| |
Żyjący pół wieku temu nie zastanawiali się nad tym bo oni myśleli głownie o tym, żeby wsadzić coś do garnka, niektórzy walczyli o wolność czego dzisiaj duża część społeczeństwa nie wie i nie zauważa a wręcz wypiera. Może wspomina lepiej jażmo radzieckie/rosyjskie albo zaborów jak TY.
Czy ja się martwię? tu nie jest dyskusja o moje zmartwienia tylko jak dzisiaj definiować stan dzisiejszy wędkarstwa.Dawanie w " " specjalistów od znęcania się wydaje się niezbyt fortunnym znacznikiem bo to oznacza ton lekceważący ten sposób myślenia. Ci gumofilce owszem robią to z zasadami i przepisami wyznaje zasadę o której piszesz Ty: ma się zwrócić inwestycja w kartę, zanętę i po pierwsze CZY SIĘ OPŁACA wyjazd po 2 ryby gnając po 2 ryby z takiej Warszawy.
Dam Ci tylko przykład tego czy na pewno wszystko zależy od wędkarzy:
do rzek i cieków trafia mnóstwo z gospodarstw domowych wydalanych środków farmaceutycznych: środki p/bólowe, zapalne, hormony, leki chemioterapeutyczne, wspomagające.
To substancje, które nie są w żaden sposób likwidowane w szpitalach i domach a tym bardziej w oczyszczalniach.
To gigantyczna skala, z którą nikt nic nie robi.
Dalej będziesz twierdził, że NO KILL załatwia sprawę?
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
Hyyyyymmmm, jak tu się do tego zabrać?.
1. Dla mnie No Kill to nic innego jak miejsce do łowienia ryb i ich wypuszczania. Zgodnie z moją
dzisiejszą wiedzą jest to tylko i wyłącznie basen, obszar rzeki, gdzie wrzuca się ryby, które z punktu
widzenia wędkarza dają przyjemność z łowienia. Im dłużej będziemy je wypuszczać tym dłużej
będziemy mogli je łowić. To proste.
Z punktu widzenia przedłużenia gatunku, rozmnażania nie daje to nic. Warunki jak i materiał
wpuszczany do tychże No Kill jest kiepski, wątpliwie wartościowy pod tym względem.
2.Teraz odniosę się do wyjazdów 50-100 km. Jeśli Ty definiujesz wyjazd wędkarski jako coś, co ma
się opłacać to w moim rozumieniu stawiasz się na równi z byle gumofilcem. On płaci za kartę
pincet(500 zł) i ma mu się zwrócić. Każdy wyjazd ma się zwrócić. A Ty piszesz o dwóch rybach. Ból
dupy? Że inwestycja w zanętę, robaki czy inne akcesoria?I że to się może nie opłacić?
3. Mój drogi. Przyszła chwila aby zdefiniować i redefiniować czym jest wędkarstwo jako takie.
Oddzielenie odcinków No kill od mateczników bo w moim myśleniu, to nie jest tożsame. To dwie
różne kwestie.
Oddzielenie zabierania ryb od niezabierania i z jakiego to jest powodu.
4. Ja nie rozumiem słów:
"Wyobrażasz sobie że ktoś przyjedzie nad San (Lesko) aby złowić i wziąć dwie dozwolone sztuki ryb?
Z Polski.
Rzeszowa, Krakowa, Śląska nie mówiąc już o Warszawie? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam"
Zobacz, że rozmawiamy tu/piszemy o tym, że czy się coś opłaca czy nie. Czy No KIll jest OK czy nie
jest OK. Co jest matecznikiem a co nie jest. Włączamy do tego jakieś zabory, Niemców? Do jakiego
poziomu sprowadzamy dyskusję, że podpieramy się tu takim przykładami.
Jeśli nie zrozumiemy dzisiaj, jako grupa, pasjonatów( tu mam duże wątpliwości czy jest tego choć
15%), że w tym przypadku rzeka to nie jest coś stałego, że działa na nią szereg czynników, które
definiują to co w niej żyje i czy może żyć to będzie to co raz bardziej kwestia konsupcjonizmu ale nie
w postaci mięsa tylko emocjonalnym. I tak druga kwestia jest do zrozumienia.
Redefinicja wędkarstwa w całości a w naszym przypadku wędkarstwa muchowego. Ale do tego
trzeba wielkiej wyobraźni, zrozumienia przemian, wiedzy( szerokiej).
5.Bami bardzo dobrze przedstawił, może w sposób trochę futyrystyczny, jak będzie wyglądało
wędkarstwo za 50 lat. Jak patrzę w co wyposażeni są wędkarze łowiący z łodzi, w jaką technologię to
śmiem twierdzić, że to zaczyna się już dziać.
____________________
pkt5. Czy żyjący pół wieku temu martwili się o to czym ty teraz (i @bami)? Skąd wiesz co będzie za
50 lat? Jakie masz gwarancje że w ogóle coś będzie? Bez względu z na to z jakiego powodu.
Ale jak chcesz możesz się martwić. Nawet poświęcać. Inni będą korzystać , grac w -uja, żyć "tą
chwilą" i dla siebie. I co im zrobisz? Możesz nawet walczyć o świeże powietrze zgodnie z kierunkiem
UE. Tylko jak zmusisz do tego samego resztę stworzeń żyjących w tej samej bańce "powietrza"?
choćby te resztę (6-7mld) ludzi.
pkt1-4 Wytłumacz to "zielonym", specjalistom od definicji "znęcania się". Nie tym "gumofilcom co
robią to zgodnie z zasadami.
Łowisko "no kill" to basen? Staw? Burdel? Działalność gospodarcza? Rozumiem to inaczej niż Ty.
Powtórzę, nas (sympatyków, pasjonatów, wędkarzy-legalnych i innych ) nie będzie, to na to miejsce
wejdą kłusownicy. Złodzieje, kombinatorzy. Jeżeli w to nie wierzysz, nie przekonam Cię. Ja to znam.
|