| |
Spisałem się wczoraj żeby odpowiedzieć ale oczywiście wylogowało mnie w międzyczasie i
wszystko trafił … „ten” co zawsze.
Widząc jak pięknie odbudowała się populacja ginących gatunków mam taką propozycję dla
wszystkich „cierpiących młodych Werterów”. Załatwmy w Ministerstwie Środowiska
całkowity zakaz połowu ryb i wszelkich czynności szkodliwych dla ryb. Żadnego zarybiania,
grzebania w stadach. Niech to co ma żyć samo sie przystosuje i żyje. To co ma zniknąć,
niech znika. Wędkarze? Wędkarze mogą utworzyć kluby, koła, grupy, oddziały pilnujące wód
i polujące tym razem na tych którzy będą chcieli dobrać się do tego co będzie żyło w
wodach. Coś na kształt amerykańskiego ICE. Bardzo niepopularnego ale skutecznego.
Dalej będziemy polować tyle tylko że cel obierzemy inny. Sprzęt, zabawki i wyposażenie
wędkarza będzie dużo tańsze. Każdego będzie stać na „takie łowienie”. Żadnych zakazów,
limitów, ograniczeń.
Dla niedowiarkow, dowodem sukcesu takiego sposobu działania niech będą populacje
żubrów, wilków, niedźwiedzi, bobrów i naszych kochanych kormoranów. Tam rozmnażanie
odbywa się w sztukach wiec czas oczekiwania na efekt powinen się skrócić. Chętnych żeby
dobrać im się do „mięska” też jakoś nadmiernie nie widać.
Próby naprawy tego co już się spier***ło to zwykle marzenia, marudzenie, czepianie się i
niepotrzebne wkur****nie. Uwierzcie. Dodam że po odbudowaniu populacji gospodarze wód
(o ile tacy jeszcze będą) muszą dostać „w łeb” hasłem „ręce precz od grzebania w rybach”.
Wiadomo jakiego grzebania.
Łowienie? Łowienie będzie dozwolone tylko jako formuła „No Kill”, tzw. „znęcanie się nad
zwierzętami” O ile będzie.
Pasuje Wam takie rozwiązanie? Jeżeli tak to komu z marudzących. Działamy nie gadamy.
Miłej niedzieli i pięknych chwil nad wodą. Nieważne jak kto rozumie piękno.
|