f l y f i s h i n g . p l 2019.12.08
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
FORUM  WĘDKARSTWA  MUCHOWEGO
Email: Hasło:
Zaloguj automatycznie przy każdej wizycie:
Jeśli jeszcze się nie zarejestrowałeś: Załóż konto

Ostani post! Temat: Odp: No co za jełop dał jedynkę???. Autor: Jan Kowal. Czas 2019-12-07 23:59:27.


poprzednia wiadomosc Odp: San : : nadesłane przez piotr zieleniak (postów: 633) dnia 2019-10-20 17:45:29 z *.neoplus.adsl.tpnet.pl
  Pewnie ta dyskusja i tak nic nie da. Ewentualnie zostanę jeszcze bardziej "znielubiany". Postaram się jednak wskazać moim zdaniem największy problem. Otóż od wielu lat na Sanie są odławiane lipienie do tarła w hodowli. Brałem udział w takich odłowach i przyznam, że z jednej strony wierzyłem w słuszność misji jednocześnie miałem wątpliwości bo przecież zabieraliśmy tarlaki z rzeki uniemożliwiając im odbycie naturalnego rozrodu. Rokrocznie było trudniej pozyskać potrzebną ilość bo też zamieniając ryby z naturalnego tarła na te z hodowli zanikały wędrówki tarłowe. Zmierzam do tego, że na Olszance i Choczewce nie powinno się prowadzić odłowów wogóle. Również poniżej ujść tych rzek należy zostawić dorosłe ryby w spokoju. Wiem, ze to niechciana prawda ale moim zdaniem to kluczowa sprawa. Przywrócenie tarła w dopływach Sanu. Oczywiście wiem, że mętnice, kormorany, nurogęsi itd. jednak uważam, ze bez powrotu do udanego naturalnego tarła osłabionej populacji Sanu na lipieniowy sukces nie możemy liczyć.
  [Powrót do Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem]    
 
Nadawca
Data
  Odp: San [15] 20.10 18:41
 
Dobre odcinki tarliskowe są na Sanie. Jakieś dwa tyg. temu widziałem na płyciutkich przelewach na których było
dużo drobnego i grubszego żwirku ładne pstrągi które goniły mojego głowacicowego strima. Żaden z nich o dziwo
się nie zapiął, może przez to ze woda była ok 30cm, pogoda "lampa" więc zdążyły mnie zobaczyć i uciekały.
Poprawiać nie chciały. Co z tego gdy na tym odcinku można spinningować cały rok. Podobnie jest na odcinkach
Sanu w okolicach Leska. Jest kilka płyciutkich przelewów gdzie lipienie wiosną próbują się wytrzeć lecz śmigać
tam możemy, podobnie jak teraz w okresie tarła pstrągów. Ryby chyba takich miejsc nie "spróbują".

Jeżeli z braku tarlisk w potokach (na których albo nie ma wody lub jak jest to zanieczyszczona w różny sposób),
nie damy pewnym odcinkom na Sanie spokoju z deptaniem, to nie ma co liczyć na tarła z potoków czy dopływów.
Wiele dobrych odcinków tarliskowych jest od Leska do min. Sanoka ale jak tam jest dobrze wiemy. Brakuje tam
ryb i kontroli, można łowić cały rok, ptaki, itd,itd. Gdyby tam postawić monitorowane inkubatory i zakazać wstępu
przez tyle co trzeba, kto wie czy coś by z tego się nie wykluło teraz jesienią. Wiosną woda tam najczęściej
powodziowa.


"Brakuje też widoku wędkarzy. San świeci pustkami. Myślę, że powinniśmy bez złośliwości podyskutować i
poszukać jakiegoś scenariusza odrestaurowania Sanu sprzed kilku lat. Oczywiście wiem, ze są z lipieniami lata
lepsze i gorsze ale obecna sytuacja to w moim przekonaniu konsekwencja dłuższego działania."


Czy nie o to chodziło 10 lat temu likwidując presję. Sprawa załatwiona w 100%, zgodnie z planem.
 
  Odp: San [14] 20.10 19:23
 
Najlepszym pod wieloma względami wydaje się być kilkukilometrowy odcinek starego koryta od zapory do
turbin. Tam jest miejsce na poligon doświadczalny. W miarę stabilny przepływ i odpowiednia termika,
zagrożenie metnicami pomijalne. Tam należałoby skoncentrować działania. Tarliska, inkubatory i naturalne
podchowalniki wylęgu. Można się wyżyć. Dodatkowo reanimować dopływy maksymalnie.
Przede wszystkim zaniechać, a w każdym razie ograniczyć do minimum sypanie selektem. Tylko naturalne
procesy dają jakiekolwiek szanse.
 
  Odp: San [0] 20.10 21:50
 
Stare koryto będzie niebawem ulepszone - nie mamy na to wpływu choć braliśmy udział we wszystkich
rozprawach wnosząc swoje uwagi.
Zbudowaaliśmy tam z pomoca Józka Jeleńskiego 10 ogromnych tarlisk z 4 tys ton żwiru.
Co roku prof. Mikołajczyk inwentaryzuje tarliska pstrąga i są prawie wszędzie. Jak więc mamy
zagrzebywać ikrę w żwirze gdzie wcześnniej dzikie pstrągi zostawiły swoją? Może trzeba wysypać ikrę
tuż przed wylęgiem nie zagrzebując jej, choć jeśli sypiemy tam po 200 tys wylęgu jeszcze z nie wpełni
zresorbowanym workiem to chyba na jedno wychodzi
A zarybienie seklektami od wielu lat robione jest od Postołowa w dól.
 
  Odp: San [12] 21.10 09:19
 
Dodatkowo reanimować dopływy maksymalnie.

A jak konkretnie?
 
  Odp: San [11] 21.10 09:53
 
Obligujac właściciela do naprawienia tego co spieprzył.
Najpierw trzeba stworzyć wieloaspektowy program obejmujący działania na wielu płaszczyznach.
Pozyskać środki gdzie tylko się da i realizować po kolei. Kierunek wiadomy.
Takie tematy są realizowane od lat w wielu miejscach na świecie. Wszystko zależy od chęci.

Tu przykład, że się da

https://youtu.be/h-0NIG508FA

 
  Odp: San [1] 21.10 09:54
 
Inaczej
 
  Odp: San [0] 21.10 11:45
 
Masz czas aby to pchnąć?
 
  Odp: San [8] 21.10 10:58
 
Obligujac właściciela do naprawienia tego co spieprzył.

Ale w zasadzie to Olszanka i Hoczewka nie zostały tak bardzo spieprzone. Powiedziałbym, że nawet
bardzo mało. Nie jest winą właściciela, że ta druga w kwietniu niesie wodę o temperaturze 22 C
podczas gdy powinna mieć coś około 10C.
 
  Odp: San [4] 21.10 12:26
 
Obligujac właściciela do naprawienia tego co spieprzył.

Ale w zasadzie to Olszanka i Hoczewka nie zostały tak bardzo spieprzone. Powiedziałbym, że nawet
bardzo mało. Nie jest winą właściciela, że ta druga w kwietniu niesie wodę o temperaturze 22 C
podczas gdy powinna mieć coś około 10C.


Oj zostały, zostały ... zwłaszcza ta druga ... Pamiętam czasy wsiedlania lipieni do Sanu w latach 70-tych, kiedy to małe i duże rzeki i rzeczki Beskidów i Bieszczad niosły mnóstwo zimnej wody z roztopów do maja, w czerwcu były zasilane opadami i dno "przebudowywane", bo było pełne żwiru ... Wtedy Hoczewka była jedną z głównych rzek tarliskowych, a drugim - Potok Tyrawski. Zresztą, tam były prowadzone te pierwsze zarybienia wylęgiem ...

Do dziś też pamiętam "kampanie lipieniowe" (i złość dyrektora MZGRW w Rzeszowie, kiedy podpuszczałem prezesa krośnieńskiego okręgu do domagania się rekompensaty za uszczuplenie naturalnego tarła przez zabieranie tarlaków) ... wtedy wejście na dwa dni z agregatem na Tyrawski owocowało uzyskaniem 300-400 okazałych tarlaków do sztucznego rozrodu ...

Ten "właściciel" jest reprezentowany przez wiele instytucji wpływających destrukcyjnie na retencję dolin rzecznych, na przepływ wód, na zasoby żwiru ... Od dawna juz Hoczewka płynie po skale, a nie po żwirze, lasy nie zatrzymują wody śniegowej, bagna są drenowane, a wszystko dla "gospodarki leśnej i rolnej", w której rybactwo nie jest traktowane jako istotna część ...

To, że lasy wysychają i kilka dni suchych powoduje zagrożenie pożarowe wcale nie skłąnia do refleksji, a tylko do działań pozornych ... Bo z suchego lasu łatwiej wyciągnąć selektywnie wycinane drzewa (często dolinką źródliskowego potoku, najlepszego do tarła), zamiast zostawić go w spokoju na 100 lat żeby sobie rósł ... i spełniał swoje funkcje jak należy ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski

 
  Odp: San [0] 21.10 12:30
 

 
  Odp: San [2] 21.10 14:49
 
Ale w zasadzie to Olszanka i Hoczewka nie zostały tak bardzo spieprzone.

Oj zostały, zostały ... zwłaszcza ta druga ...

Ten "właściciel" jest reprezentowany przez wiele instytucji wpływających destrukcyjnie na retencję dolin
rzecznych, na przepływ wód, na zasoby żwiru ...



Zatem w takim rozumieniu naprawa jest niemożliwa w jakiejś rozsądnej perspektywie czasowej. Trzeba
by zwinąć asfalt z Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej a i to nie wiem czy by pomogło. Wody brakuje również
na obszarach gdzie nie prowadzi się gospodarki leśnej. Zdjęcie podkrakowskiego potoku, a w zasadzie
tego co nie z niego zostało, a w którym 30 lat temu żyły dzikie pstrągi.
 
  Odp: San [0] 21.10 14:50
 
zdjęcie
 
  Odp: San [0] 21.10 15:03
 
Ale w zasadzie to Olszanka i Hoczewka nie zostały tak bardzo spieprzone.

Oj zostały, zostały ... zwłaszcza ta druga ...

Ten "właściciel" jest reprezentowany przez wiele instytucji wpływających destrukcyjnie na retencję dolin
rzecznych, na przepływ wód, na zasoby żwiru ...



Zatem w takim rozumieniu naprawa jest niemożliwa w jakiejś rozsądnej perspektywie czasowej. Trzeba
by zwinąć asfalt z Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej a i to nie wiem czy by pomogło. Wody brakuje również
na obszarach gdzie nie prowadzi się gospodarki leśnej. Zdjęcie podkrakowskiego potoku, a w zasadzie
tego co nie z niego zostało, a w którym 30 lat temu żyły dzikie pstrągi.


Wielka Pętla już istniała w latach 70-tych, o których wspominałem w jednym z komentarzy ... i wciąż było w miarę dobrze ... Gorsze nadeszło później ...

I czynników dewastujących stosunki wodne w dolinach jest wiele ... potrzebnych żeby potencjalnie naprawiać - wielokrotnie więcej ... Entropia ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
  Odp: San [2] 21.10 12:28
 
Nic nie poradzimy na brak śnieżnych i mroźnych zim. Nikomu nie są one na rękę większość cieszy się z tego co
jest.
Odbudowy dopływów nie zrobi nikt prócz natury. Jeżeli nie będzie dużych powodziowych wód to żwir będzie nadal
tam gdzie jest- na brzegu i w najbliższej okolicy koryta którego poziom jest zgodny z poziomem wody. zazwyczaj
minimalnym. I leżymy z pomysłami. :-I
 
  Odp: San [0] 21.10 14:26
 
Nic nie poradzimy na brak śnieżnych i mroźnych zim. Nikomu nie są one na rękę większość cieszy się z tego co
jest.
Odbudowy dopływów nie zrobi nikt prócz natury. Jeżeli nie będzie dużych powodziowych wód to żwir będzie nadal
tam gdzie jest- na brzegu i w najbliższej okolicy koryta którego poziom jest zgodny z poziomem wody. zazwyczaj
minimalnym. I leżymy z pomysłami. :-I


Ze wszystkimi zasobami tak jest, że mniejsza dostępność wymaga bardziej oszczędnego ich używania, większej staranności w ich zachowywaniu. Skoro (jeśli to zawsze prawda, a sądzę, że tak nie jest) niby mamy mniej śniegu w zimie, to tym bardziej zdolność retencyjna lasu i terenów dolin powinna być wspomagana różnymi sposobami.

Z dawnych czasów, kiedy zaczynałem łowić pstrągi, jeździłem z Tatą nad Jasiołkę czy Wisłokę. Sezon zaczynał się 1 kwietnia i w tymże kwietniu w lasach i w jarach leżało jeszcze sporo śniegu, osłoniętego przed roztopieniem krzewami i gęsto rosnącymi drzewami. Cieplejszy dzień oznaczał przyspieszone roztapianie pozimowych pozostałości, zimną i słabo natlenioną wodę oraz słabe żerowanie. Dlatego najlepiej było jechać w dni po nocnym przymrozku, do tego wcześnie rano, kiedy łamały się tafelki lodu na kałużach. Łatwiej też było dojśc do rzeki po podmokłym terenie.

W maju w Wisłoce było tyle wody, że w woderach (wówczas dostępnych) "biodrówkach" trzeba było znać bród poniżej Krępnej żeby przejść na druga stronę rzeki (mostów nie było)... Ale za to były lasy, bagienka i mnóstwo wody w korycie rzeki ... no i ta woda powodowała erozję skał i rozbijała erodujące fragmenty skalne na żwir ... bo żwir się cały czas tworzy, a nie został "stworzony" i jest ... "Kreacjonizm" nie ma tu zastosowania ...

Analigiczna sytuacja była na Jasiolce, Wisłoce, Wisłoku, Wołosatym, Sanie, Solince, Wetlince ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski


 
  Odp: San [0] 21.10 14:51
 
Odbudowy dopływów nie zrobi nikt prócz natury. Jeżeli nie będzie dużych powodziowych wód to żwir będzie nadal
tam gdzie jest- na brzegu i w najbliższej okolicy koryta którego poziom jest zgodny z poziomem wody. zazwyczaj
minimalnym. I leżymy z pomysłami. :-I


Trudno też przyjmować takie ekstensywne podejście do procesów naprawczych ... żeby "natura" mogła cokolwiek to musiałaby na dłuższy czas być pozostawiona "sama sobie" ... a tego nie ma ...

Wciąż trwa zabudowa dolin, budowanie lub przebudowywanie dróg, wykorzystywanie zasobów wodnych do potrzeb komunalnych i hodowlanych (na szczęście nie do nawadniania upraw, jak widziałem np. we Francji gdzie rzeki całkiem przestają płynąć) ...

Do tego wspominana już eksploatacja lasów, eksploatowanie żwirowisk, osuszanie terenów podmokłych, przyspieszone spuszczanie wody "do morza" itp. itd.

Odbudowa dopływów (a właściwie całych dolin rzecznych) wymaga rozsądnej ingerencji ludzkiej, bo ingerencja ludzka je dewastuje ... I jeden czynnik może zdewastować, a wiele trzeba usprawniać żeby umożliwić odbudowanie i utrzymywanie zasobów wodnych. To, co widac w korycie rzeki jest tylko końcowym efektem tego, co dzieje się w całej dolinie ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
  Odp: San [5] 20.10 21:38
 
Kłopoty Sanu właśnie wzięły i biorą się stąd, że SKUTECZNOŚĆ naturalnego tarła w ostatnich kilku latach
stanowi margines. I nie myślę tu o samym akcie tarła tylko o skutecznym wyprowadzeniu wylęgu i
narybku. W tym roku tarło lipieni było ok 10 kwietnia a 26 kwietnia woda w Hoczewce miała 22 stopnie.
Lipieni przed tarłem w Hoczewce i Olszance w ostatnich latach prawie nie odławiamy i myślę, że to jest
bląd bo ikra w 22 stopniach w całości obumiera a zabrane tarlaki miałyby szanse na przekazanie swych
genów. W Hoczewce i Olszance w ostatnich latach do tarła łowimy jedynie klenie.
Znasz San i zapewne wiesz że w ostatnich latach nie ma "wysypu" narybku jak choćby 5 lat temu i
wcześniej. Narybek pojawia sie właściwie jedynie po zarybieniach od września tak jak w tym roku.
Pewnie te wyjaśnienia z mojej strony i tak nic nie dadzą a znielubiany i tak jestem. I obaj wiemy dlaczego.
 
  Odp: San [4] 21.10 06:58
 
Pytanie zatem co dalej?
 
  Odp: San [3] 21.10 12:14
 
Pewnie to co z Kosarzewką, podobno brakło wody i ryby zjechały w inne miejsca.
I co z tym zrobisz?.
 
  Odp: San [2] 21.10 16:03
 
Na Kosarzewce podobnie jak na wszystkich wodach lubelszczyzny mamy dramatyczny problem z wodą i na to nie
ma rady. Można się jedynie modlić o deszcz. Ryby jednak są. Wczoraj rozegraliśmy tam ostatnie w tym roku
zawody na których dwudziestu dwóch wędkarzy złowiło 156 wymiarowych lipieni. Biorąc pod uwagę katastrofalnie
niską wodę i ogólną "małość "tych rzeczek to znakomity wynik tym bardziej, że przeważały ryby duże. Mamy w
rzece wszystkie roczniki ale pamiętać należy, że to wyjątkowo kruchy ekosystem maleńkich rzeczek. Oczywiście
wiem, że jeszcze kilka lat z tak małą wodą może oznaczać koniec tych łowisk. Jednak trwam przy zdaniu, że
trzeba im konsekwentnie dawać szansę przez dawno wypracowane metody. Wciąż budujemy tarliska, pilnujemy
je w czasie tarła. Mamy całkowity zakaz zabijania lipieni, odcinki nokill, staramy się dobrze zarybiać, angażujemy
w pracę wiele osób itd. Wciąż stosuję się do Twojego scenariusza, że udane tarło to takie w którym uczestniczy
dużo dużych ryb. Klimatu nie zmienię ale robię swoje. Będę się też upierał, że dla Sanu najlepszym rozwiązaniem
będzie stawianie na naturalne tarło w dopływach. To, że jednego roku w kwietniu woda w Hoczewce była zbyt
ciepła w co mi zresztą trudno uwierzyć nie znaczy, że za rok nie będzie lepszych warunków.
Co miałem do powiedzenia napisałem i nie zamierzam się więcej "produkować".
Mojemu ukochanemu Sanowi i rybom w nim żyjącym tak lipieniom jak i głowacicom życzę dobrego Boga.
 
  Odp: San [0] 21.10 18:02
 
Bóg Piotrusiu już dawno odwrócił się od wędkarzy za ich grzeszki
 
  Odp: San [0] 21.10 19:53
 
Może jedna ocali San jeśli znajdzie się choć jeden sprawiedliwy. Tak naprawdę wszyscy chcemy by wróciły lepsze czasy naszych rzek i trzeba uparcie wierzyć w to, że tak jeszcze będzie.
 
       


Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus