| |
Istotnie, tak jest z tym nieszczęsnym paskiem. Pamiętam jakieś 10 lat temu jak właśnie przez ten
żołnierski, szczelnie zapięty pasek nie mogłem ustabilizować spływu w dół rzeki, a miało to miejsce na
płytach w Temeszowie. Dobrze, że łowiłem na końcu płyty fliszowej, w łożysku rzeki, bo w końcu oparłem
się nogami (cyklicznie "darło je do góry") o żwirowisko, gdzie nurt już spowalniał. Ode chciało mi i się
wówczas łowienia na co najmniej tydzień....Bardziej byłem mokry z tego wszystkiego chyba ze strachu,
aniżeli z samej nieopacznej kąpieli.
|