
przy kazdej wizycie:
Zaloz konto
Gorące dyskusje
Na Forum
Śmieci po
Mistrzostwach Świata
Juniorów

Uprzejma prośba do
organizatorów o
pozbiernie tabliczek
które walają się nad
brzegami
Białki. Z.Strzebońsk
i
Propozycje na naszywkę Forum FF

 [tally] 7

 [tally] 5

 [tally] 10

 [tally] 12

 [tally] 81

 [tally] 10

 [tally] 1

 [tally] 4

 [tally] 19

 [tally] 8

 [tally] 19

 [tally] 93

 [tally] 24

 [tally] 6

 [tally] 7
głosów: 306 więcej >>
Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus