f l y f i s h i n g . p l 2019.10.14
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
FORUM  WĘDKARSTWA  MUCHOWEGO
Email: Hasło:
Zaloguj automatycznie przy każdej wizycie:
Jeśli jeszcze się nie zarejestrowałeś: Załóż konto

Ostani post! Temat: Odp: Prawdziwe intencje rządu. Autor: witek ziemkowski. Czas 2019-10-14 00:01:56.


poprzednia wiadomosc Ekonomika wędkarstwa : : nadesłane przez S. Cios (postów: 1475) dnia 2019-09-19 21:12:42 z *.dynamic.chello.pl
  W wolnej chwili czasem otwieram ff, żeby zobaczyć, czy nasi wędkarze intelektualnie posunęli się coś do przodu. Postęp niewielki, a przynajmniej mniejszy, niż należałoby oczekiwać.
Gdy w 2004 przyjęto nowy model zarządzania wodami (konkursy na operaty), wybrano selektywnie jeden element z systemu przedwojennego, tj. konkurs publiczny. Resztę odrzucono, a w szczególności: opłaty za dzierżawę wód oraz istnienie wielu podmiotów (dawniej w zasadzie każdy obwód należał do innego dzierżawcy). Opłata była kluczowym czynnikiem - kto dał więcej, ten otrzymywał wodę. Wtedy powstało coś takiego, jak ekonomiczna wartość rewiru. Jeśli powstała szkoda, to już była jakaś podstawa dochodzenia roszczeń z tytułu odszkodowania. Można było też:
- dokonać porównania wartości poszczególnych rewirów (niezwykle interesująca kwestia);
- wykazać wartość gospodarczą wód, niezależnie od wartości sprzedawanych ryb.
W okresie PRL tego nie było, ponieważ zakładano, że wody służą masom pracującym. I tak zostało do dzisiaj, choć nikt nie używa tych słów. W praktyce więc wody są bezwartościowe, ponieważ nie przynoszą jej właścicielowi, czyli Państwu, żadnych korzyści. W praktyce wody stanowią nawet problem, ponieważ w czasie powodzi czynią szkody, a także zajmują cenną ziemię, którą możnaby przeznaczyć na inne, lepsze cele, z których idą podatki do budżetu Państwa (zasypuje się więc rowy i drobne cieki, prostuje cieki, żeby nie kręciły). Rybołówstwo na wodach otwartych w Polsce od średniowiecza na ogół nie cieszyło się większym zainteresowaniem panujących, jako źródło dochodów. Służyło głównie do zaspokajania popytu konsumpcyjnego (zob. Ryby w życiu Polaków..., 2007).
Zgodnie z założeniami PRL, PZW miało monopol na zarządzanie wodami publicznymi (pomijam kwestię PGR, to to odrębna kwestia). Jego podstawowym celem było również zaspakajanie popytu konsumpcyjnego, zwłaszcza w kontekście braku żywności na rynku. Do tego dochodziła rekreacja mas pracujących, ściśle powiązana z możliwością złowienia ryb konsumpcyjnych. Przyjęto więc określone zasady, które w niewiele zmienionej formie przetrwały do dzisiaj, tj: 1) masowość , 2) taniość, czyli niskie składki, żeby plebs nie narzekał. Dzisiaj nazywamy to populizmem. O ile w pierwszych latach PRL funkcjonowało to nieźle (prymitywny sprzęt, relatywnie mała ingerencja w środowisko, duże populacje ryb, mała mobilność społeczeństwa), o tyle od lat. 80 sytuacja zaczęła się szybko zmieniać. Zmieniły się warunki funkcjonowania wędkarstwa, ale nie zmieniono podstawowych zasad PZW i systemu zorganizowanego wędkarstwa. Nikt nie był tym zainteresowany: ani władze polityczne (oceniam, że nie rozumiały problemu), ani działacze szczebla centralnego PZW (zbyt dużo mieli do stracenia, bo przywileje kuszą). Rzekoma decentralizacja od kilkunastu lat niewiele zmieniła. Owszem, w kilku okręgach pojawiła się garść sprawnych menadżerów, ale nie miało to wpływu na całokształt wędkarstwa.
Jakakolwiek poprawa w naszym systemie musi być oparta o 2 elementy:
- wartość wody i zasobów rybnych (czyli ten, kto zapłaci najwięcej ustala tę wartość),
- decentralizacja, czyli tworzenie samodzielnych i niedużych towarzystw dzierżawiących wody, na ogół na własnym terenie.
Przekazanie dużej ilości wód w gestię jednego Okręgu, który ma mało członków mało środków, mało kompetencji, jest nieporozumieniem. Z doświadczenia wiem, że członkowie zarządu Okręgu często nie mają wiedzy ichtiologicznej, wędkarskiej lub w zakresie zarządzania, nie mówiąc o znajomości zasad praw, prowadzenia korespondencji, itp. Dochodzimy do tego, że na stanowiskach kierowniczych często są osoby wybierano na zasadzie - fajny kumpel i dobry wędkarz, ale takie, które nie mają wiedzy o tym, czym powinny się zajmować i jak współpracować z różnymi instytucjami publicznymi i naukowymi. Powiem więcej, często są to osoby, z którymi nikt poważny nie będzie rozmawiał, z uwagi na dużą różnicę poziomu intelektualnego, i nie będzie chciał tracić czasu. Odnoszę też wrażenie, że wiele osób na szczeblach kierowniczych w ogóle nie wie, czym jest kierowanie instytucją społeczną.
Dla mnie nie miało znaczenia, czy w PZW rządziły osoby z policji. Potencjalnie mogło by to być nawet dobre, zwłaszcza w kontekście zwalczania kłusownictwa, no bo któż może to zrobić lepiej niż organy ścigania. Tego jednak nie zauważyłem, a przynajmniej nie znam żadnych opublikowanych danych, które przekonałyby mnie do tego, że kierowanie PZW przez osoby związane z określonym środowiskiem jest czymś korzystnym.
Odrębną sprawą jest rozbudowany system przywilejów w PZW, który konserwuje system. Chodzi zwłaszcza o zniżki lub nawet całkowite zwolnienia z opłat. Dla mnie osoby mające takie przywileje nie mają żadnego moralnego tytułu do tego, żeby obciążać innych wędkarzy opłatami za swoją przyjemność łowienia ryb. Ale ponieważ nikomu to nie przeszkadza, więc to chyba tylko ja głoszę jakieś herezje, bo ma być tanio i za darmo, a o ryby ma się troszczyć Pan Bóg, jak to dawniej mawiali górale.
  [Powrót do Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem]    
 
Nadawca
Data
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [7] 19.09 21:49
 
Państwo z wędkarstwa nie ma nic?
Może porównałby ktoś dane (o ile jakieś są) z dochodami z wędrówek po górach, kajakarstwa, jazdy konnej
czy innych rozrywek.
Jakoś nie mogę się z pierwszym zdaniem zgodzić.
Może trzeba kogoś mądrego (np. Pan autor) aby uderzyć tam gdzie trzeba i nastukac do główki tym co trzeba
że wędkarstwo to tak samo dobra rekreacja jak wymienione wyżej. Może nie da się na nim przemielić takiej
kasy jak w RZGW ale czy efekty związane z wędkarstwem są mniej ważne jak pieniądze? Wypadałoby aby
ktoś mądry tępakom na górze, cwaniaczkom od robienia kasy wytłumaczył na czym sprawy się mają.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [6] 19.09 22:47
 
Panie Stanisławie. Bardzo dziękuję za ten opis sytuacji. Świetnie
ujęta geneza powstania i analiza struktury dająca wszelkie podstawy
do rozwiązania istniejacej organizacji, przeorganizowania struktur i
powołania nowej struktury dostosowanej do istniejącej sytuacji
rynkowo, gospodarczo środowiskowej kierowanej przez
kompetentne zarządy. PZW to relikt poprzedniej epoki i możemy
tylko wstydzić się, że coś takiego jeszcze funkcjonuje. Mam nadzieje,
że rychło zakończy swój żywot z oczywistej przyczyny nie pasując do
rzeczywistości jak zardzewiała dymiąca Syrenka na autostradzie.
Raczej nikogo nie trzeba przekonywać do korzyści jakie państwo
może mieć przy odpowiednim podejściu do sprawy. Wystarczy
spojrzeć na rynki wędkarskie np. USA czy Norwegii gdzie przemysł
wędkarski w połączeniu z turystyką wędkarską generuje miliardowe
obroty. Z tego są podatki i rozwój regionów dających upust
wedkarskim fantazjom tysięcy żądnych doznań macho.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [5] 20.09 09:47
 
Panie Stanisławie. Bardzo dziękuję za ten opis sytuacji. Świetnie
ujęta geneza powstania i analiza struktury dająca wszelkie podstawy
do rozwiązania istniejacej organizacji, przeorganizowania struktur i
powołania nowej struktury dostosowanej do istniejącej sytuacji
rynkowo, gospodarczo środowiskowej kierowanej przez
kompetentne zarządy. PZW to relikt poprzedniej epoki i możemy
tylko wstydzić się, że coś takiego jeszcze funkcjonuje. Mam nadzieje,
że rychło zakończy swój żywot z oczywistej przyczyny nie pasując do
rzeczywistości jak zardzewiała dymiąca Syrenka na autostradzie.
Raczej nikogo nie trzeba przekonywać do korzyści jakie państwo
może mieć przy odpowiednim podejściu do sprawy. Wystarczy
spojrzeć na rynki wędkarskie np. USA czy Norwegii gdzie przemysł
wędkarski w połączeniu z turystyką wędkarską generuje miliardowe
obroty. Z tego są podatki i rozwój regionów dających upust
wedkarskim fantazjom tysięcy żądnych doznań macho.

Jak to pięknie powiedziane i jakie proste do zrealizowania. Nie wiem skąd te dane o miliardowych
zyskach z turystyki i przemysłu wędkarskiego w Norwegii, ale chętnie posłucham. USA to inna bajka,
ze trzydzieści milionów łowiących, mających dużo większe pieniądze i dużo zasobnych w ryby wód.
Nie da się w żaden sposób porównać z naszymi realiami. A jak wygląda na tym tle przeciętny, polski
macho z wędką? Ten jeden z sześciuset tysięcy, razem z niezrzeszonymi może jeden z około
miliona? Przyzwyczajony do tego, że ktoś za niego coś robi, oczywiście najczęściej ci ktosie wszystko
robią źle i i tak w powszechnej opinii są oceniani. Ten maczo, który raz w roku wpada do koła opłacić
składki w wysokości kilkudziesięciu groszy dziennie na ochronę i zarybienia i przeklina, że aż tyle płaci
a wody dostaje puste. To ja Koledze zadam pytanie. Jak miałyby wyglądać te przeorganizowane
struktury, skąd ci kompetentni ludzie do kierowania nimi, jakim sposobem przejmą wody dla tych paru
setek tysięcy wędkarzy i jak sobie te już kompetentnie kierowane nowe struktury poradzą sobie w
rzeczywistości tworzonej przez Wody Polskie , bo nic nie wskazuje by polityka państwa w stosunku do
wód miała się jakoś radykalnie zmienić.? Jakiś czas temu na innym forum zadałem pytanie. Jak ma
wyglądać nasze wędkarstwo po PZW? Oczywiście chyba nikt nie wierzy, że ktoś przyjdzie, pstryknie
palcami i PZW tak zniknie Pytałem, czy ktoś może wskazać jakieś konkretne przykłady dobrze
zarządzanych u nas wód, które da się powielić ku zadowoleniu wędkarzy i z korzyścią dla wód. Stany,
Norwegię i podobne zostawmy w spokoju. Polska rzeczywistość, a więc wody, uwarunkowania prawne
i zwłaszcza polscy wędkarze jednak znacznie odbiegają od tamtych. No i nie doczekałem się
odpowiedzi.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [3] 20.09 18:12
 
To nie jest zdecydowanie prosta sprawa. Jedno jest pewne, PZW w
obecnym kształcie nie nadąża, nie spełnia oczekiwań i co
najważniejsze nie ma pomysłu na rozwiązanie sytuacji i nigdy go nie
będzie mieć bo jest, krótko mówiąc, ukierunkowane z założenia na
inne priorytety, patrz post tytułowy S.Ciosa. Nie ma na co liczyć.
Dodatkowo skala nieprawidłowości, niekompetencji i
marnotrawstwa powala. Zdarzają się przebłyski i jednostki
zaangażowane ale nigdy nie osiągną zamierzonego rezultatu bo
zwyczajnie padają z wycieńczenia w walce z utopijnymi realiami
organizacji matki.
Jeżeli ktoś pamięta, niech przypomni jak zorganizowane było
wędkarstwo przed powstaniem PZW. Trzeba szukać alternatywy.
Pozdrawiam
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 20.09 21:49
 
Jasne, że nie jest i raczej długo nie będzie łatwe, bo ani wędkarze, ani świadoma dziejących się rzeczy
część społeczeństwa ciągle nie ma wielkiego wpływu na bieg spraw. Ale dobrze, że rozmawiamy, mimo
różnych zdań nawet kluczowych kwestiach. Ostatnio w necie wyświetlił mi się tytuł: Polacy ze sobą nie
rozmawiają. No i to jest prawda. Szkoda, że w tak małym gronie próbujemy dojść do jakichś wniosków.
Mimo, że to już drugie pokolenie po 1989 roku wchodzi do PZW, jakoś nie widzę młodych, odważnych
ludzi, którzy wezmą sprawy w swoje ręce lub przynajmniej poprą innych, lepiej rozumiejących potrzebę
zmian w PZW. Kolejny raz napiszę, że nie wierzę, że wśród członków PZW nie ma odpowiednich,
posiadających kierunkowe wykształcenie z różnych dziedzin, doświadczonych i znających związkowe
bolączki wędkarzy, którzy mogą lepiej pokierować PZW i lepiej o wody zadbać.
Można mieć tylko nadzieję, że decydenci przestaną traktować na równi małe pstrągowe rzeczki i np.
jezioro Śniardwy, no i zauważą, że z naszymi rzekami dzieje się coś bardzo złego. Czego skutki
zaczynają odczuwać największe nasze miasta, co logiczne - położone nad rzekami i mieszkańcy tych
miast. Nawet zanik rybactwa rzecznego jest jasnym sygnałem, że rzek nie da się traktować jak stawów
hodowlanych lub gruntów rolnych. Raba J.Jeleńskiego, San Krosna i wiele przykładów pokazujących, że
ludzie wiedzący jak, chcieliby, ale nie potrafią sobie poradzić z problemami. Dyrektor Konieczny musi
jeździć na lipienie na Łupawę. To już chyba koniec świata.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 20.09 21:49
 
Jasne, że nie jest i raczej długo nie będzie łatwe, bo ani wędkarze, ani świadoma dziejących się rzeczy
część społeczeństwa ciągle nie ma wielkiego wpływu na bieg spraw. Ale dobrze, że rozmawiamy, mimo
różnych zdań nawet kluczowych kwestiach. Ostatnio w necie wyświetlił mi się tytuł: Polacy ze sobą nie
rozmawiają. No i to jest prawda. Szkoda, że w tak małym gronie próbujemy dojść do jakichś wniosków.
Mimo, że to już drugie pokolenie po 1989 roku wchodzi do PZW, jakoś nie widzę młodych, odważnych
ludzi, którzy wezmą sprawy w swoje ręce lub przynajmniej poprą innych, lepiej rozumiejących potrzebę
zmian w PZW. Kolejny raz napiszę, że nie wierzę, że wśród członków PZW nie ma odpowiednich,
posiadających kierunkowe wykształcenie z różnych dziedzin, doświadczonych i znających związkowe
bolączki wędkarzy, którzy mogą lepiej pokierować PZW i lepiej o wody zadbać.
Można mieć tylko nadzieję, że decydenci przestaną traktować na równi małe pstrągowe rzeczki i np.
jezioro Śniardwy, no i zauważą, że z naszymi rzekami dzieje się coś bardzo złego. Czego skutki
zaczynają odczuwać największe nasze miasta, co logiczne - położone nad rzekami i mieszkańcy tych
miast. Nawet zanik rybactwa rzecznego jest jasnym sygnałem, że rzek nie da się traktować jak stawów
hodowlanych lub gruntów rolnych. Raba J.Jeleńskiego, San Krosna i wiele przykładów pokazujących, że
ludzie wiedzący jak, chcieliby, ale nie potrafią sobie poradzić z problemami. Dyrektor Konieczny musi
jeździć na lipienie na Łupawę. To już chyba koniec świata.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 20.09 23:54
 
Ucieszyłem się na ten ton wypowiedzi. Dziękuję.
Co do PZW, ktoś wcześniej, tutaj powiedział, że wystarczy spojrzeć
na pierwszą lepszą stronę okręgu żeby poznać skalę priorytetów. I
tutaj widzę duże pole do zmian.
Ps. Piotr Konieczny nie jeździ na Łupawę bo nie ma lipieni u siebie.
Jest zawodnikiem GPX i trenuje.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 20.09 18:47
 
Skoro Państwu wisi sprawa tego czy ryby są czy ich nie ma, to po co ustawy, przepisy, jakieś ochrony
gatunkowe? Zostawić wodę i wszystko co z nią związane i niech się dzieje co chce, skoro działając
(wędkarstwo) efektów i tak nie widać. Niech "grzebią" w wodzie czym chcą, niech działają (niszczą) dalej wg
swojego (czy swoich fachowców) uznania, niech "kręcą lody" żeby było "ekonomicznie" dla Państwa.
Ryby jako stworzenia wodne gdzieś będą, gdzieś wymrą, my je znajdziemy jeżeli nikt nie będzie nam mówił
tak czy siak.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 19.09 23:37
 
Panie Staszku w punkt. Możnaby rozwijać, dyskutować, nawet
spierać się o szczegóły...ale po co! Tak jest...
Jaka ekonomika 😀
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [83] 20.09 08:55
 
Staszku,
Wyobraź sobie, że nazywam się Morawiecki Jr i mówię "sprawdzam". Na dzień dobry wyjaśniam, że turystyka
może kręcić się wokoło czegokolwiek, i niezależnie od tego, czy ludzie będą pływać kajakami, chodzić po górach,
czy kąpać się w basenach - same noclegi i wakacyjne wyżywienie - realizują tylko potrzebę wypoczynku. A zatem
interesuje mnie wyłącznie to, ile jako premier zarobię na wędkarstwie jako takim.

I teraz zadaję proste pytanie. Jeśli wprowadzę "dekretem Bieruta" obiwiązek płacenia za łowienie w Polsce tylko
za pomocą dniówek, z czego 23% będzie od razu dla mnie na potrzeby socjalne narodu za pomocą split
payment. Podaj mi proszę średnią cenę licencji, średnią ilość dniówek statystycznego wędkarza w Polsce i ilość
tych ostatnich? Ile jako premier mogę na tym zarobić?

Zakładam, że w takiej formie z wędkarstwa na srtarcie zrezygnuje połowa, a pozostała połowa zmniejszy ilość
wycieczek w ciągu roku. Co mam z tego? 23% VAT ze średniej dniówki 30 zł, od 300 tys. wędkarzy pomnożone
przez 20 dniówek? To jest niewiele ponad 30 milionów złotych.

Sama Biedronka zapłaciła 500 milionów podatku i nie blokuje mi budowania betonowych zapór. Ekonomika
wędkarstwa to słaby argument, podatkowy plankton... co nie znaczy, że obecny model jest dobry Ale prezesa
rady ministrów raczej się tym argumentem nie przekona, prędziej argument środowiskowy, koszty zdrenowania
Polski przez betonowe kanały, czy też raptowne wezbrania itd.

Pozdrowienia
Krzysiek


 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [14] 20.09 09:58
 
Tych kilka rzek w prywatnych rękach przynoszą takie miliony, że użytkownicy tłoczą się w kolejkach żeby następne obwody brać w dzierżawę - prawda to czy wierutna blaga? Zamiast zostać milionerem jestem wędkarskim rencistą.

Prawidłowa gospodarka rybacka jest ustalana dla wędkarskich obwodów przez rybaków z IRS - a nie przez wymagania środowiska i preferencje wędkarzy - to już na pewno prawda. I to, że im więcej się zarybia tym lepsza gospodarka rybacka, chyba że ktoś wrzuci za dużo ryb - no to mandat.

I prawdą jest że taniej jest łowić wędkarzowi z Krakowa dojeżdżając samolotem do Edynburga, czerwonym autobusem do Pentland Lakes, tam licencja no-kill z łódką wiosłową kosztuje tyle samo co na Rabie z limitem 3 pstrągów, tyle żę w Szkocji złowisz 3 pstrągi a w Rabie raz woda za duża, raz za mała głównie ciepła i brudna itp. BO W POLSCE NIBY WSZYSTKO PODOBNE, ALE NIE MA "VALUE FOR MONEY".

Zamiast reformować pozostałości demokracji socjalistycznej i przekształcać ją w demokrację państwową, lepiej skupić się na ochronie ZASOBÓW. W dwóch punktach:

1. wody płynące są w całości zasobem środowiska zarządzanym prze ministra ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa za pomoacą Environmental Agency, zatrudniającą profesjonalistów do rewitalizacji rzek. EA nie może prowadzić sama gospodarki tylko wyznacza warunki i czynsz za użytkowabnie wszystkiego co w nich stoi i się dzieje (elektrownie, porty, mosty, pobór wód...) a dzierżawcami moze być każdy, podmiot, z wyjatkiem władzy (czyli samorząd, firmy i ludzie)

2. rybactwo jest wykonywane w morzu i w jeziorach, akwakultura poza wodami płynącymi, a w wodach płynacych można wykonywać wędkarstwo na podstawie planu ochrony obszaru jak w w obszarze Natura 2000.

Taka reklama bez bobrów... do pójścia na wybory i głosowanie na zielonych.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [2] 20.09 10:31
 
Panie Józefie,
Zieloni 6 września br. wymienili swoje postulaty. Jeśli mam się do tego jakoś odnieść, to nie ma tu ani słowa o
rzekach.

P.S. Podoba mi się liniowy ZUS jako procent od przychodów.

Pozdrawiam serdecznie
Krzysiek
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 20.09 12:42
 
No to położyłbyś Pana Józefa na łopatki, gdyby płacił ZUS od przychodu w momencie, gdy procentowo
koszty redukowałyby zysk w okolice zera... Obrót duży, zysk zerowy, a ZUS woła dawaj więcej. Miodzio.

Pozdrawiam,
Zygmunt.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 20.09 13:20
 
Dzięki Zygmunt za uwagę, patrzałem tylko jak koń z klapkami na oczach odnosząc ów pomysł do swoich
doświadczeń z życia, gdy kosztów prawie nie miałem, za to przychody bardzo różnorodne. Taki sztywny ZUS
potrafi zabić jeśli zlecenie się wydłuża.

Ale wiadomo, że takie sprawy nie są na jeden łeb tylko na setki perspektyw wielu ludzi.

Pozdrawiam serdecznie
Krzysiek
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [10] 20.09 12:14
 
Zamiast zostać milionerem jestem wędkarskim rencistą.

Raczej bezrobotnym. Rencista mógłby pracować, bo praca jest, gdyby mu zdrowie pozwalało.
Bezrobotny nie pracuje bo po prostu pracy nie ma. Podobne jest z rybami, z tym, że tu nikt nie wypłaca
zasiłku.

PS. Czy wtedy (zdjęcie) przez myśl Panu przeszło, że te ryby mogą kiedyś zniknąć z naszych wód?
Pozdrawiam

 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [9] 20.09 15:32
 
Mnie interesuje miejsce w którym była zrobiona fotka. Jakieś takie znajome, jak sanowe.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [8] 20.09 16:50
 
Racja, sanowe. Wędkarski emeryt - ale czynny profesjonalista od rewitalizacji wód z chęcią objęcia jakiegoś działu w Environment Agency of Poland. Jadę się lansować na konferencji w Łukęcinie w szczecińskim: "Biocenozy wód płynących w kontekście zmian hydrologicznych". Nie ma przychodu z wedkarstwa - mozna sie pochylić nad jego przeżyciem przez poprawę stanu rzek. Pieniedzy z tego tyle samo co z emerytury (zawodowej) i wędkarskiej...
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [7] 20.09 18:59
 
Słaba jakoś fotki żeby zgadywać. Szerokość Sanu wyklucza raczej San powyżej zapory. Głazy podpowiadają
że to bardziej okolice Sanoka niż Leska. W którym roku było robione to zdjęcie?
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [6] 21.09 08:16
 
I zdjęcie i ryba w Średniej Wsi. A rok - nie później jak1984, bo drugie wydanie książki było w 1985. Zresztą sama podróż też była w sprawie uzupełnienia i wymiany zdjęć z pierwszego wydania. Nie brały...
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [5] 21.09 08:51
 
Dziękuje za odpowiedź. Lipienie jakieś takie ścigacze, nie takie wypasione jak dziś.
Ahhhh, te czasy, Lesko, Średnia wieś. Wolno wtedy było tam łowić przed MMŚ w 1985r? Pan powinien
dokładnie wiedzieć jak to było w przepisach.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [4] 21.09 10:53
 
Wszystko było wolno a i tak ludzie lubili robić "nadkomplety" - które nigdy przecież nie były dozwolone. A na zawodach liczył się komplet zabitych ryb plus punkty za czas do końca zawodów. I to było lepsze niż to co dziś, (ściganie się na kłucie niewymiarków), pod warunkiem że łowiłoby się tęczaki z łódki na jeziorze tylko. Ewolucja poszła jednak bokiem....
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [3] 21.09 11:09
 
"Wszystko było wolno a i tak ludzie lubili robić "nadkomplety" - które nigdy przecież nie były dozwolone. A
na zawodach liczył się komplet zabitych ryb plus punkty za czas do końca zawodów. I to było lepsze niż to co
dziś, (ściganie się na kłucie niewymiarków), pod warunkiem że łowiłoby się tęczaki z łódki na jeziorze tylko.
Ewolucja poszła jednak bokiem...."


Zasady z zawodów pamietam. Chodzi mi o to jak San był wyłączony z wędkowania przed zawodami MMŚ 85'.
Pamietam że powyżej mostu w Huzele-Lesko nie wolno było łowić do 15 marca (okres ochronny lipienia) czy
jakoś tak, ale przed zawodami też coś było zamknięte tylko okresu i obrębu nie pamietam.
Pochwaliłby się Pan sprzętem na jaki wtedy łowił (inni wędkarze). Adam Sikora też mógłby napisać coś o sobie
z tamtego okresu, Gdzie łowił (stawiał pierwsze kroki z muchówką), jakim sprzętem, wszystko co ciekawe co
się wiąże z fly fishing i doprowadziło go do sukcesu w 1985r.
Mnie to ciekawi i innych zapewne też. Jest to jakaś historia która dobrze by było żeby była gdzieś zapisana. A
w necie podobno nic nie ginie.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 21.09 19:14
 
Sprzęt - nic szczególnego: mialem co prawda klejonkę Palakona 8", ale na Raduni w roku może 80-tym przy dłuższym rzucie złamalem końcówkę i już nigdy później jej nie użylem - została u śp. Lachura, który probował ją naprawić. Wylądowalem na węglowym blanku Fibatube 9", którego mi uzbroił Maciek Stolarczyk, stoi w kącie na wszelki wypadek i mógłby mi służyć do dziś, gdyby nie to, że jest #5 a ja poluibiłem #4. Sprowadzonego szklanego Invincible Hardy'ego przedłużył mi "dopalaczem" i do dziś jest to jedna z kilku wędek 11" do streamera, troci i na jeziora. W zasadzie oprócz blanka Lumisa #4 uzbrojonego przez Mundka Antropika i dwurecznego Sage 15" mam jeszcze węglowego driftera Claude & Rivas 11" (#4,5,6) i Drennana #6 boronowego. Po roku 90-tym wędek nie kupowałem, ani nie dostwałem. Używam driftera z wiosną i Lumisa #4 przez resztę roku i mnie to wystarczy. Kolekcjonerom moge spościć całą resztę - amatorów nie ma.
Z moim łowieniem nie przesadzałem. Do1977 jeszcze jako tako, potem już z przerwami cały czas byłem za granicą i łowiłem od wakacji do wakacji i od przewy do przewy w kontraktach aż do 2002. No i wtedy zaczęli regulować Rabę.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 21.09 19:45
 
W 1984, a o tym roku pisze Pan Józef, San z pewnością nie był wyłączony z wędkowania. Byłem jesienią
z moją przyszłą (i obecną). Wtedy pierwszy raz spotkałem Marka Trojanowskiego i Jacka Brodowskiego.
Pamiętam, że Marek zaliczył pływanie gdzieś w okolicy wyspy w Zwierzyniu (och ci elektrycy ).
Któregoś dnia powyżej ujścia Hoczewki widziałem taką ilość wychodzącej jętki, że czegoś takiego już
później i nigdzie nie spotkałem. Chyba dopiero wtedy przekonałem się ile ryb jest w Sanie.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 21.09 21:57
 
Popytam i upewnię się jak to dokładnie było z tym "wolnym" przed mistrzostwami. Coś mi po głowie chodzi ale
nie chce pisać głupot.
"Elektrycy" w tamtych czasach rzeczywiście byli niedoszłymi zabójcami. Z elektrowni słychać było syrenę i po
chwili Sanem waliła ściana wody na 20 i czasami więcej centymetrów. Ci którzy łowili na odcinku elektrownia-
Eldorado mieli małe szanse żeby uciec z wody.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [67] 21.09 22:04
 
W dyskusji poruszono szereg wątków.
1. Czynsz dzierżawny a wartość ekonomiczna sektora wędkarskiego to są dwie odrębne kategorie. Jest między nimi pewna korelacja, ale luźna. Na przykład, konkursy wykonywania sztucznych muszek mają się nijak do czynszów dzierżawnych.
2. Kajakarstwo, chodzenie po górach i inne podobne formy rekreacji na świeżym powietrzu różnią się od wędkarstwa jedną podstawową kwestią – woda do celów wędkarskich musi być dzierżawiona (aktualnie bez czynszu), podczas gdy do kajakarstwa nie musi, a szlaki już w ogóle.
3. Optymalny model zarządzania wodami powinien być oparty o zasadę konkurencji. Oznacza to, że powinni być dzierżawcy różnego typu, w zależności od charakteru wody: osoby prywatne, towarzystwa wędkarskie, władze lokalne, gospodarstwa rybne, a może nawet firmy (np. z sektora wędkarskiego). W regionie powinno być zróżnicowanie, żeby klient (wędkarz) miał możliwość wyboru. Model amerykański (zarządzanie przez stanową agencję Fish & Game), o którym pisze JJ, jest możliwy w tamtym systemie, w którym są przygotowani znakomici ichtiolodzy, wiedzący na czym polega zarządzanie. Od ok. 1950 r. ukazały się setki różnych publikacji stanowych, które świetnie dokumentują różnego typu zarządzanie wodami w celach wędkarskich, zarówno błędy, jak i sukcesy. W skali światowej jest to największe takie kompendium wiedzy. Większość publikacji jest obecnie dostępna bezpłatnie w internecie i każdy może sięgnąć do nich, jeśli choć trochę zna angielski. Korzystałem z wielu z nich w trakcie pisania książki o lipieniu. Korzystam i teraz pełnymi garściami pisząc monografię o szczupaku. Mogę sobie tylko pomarzyć, żeby kiedyś taki system został wprowadzony w Polsce, ale to jest nierealne.
4. Ktoś pisał o naszych ichtiologach. Z zasady nie zajmują się zarządzaniem ichtiofauną w celach wędkarskich, a przynajmniej jest to trzeciorzędną kwestią dla nich. Wystarczy spojrzeć na Roczniki Naukowe PZW (mam komplet). Jest to świetne kompendium wiedzy nt. ichtiofauny w naszych wodach, ale praktycznych informacji i wniosków związanych z zarządzaniem jest tam tyle, co na lekarstwo. Część z tych wniosków i stwierdzeń nawet zmierza w tym kierunku, że ryb łososiowatych powinno być mało, bo jest ich za dużo (sic!). Zresztą uczestniczyłem w spotkaniu, w którym jeden z naszych profesorów ichtiologów również stwierdził, że pstrągów ma być mało w jednej rzece nizinnej, niedaleko Warszawy, bo trzeba dbać o bioróżnorodność. Nota bene rzece zdewastowanej przez jazy, zbiorniki zaporowe i zanieczyszczenia ściekami, a także będącej pod silnym wpływem stawów co roku spuszczających do cieku ogromną ilość drobnicy, w tym inwazyjne gatunki (czebaczek amurski). A kto ma zamawiać ekspertyzy i prace badawcze? PZW? Który z decydentów ma wiedzę o tych sprawach? Kto ma sfinansować takie prace badawcze? Zwykła ekspertyza kosztuje od 20 do 50 tys. zł. Jeśli trzeba zrobić złożone prace w terenie, to kwota może urosnąć kilkakrotnie.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 21.09 22:39
 
W porządku. Skoro wiec wszyscy maja wodę za darmo (korzystanie z niej) to może wypada postawić się
zdecydowanie Państwu Polskiemu i ogłosić że żadnych pieniędzy nie będzie PZW płacić za gospodarowanie
na wodach, skoro inni z niej korzystaj bez kosztów. Poprzeć można to tym że wprowadzi się całkowity zakaz
pozyskiwania ryb z wody przez społeczeństwo i korzystamy za free. Nie lowimy (zjadamy, pozyskujemy) nie
płacimy. Spacer z wędka była nie różni się niczym od pagaja, kijków od nordic walking, czy nart.
Uzasadnienie nieopłacalności gospodarki rybackiej chyba będzie proste dla gospodarzy wód, zwłaszcza
płynących. Regulacje, niszczenie tarlisk, zatrucia, itd, itd.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [4] 23.09 07:56
 
3. (...) Model amerykański (zarządzanie przez stanową agencję Fish & Game), o którym pisze JJ,
jest możliwy w tamtym systemie, w którym są przygotowani znakomici ichtiolodzy, wiedzący na czym
polega zarządzanie (...)
4. Ktoś pisał o naszych ichtiologach. Z zasady nie zajmują się zarządzaniem ichtiofauną w celach
wędkarskich, a przynajmniej jest to trzeciorzędną kwestią dla nich. (...)


To właśnie miałem na myśli pytając o naszą ichtiologię i nauki z nią związane.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [3] 23.09 08:49
 
Mówimy o ichtiologach pracujących naukowo w uczelniach. A co z
ichtiologami pracującymi i zatrudnianymi w okręgach?
To inny kierunek działań. Czyż nie?
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [2] 23.09 09:12
 
Mówimy o ichtiologach pracujących naukowo w uczelniach. A co z ichtiologami pracującymi i
zatrudnianymi w okręgach?

A czym miałaby się różnić ichtiologia uczelniana od okręgowej? To powinna być jedna nauka
polegająca na ciągłej wymianie wiedzy pochodzącej z badań naukowych i prac rozwojowych i ich
praktycznej realizacji w tzw. terenie.
Ichtiologowie zatrudnieni w okręgach też przecież musieli skończyć jakieś uczelnie (chyba, że
niekoniecznie). Jeżeli, jak pisze Pan Cios, polska ichtiologia wykładana na uczelniach nie specjalnie
interesuje się zarządzaniem ichtiofauną w celach wędkarskich, to jakie przygotowanie zawodowe mają
ichtiolodzy okręgowi? Poza tym, w swojej naiwności zakładam, że problem wymierania lipienia
poruszy(ł) środowiska naukowe ale nie ma pewności, czy środowisko zna sprawę.

 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 23.09 14:04
 
Może tak obrazowo. Ornitolog, który pracuje w zoo i ten, który łazi po
lesie czy jakiejś łące, bada siedliska, liczy gniazda i takie tam. Niby
ten sam. A jednak nie. No nie?
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 23.09 14:13
 
A biorąc pod uwagę poziom kompetencji w zarządach to praca
ichtiologa okręgowego ogranicza się do rozpoznania gatunku przy
zarybieniach, żeby nie pomylić karpia z pstrągiem i potwierdzić na
papierze, że wszystko w porządalu i pięknie.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [60] 23.09 08:53
 
Kto ma sfinansować takie prace badawcze? Zwykła ekspertyza kosztuje od 20 do 50 tys. zł.


No kto? Użytkownik, zobowiązany do prowadzenia racjonalnej gospodarki, w sytuacji gdy system jak i
mentalność większości członków PZW są ciągle za sypaniem pstrągiem i lipieniem na prawo i lewo, tak
jak sypało się 10, 15 i 20 lat wstecz. Zarybiać, zarybiać, zarybiać - oto recepta na brak ryb. Za chwilę
zabraknie w PL materiału zarybieniowego, już jest problem a producenci tylko zacierają rączki i
sprzedają wszystko jak leci, na pniu i nikt nie patrzy na jakość tego towaru. Byle kupić, dowieźć i
wpuścić jeszcze żywy, o resztę niech martwi się sam materiał.

PS. Kiedyś była tu dyskusja i pretensje do PZW Krosno, że za słabo zarybia dorzecze górnego Sanu,
podczas gdy właśnie to niezarybianie jest przejawem racjonalnego myślenia, bo co tu zarybiać?
Wyschnięte kamieńce i ciągi kałuż pomiędzy progami skalnymi? Zdjęcie zrobione w czasie gdy dopływ
do zb. Solina jest na poziomie 2,5 m3/s. A bywało już, że spadał poniżej 1,5 m3/s.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [59] 23.09 09:30
 
...
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 23.09 19:27
 
Piękne , ekonomista, prawnik , farmaceuta i ktoś tam jeszcze będą dyskutować o poziomie ichtiologii .
Gdzieście byli jak ichtiologiem w jednym okręgu był geograf ?
Obecnie ten sam Okręg zatrudnia 4 ichtiologów z odpowiednim stażem, doświadczeniem i chęcią zdobywania
wiedzy
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 07:47
 
Gdzieście byli jak ichtiologiem w jednym okręgu był geograf ?


Na wodach innego okręgu, który do takich przekrętów nie dopuszcza.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [56] 23.09 21:32
 
Łowiłeś w tym roku na rzekach ze zdjęcia?
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [55] 23.09 21:56
 
Nawet w ten weekend. Zero. Ale pogoda była wybitnie niewędkarska
co sprawiło, że więcej chodziłem wzdłuż rzeki i wypatrywałem ryb
niż łowiłem. Trochę drobnicy, kilka kleni, jeden mały pstrąg
uciekający w panice i ani jednego lipienia. Woda kryształ, słońce,
polaroidy nie pomogły.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [54] 23.09 22:07
 
Lipieni już nie ma od kilku lat. Pstrągi są, ale bardzo trudno je złowić przy takiej niżówce i siedzą w dołkach(wcale
nie najlepszych) i trzeba wiedziec w których.
5-10 lat temu w przy takiej wodzie jak na zdjęciu złowienie 10-15 lipieni to była norma, no ale to już było...
Tak ja już Ci pisałem 2015 susza, upały, a przede wszystkim ostkarze wybili ostatnie do nogi.
W latach 90,2000 też były długo niżówki naprzemian z powodzią i jakoś te lipienie potrafiły wtedy przeżyć.
Nadal uważam za największym błędem jest brak zarybień lipieniem tych rzek.
Ja się na tych rzekach uczyłem się łowić. Pstrąg ma tam ciężko, ale lipień nie wiedząc czemu pomimo takich
przeciwności losu potrafił naturalnie rozmnażać się przez wiele lat. Te rzeki są dużo bardziej lipieniowe niż
pstrągowe.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [53] 23.09 22:16
 
Widok Solinki i Wetliny jest zatrważający. Woda i kamienie w
cudownej scenerii, której nie powstydziłaby się Kanada czy Alaska.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [52] 23.09 22:22
 
I pomyśl gdyby do suchej podnosił Ci się taki lipień 45cm.
Tak, takie lipienie w latach 90 pływały poniżej Terki i woda też była katastrofalnie niska i mega ciepła.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [49] 23.09 23:14
 
Co tam Terka. Takie lipienie (40+) do niedawna były powyżej Cisny. A 42cm z Wiaru w lipcu roku 1999.
Wszędzie były ale te białe robaczki.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [48] 24.09 09:19
 
W Wisłoce ,Jasiołce też woda ledwo płynie i ryba nie ma się
gdzie schować. Niestety liczba wejść (40 dniowek) która
miała zmniejszyć presję akurat na tych wodach podziałała w
drugą stronę - wędkarze mają ograniczony dostęp kłusownicy
grasuja. Kiedyś uciekali na sam widok wędkarza teraz mało
kto tam chce zmarnować swój wpis (nie raz przy okazji
wędkowania przeganiałem z kolegami siatkarzy
kłusownikow) teraz nie marnuje tam wpisów i jestem
okazjonalnie i w jakiś sposób jeden ze sposobów ochrony
szlak trafił ale pewno głupio gadam. Co do zarybien tych rzek
to nie wiem czy lipien jest tam jeszcze wpuszczany bo kiedyś
taką informację można było przeczytać w gablotce w swoim
kole.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [46] 24.09 09:28
 
Bywały lata że w Wisłoce też wody prawie nie było a od
lipienia się roiło. Podobnie jak w małych rzekach o których
piszą koledzy. Moim zdaniem podstawa to zarybienia i
ochrona ale to moje zdanie i nie będę się spierał. Szkoda że
nie podaje się ilości wpuszczanych ryb do rzek tak jak kiedyś.
Nikt nie pyta przecież w które miejsce dokładnie tylko ile..
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [45] 24.09 10:05
 
. Szkoda że nie podaje się ilości wpuszczanych ryb do rzek tak jak kiedyś.

Ilość o niczym nie stanowi. Ważniejsza jest jakości wpuszczanych ryb, rozumiana jako zdolność
materiału do przeżycia w zarybianej wodzie do czasu osiągnięcia wymiaru oczekiwanego przez
wędkarzy.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [44] 24.09 10:31
 
Podaje się różne statystyki np : zmetnie wody kiedyś- teraz i
inne niekorzystne czynniki kiedys - teraz itp. A gdzie jest
statystyka zarybienia? Jest wieksze zmetnienie i mniejsza
przezywalnosc ryb nie powinno się zwiększyć zarybien? A
może tak jest nie wiem. Wieksza presja ( więcej zebranych
ryb) to trzeba to uzupełnić w jakiś sposób - nie wiem może to
jest robione a najlepiej by to pokazała statystyka zarybień . W
niektórych rzekach lub odcinkach rzek pewno zrezygnowano
z zarybien lipienim więc taka statystyka była by do bani.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 10:35
 
Wiadomo materiał zarybieniowy ma też znaczenie i to
decydujące - zgadzam się
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [17] 24.09 11:34
 
Jest wieksze zmetnienie i mniejsza przezywalnosc ryb nie powinno się zwiększyć zarybien?


Szukasz prostych rozwiązań skomplikowanych problemów. Zmętnienie to tylko jeden parametr mający
wpływ na mniejszą przeżywalność. Do tego dochodzą letnie przegrzania, gwałtowne wezbrania a po
nich dołki niżówek, płynące szerokim strumieniem ścieki, te oficjalne jak i np. skrycie spuszczane w
nocy z pensjonatów, jak również ich zwiększona agresywność wynikająca z powszechnej chemizacji,
ogólna lichość populacji z zarybień i jej "wygłodzenie" wynikające z zaniku bezkręgowców wodnych
będących podstawą menu ryb, można długo wymieniać. Na koniec trzeba uwzględnić możliwy efekt ich
synergii i może się okazać, że przyjdzie dzień i tu wystarczy naprawdę parę godzin takiej kumulacji, że
padnie cała, utrzymywana niemałym nakładem środków populacja danego gatunku, dla którego
przekroczony został "próg krytyczny".
Nie wiem czy to dobry przykład ale wydaje mi się, że na Rabie doszło do takiej kumulacji i pewnego
letniego dnia cały lipień popłynął brzuchem do góry i już nie wrócił, a JJ nawet nie myślał o re-
introdukcji, jako nieracjonalnym i generującym niepotrzebne koszty działaniu o ile nie ulegną poprawie
warunki, które spowodowały spłynięcie.
O ile pamiętam, JJ grubo ponad 10 lat temu gdzieś pisał, że średni nakład finansowy na 1 szt
złowionego lipienia w Jego Rabie to 500 zł, czy coś koło tego.

A teraz pytanie za 100 pkt: przyjmijmy, że w obecnych warunkach mniejszej przeżywalności zarybienia
należy zwiększyć 10-krotnie by utrzymać stado na zadowalającym poziomie. Czy, przy bardzo
optymistycznym założeniu, że ośrodki produkujące materiał zarybieniowy są w stanie zabezpieczyć taki
wzrost w wymaganej jakości, jesteś gotowy zapłacić powiedzmy 6-7 krotnie więcej za licencję
okręgową, niech to będzie 1500 zł za 40 wyjść? Proszę o uczciwą odpowiedź.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 12:11
 
Tak zapłacę i mówię to uczciwie ale niech to idzie na to czym
piszesz powiedzmy w dziewiedziesieciu procentach.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [2] 24.09 12:19
 
Ja też i myślę, że chetnych i świadomych wędkarzy by nie brakowało.
Nie da się za 200zł zrobić super łowisk
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 24.09 18:14
 
Proszę poczytać Panie Tomaszu o chętnych i świadomych wędkarzach w wątku OS Łupawa Apel!!!

PS
Solinka jest zarybiana lipieniem i niewiele to do sprawy wnosi.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 23:27
 
Jeśli jest zarybiana to jest to dla mnie najlepsza wiadomość jaką usłyszałem od wielu lat o tej rzece.
Proszę mi powiedzieć, czy to są zarybienia coroczne, czy raz sie w ostatnich latach zdarzyło?
Co do wędkarzy świadomych to nawet nie jest kwestia świadomych wędkarzy a wędkarzy, którzy mają
elementarne pojęcie o matematyce i odrobinie dobrej woli w pomocy.
Dla mnie 200-300 zł to kwota która pozwala na reanimowanie tego co jest. Ciężko za takie pieniądze cokolwiek
sensownego zrobić. Niestety 90% wędkarzy ma mentalność dużo i tanio, a tak się nie da.
Kolejną niezbędna sprawą niestety w naszym kraju to społeczna pomoc. W zarybieniach, ochronie, sprzątaniu,
robieniu zwałek. Ja wiem to kosztuje czas, który wolimy poświęcić na wędkowanie, ale takie pracy też dają
mnóstwo satysfakcji.
Żałuje, że nie mieszkam np w Sanoku bo chetnie bym pojeździł na zarybienia etc po bieszczadzkich rzeczkach.
Pozdrawiam
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [12] 24.09 14:44
 
1500 : 40 = 37,50 za jedno wejście....

Wciąż za tanio wyceniasz to dopieszczone, rybne łowisko...
Myślę, że osoby świadome zapłacą 2 X więcej, czyli 80 PLN/dniówka, bo dawno już wszystkim opadły
łuski z oczu i zdążyliśmy się przekonać (i poniekąd nolens volens przyzwyczaić) , że co najmniej tyle
musi kosztować przyzwoity pstrągowo-lipieniowy OES "gdzieś w Europie".

Dla mnie wybór jest prosty: wolę 20 dni w roku na dobrej wodzie, niż 100 dni w roku nad pustym
kanałem... Te dodatkowe 80 spacerów odbędę w ładnych okolicznościach przyrody ... za darmo i bez
wędki.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 14:57
 
Tak jeszcze przy okazji....
Znajomy zaprosił mnie ostatnio na strzelnicę sportową - ma licencję, własną broń, udziela się w klubie,
jeździ na zawody. Zabawiliśmy na strzelnicy ok. 2 godziny, postrzelaliśmy, pośmialiśmy się, dla mnie
było to zupełnie nowe doświadczenia (pierwszy raz w życiu miałem w ręku tzw. ostrą broń). Przyszło do
płacenia rachunku - wynajęcie toru strzeleckiego, papierowe tarcze jednorazowego użytku oraz
oczywiście zużyta amunicja różnych typów i rodzajów... wyszło ok. 80 PLN/osoba...
I pomyślałem sobie wtedy odruchowo "ja to jednak z tym muchowaniem mam spoko tanie hobby"...
głupi ja... bo niby dlaczego tak miałoby być? cud jakiś? to hobby jest inne od innych? dotowane?
wyróżnione? wyłamujące się z ogólnie przyjętych zasad podaży i popytu?
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [10] 24.09 16:46
 
"Dwla mnie wybór jest prosty: wolę 20 dni w roku na dobrej wodzie, niż 100 dni w roku nad pustym
kanałem... Te dodatkowe 80 spacerów odbędę w ładnych okolicznościach przyrody ... za darmo i bez
wędki."


A gdzie wyzwanie? Pójście na łatwiznę za kasę średnio zadowala.
Wole 100 razy spacerować na pustej wodzie niż łowić wypieszczone i zmanierowane (czyt. jedne i te same)
ryby na OS. Przykład OŚ Sanu chyba żaby wszystkim.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 24.09 18:26
 
Arek,
takim wędkarzom jak Ty starcza umiejetności by złowić coś nawet w prawie pustej wodzie. T wystacza Ci
to co jest byle nie płacić dodatkowo/ponad składki za 41-sze wejście do wody.
Nie zauważyłeś że od kilku lat San jest podzielony?
OS żyje swoim życiem ale tam stawiamy na całkowicie dzikie ryby.
Poniżej OS nie zarybiamy wymiarowymi pstrągami prawie wcale.
Postołów i Łukawica jest zarybiana selektami z prostego powodu - gdzieś te zarybienia zadeklarowane w
operatach trzeba zrobić. To raczej dobrze przemyślana polityka ale wystarczy jednak taki sezon jak ten
by wielu na San narzekało. Ja w ostatnich miesiącach na Sanie prawie nie łowiłem ale ostatnio miałem
okazję. Poniżej OS złowiłęm w 6 godzin na sucha 6 wymiarowych lipieni, co uważam za całkiem niezły
wynik. Dużych ryb widziałem znacznie więcej.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 23:13
 
"OS żyje swoim życiem ale tam stawiamy na całkowicie dzikie ryby.
Poniżej OS nie zarybiamy wymiarowymi pstrągami prawie wcale.
Postołów i Łukawica jest zarybiana selektami z prostego powodu - gdzieś te zarybienia zadeklarowane w
operatach trzeba zrobić. To raczej dobrze przemyślana polityka ale wystarczy jednak taki sezon jak ten
by wielu na San narzekało."


"Przemyślana polityka"? Zgadzam się i nie wątpię.
Co do OS (łowisko specjalne), chciałbym aby coś takiego było choćby do Sobienia. Nie wyłącznie dla kasy,
zdając sobie oczywiście sprawę że bez kasy się niewiele da.

"Arek,
takim wędkarzom jak Ty starcza umiejetności by złowić coś nawet w prawie pustej wodzie. T wystacza Ci
to co jest byle nie płacić dodatkowo/ponad składki za 41-sze wejście do wody."


Co do 41 "wejścia" nie mam żadnych problemów z kupieniem dniówek w innych okręgach czy na OS San
jeżeli mam ochotę tam polowic. Podobne podejście ma bardzo wielu znajomych po kiju wiec nie chodzi
wyłącznie o koszty. Dobra oferta w dobrej cenie jest dla wielu ważniejsza niż "płacę, zabijam, jem".
Nawet żony wędkarzy przyzwyczaiły się już do tego że najlepsze (najtańsze) pstragi są w sklepie (np.
Biedronka).
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [7] 24.09 19:14
 
Master, z pełnym szacunkiem, ale wiesz co jest najbardziej frustrujące dla początkującego/średnio
zaawansowanego (a za takiego wciąż się uważam, mimo iż lat przybywa) muszkarza w Polsce? Otóż
jest to kołaczące się po łepetynie pytanie, najczęściej bez sensownej odpowiedzi "czy ja coś w kółko
robię źle, czy w tej wodzie po prostu nie ma ryb?" Mówimy tutaj wciąż o etosie, o łączności z tradycją, o
tym że krótka to zło a sucha jest cacy. Nie da się uczyć, nie da się doskonalić na zdewastowanej
wodzie. Byłem nie tak dawno na pewnym zagranicznym łowisko, mniejsza o to gdzie. Rzeka średniej
wielkości, woda do pół łydki, krystalicznie czysta. Dno po prostu wybrukowane lipieniami, największe
60+. Myślisz, że łatwo mi było je złapać? Że nałowiłem się do przysłowiowego "bólu ręki"? otóż wcale
nie, bo lipasy były wyjątkowo płochliwe, wybredne i ostrożne. Każdą rybę wypracowałem godzinami, ale
w ciągu tego tygodnia nauczyłem się więcej, niż w kraju w ciągu kilku lat. Łowiłem na długą nimfę, na
suchara podczas wieczornych zbiórek, zawsze na upatrzonego, na muszki na #20, na przypony 0,08...
Badyla do cholernej krótkiej nimfy-przepływanki nawet nie wyjąłem z auta... Jak mniemam tak wyglądał
cały Twój wędkarski nowicjat, tutaj, w Polsce, kilka dekad temu. Ja żeby to przeżyć i tego doświadczyć
muszę przejechać 1,5 tyś km. A wyzwania? tak, bardzo lubię wyzwania. Ale jestem realistą, do wyzwań
trzeba się dobrze przygotować. A dobre przygotowania wymagają dobrego "poligonu". Ponieważ nie
dostałem nic sensownego w spadku od poprzednich pokoleń, wiem, że muszę za to zapłacić.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 24.09 23:51
 
Hyyyyymmm. Z lipieniem 60cm + na OS San może być problem. "Dno wybrukowane lipieniami" to są
wyzwania. Na Sanie w tej chwili takich już nie oświadczysz.

Problemem naszych łowisk jest to że przez niezliczona ilość zakazów rzeczywistość często rozwala
największe wyzwania. Logika myślenia nie pozwala nawet przebić się myśli "idę na ryby", gdy wynik znasz z
góry wiedząc jaka jest oferta danej wody. Zauważyłem że samo szykowanie się na ryby, czyli zestaw, ciuchy,
pudełka z muchami, podbierali, spodnie oddzielnie, buty oddzielnie, kamizelka, koszula, czapeczka, okulary,
picie, itd, itp., tak mnie męczy że przyjeżdżając na znaną, pustą wodę, nie mam już ochoty łowić. Często
łowienie traktuje jako spacer, obserwacje, namierzenie i stwierdzenie czy jakieś ryby w łowisku w ogóle są. A
gdy zobaczę wyjście dużego pstrąga czy glowacicy to jestem szczęśliwy martwiąc się jednocześnie jak długo
ta ryba tu jeszcze będzie. Do tego świadomość że straciłeś nie tylko swój wolny czas, siły kosztem
wypoczynku, ale i limitowane przez kogoś "wjazdy"; mając świadomość że zawsze patrzą i wiedzą, powoduje
niechęć do tego hobby. Wole pojechać na "jetke majową" na niziny, czy poskubać pstragi z rzek (dla mnie
potoków) szerokości odpowiadającej dlugosci mojego zestawu niż chodzić sam po Sanie, "męcząc" siebie i
ostatnie ryby. Zostawiam wiec sobie przyjemność na porę która już się zaczyna. Zimno, cisza, mgły i ryba
fatum. Jesień/zima- głowacica. A po obiedzie zbierające lipienie, zanim słońce schowa się za góry.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 25.09 00:15
 
"Na Sanie w tej chwili...", ale kiedyś było inaczej... a ja się na to "kiedyś" nie załapałem i dlatego muszę
uskuteczniać dalsze i dłuższe wycieczki. Z tymi 60 to na poważnie, nie mogłem uwierzyć dopóki nie
zobaczyłem, myślałem że to nie są lipienie tylko jakieś mamuto-lipienie Jednak ducha nie traćmy, w
najgorszym razie pozostaną nam tu na miejscu jelce i same "trudne rzeki" dla najbardziej wytrwałych
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [4] 25.09 07:02
 
Równie trudno złowić jest nawet klenia 40 cm czy jelca 25 cm w odpowiednio dzikim, trudnym technicznie miejscu
na nizinnej rzece. Możesz chodzić tydzień, uczyć się miejscówek, podchodzić, spalić na starcie lub tuż przed
zdawałoby się szczęśliwym finałem gdy ryba już prawie zjadła muchę. Nie trzeba jeździć daleko na wody krainy
P&L aby szlifować swoje umiejętności. Każda prawie rzeka ma swoje skarby i najtrudniejsze egzemplarze ryb tam
pochowane.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [3] 25.09 09:58
 
Tak, tak, pamiętam Twoje przesłanie, cytuję z pamięci: "zróbcie sobie przyjemność, wyjdźcie poza
zaklęty krąg ryb z płetwą tłuszczową (bo tych już prawie nie ma)"
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [2] 25.09 10:07
 
Dotyczy to wszystkiego, jak skończy się ropa, trzeba będzie budować działki solarne na Saharze. Oczywiście jelce
należy też łowić elegancko tak jakby łowiło sie łososie.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 25.09 21:28
 
Szykują się więc migracje powrotne na Saharę.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 27.09 10:16
 
Serwisant paneli słonecznych w tygodniu, w weekendy łowca tarponów.. całkiem fajna perspektywa
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [24] 24.09 18:12
 
Problemów nie było do chwili kiedy wędkarzy sponsorowały nasze wody: wcześniejsze , wydawałoby sie
nieprzebrane zasoby ryb, wydajność wód, brak zatruc itp.
Schody zaczęły się kiedy zasobnośc naszych wód zaczęła maleć a dostęp miał każdy za darmo. Piszę
celowo Za DARMO. Wystarczy popatrzeć na dorsze na Bałtyku.
Dzisiaj chcemy odwrócić sytuacje ale jak widać nikomu się nie udaje.
po pierwsze nie można zwiększać zarybień - z przyczyn formalnych - operaty, z przyczyn finansowych -
cały czas łowimy ZA DARMO. Składki wystarczą do zrobienia łowiska płoci i leszczy a nie pstrągów lipieni
czy głowacic. Znacie super łowisko karpiowe za okręgowe składki?
Zarybienia Krosno:
lipień, n. jes. 21290 szt
potok n. jes 34400 szt.
wylęg 192000 szt.
To dane z roku 1994. Dzisiaj zarybia się znacznie więcej.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [23] 25.09 08:59
 
Zestawienie zarybień wskazuje, że były śmiesznie niskie. Jednakże pamiętam San pełen lipieni w tamtych czasach. Pamiętam też tysiące lipieni wchodzące do Hoczewki i Olszanki na tarło. Hoczewką potrafiły dotrzeć aż w okolice Baligrodu. Śmiem twierdzić, że lipieniowy sukces Sanu w tamtych latach był wynikiem udanego tarła we wspomnianych dopływach Sanu. Czy dzisiaj takie tarło jest możliwe, trudno powiedzieć. Czy zastępowanie naturalnego tarła obfitymi zarybieniami przyniesie oczekiwany efekt ?
W moim przekonaniu należy dać rybom szansę na naturalne tarło chociaż wiem, że coraz mniej ryb tam wpływa i też warunki środowiskowe tych rzek są znacznie gorsze. Zdaję też sobie sprawę z pogarszających się warunków termiki czy jakości wody, inwazji kormoranów i nurogęsi. W tym roku obserwowałem dziesiątki martwych ślizów, głowaczy i innych ryb, przypuszczam, że zabiła je zbyt ciepła woda. Podsumowując to sądzę, że jeśli nie uda się odrestaurować naturalnego tarła lipieni w dopływach to najcudowniejsze zarybienia rybami z hodowli nie przywrócą dawnej świetności Sanu nawet jeśli wyginą wszystkie głowacice.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [21] 25.09 09:45
 
Tak dla przypomnienia to nawet w tych "latach świetności Sanu " były lata że lipienie występowały
w ilosciach nieporównanie mniejszych niż obecnie. Może ktoś mi przypomni który to był rok może
97 kiedy na Lipieniu Sanu złowiono w sumie około 7szt lipienia i to pomimo idealnych warunków.
Wygrał kolega Grosman deklasując rywali łowiąc chyba 2szt. Może to potwierdzić Marek Walczyk bo
łowił z Alfredem na stanowisku. Raz na parę lat słucham opowieści Marka jak to było i jest to
niesłychanie zabawna opowieść, a czas zamienił dawne emocje w anegdotyczną historię.
Ryb zawsze jest w rzece raz więcej raz mniej i dotyczy to zarówno Sanu jak i Łupawy.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 25.09 09:55
 
W tych latach co piszesz Arturze było sporo lipienia na górnym Sanie i na Wołosatym również. Wówczas w
Lesku na suchą łowiłem same pstrągi potokowe.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 25.09 21:34
 
"W tych latach co piszesz Arturze było sporo lipienia na górnym Sanie border="0"> i na Wołosatym również. Wówczas w Lesku na suchą łowiłem same pstrągi potokowe."

Zgadza się.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [17] 25.09 13:48
 
Od zawsze są wahania w populacji ryb, do czego przyczynia się duża liczba różnych czynników, czasem nawet zaskakujących. Dziś właśnie przeglądałem publikację z 1975 r. opracowaną dla US Army Corps of Engineers (!), w której była mowa o środowisku. Jako zagrożenie dla szczupaka wskazano m.in. hodowlę krów - wypas i zdeptanie tarlisk! W żadnym opracowaniu ichtiologicznym nie podniesiono tej kwestii. Warto więc mieć oczy i uszy szeroko otwarte na różne czynniki wpływające na stan ichtiofauny.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [16] 25.09 14:07
 
Jako zagrożenie dla szczupaka wskazano m.in. hodowlę krów - wypas i zdeptanie tarlisk! W
żadnym opracowaniu ichtiologicznym nie podniesiono tej kwestii.


Bo u nas krowy nie chodzą po aparatach Weissa, czyli głównego tarliska, wokół którego obraca się
polska ichtiologia i na którym opiera się nasz rybostan.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [15] 25.09 14:29
 
I to jest porażka krainy P&L.
Bardzo przekonujące są spostrzeżenia Piotrka Zieleniaka. Coraz
gorsze lub całkowity brak warunków do odbycia tarła naturalnego.
Nie pozostaje nic innego jak iść w kierunku jego wspomagania i
stwarzania warunków do jego odbycia. Inkubatory, kanały tarłowe
przy ciekach macierzystych, obsadzanie ikry w potokach.
I to jest przyszłość i alternatywa dla działania gospodarzy wód.
Parę postów wcześniej zapytałem o doświadczenia w tej kwestii i po
ilości wpisów widać jak marny jest poziom ten w świadomości
wędkarzy muchowych.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 25.09 15:56
 
Inkubatory, kanały tarłowe przy ciekach macierzystych, obsadzanie ikry w potokach.
I to jest przyszłość i alternatywa dla działania gospodarzy wód.


Metan. Twój optymizm jest naprawdę budujący i wcale nie chcę go gasić, ale przy skali potrzeb to takie
"niszowe" działania mogą nie wystarczyć.
Poza tym, to wszystko i tak pójdzie o kant dupy potłuc jak w ciekach macierzystych nie będzie
stabilnych warunków do wzrostu tak wychowanych form młodocianych. Cóż Ci z pięknego narybku
lipienia z inkubatora z Hoczewki, który po spłynięciu do Sanu dostanie w łeb ścianą wody zmieszaną z
błotem w proporcji 10:1 albo wpadnie prosto w bulion o temperaturze 25C?
Ktoś musi najpierw to wszystko fachowo zbadać, by nie roztrwonić środków i czasu, i ja widzę tu wielką
rolę naszej ichtiologii okręgowej, zajętej obecnie prawdopodobnie czymś innym.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [2] 25.09 20:17
 
Pamiętam jak wiele lat temu tu na forum Piotr Konieczny stwierdził, że na udane tarło można liczyć gdy w tym spektaklu bierze udział dużo, dużych ryb i gdy mają dobry żwir. Co do przeżywalności wylęgu twierdził, że gdy pacjent chce przeżyć to medycyna jest bezsilna. Wziąłem sobie do serca to stwierdzenie. Zaś na "moim" podwórku nie bez problemów odbudowaliśmy wiele tarlisk i przyniosło to sukces. Oczywiście wiem, że San i dopływy to zdecydowanie większa skala zjawiska ale chyba warto spróbować. Poniżej zdjęcie trących się lipieni w Sanie na wcześniej zbudowanym przez głowacicę gnieździe tarliskowym. Taka symbioza.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 26.09 10:58
 
Co do inkubacji muszę zweryfikować swoie zdanie a właściwie zweryfikował je ten rok
Susza, niska woda i w końcówce kwietnia woda w Hoczewce przekroczyła 22 stopnie. W takiej
temperaturze lipienie się nie inkubują.
W Foluszu przyszło 16,5 i w jednym dniu straty na ikrze wyniosły 50%.
Ale my dalej łudzimy się bo przecież przez resztę roku było w miare...
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 26.09 11:11
 
Są jeszcze takie miejsca jak starorzecze poniżej zapory czy
chociażby zacienione odnogi przy ptasiej wyspie w Postołowie. Takie
miejsca wydają się być optymalne ze względu na zacienienie
temperaturę i przepływ. Szukałbym podobnych miejsc na tworzenie
tarlisk i obsadzanie ikry do skutku.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [10] 25.09 21:42
 
Zaraz, zaraz. Teraz prawie na każdym cieku są oczyszczalnie ścieków.
Może wypadałoby zrobić najpierw badania czy owo to co będzie wsadzone i następnie wykluje się z inkubatora
nie zginie w "oczyszczonej wodzie". Zauważyłem że całe życie "klęka" w wodach na których powstały
oczyszczalnie wiec może szkoda ryzykować z inkubatorami skoro naturalne tarło nie wychodzi.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [8] 25.09 22:16
 
Przeciętna "oczyszczalnia" wypierdziela 50 % nieoczyszczonych ścieków w sezonie turystycznym.
prawie wszystkie są policzone na stałych mieszkańcow.
Gorzej jak spuszcza zagęszczone osady.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [7] 25.09 23:15
 
Przeciętna "oczyszczalnia" wypierdziela 50 % nieoczyszczonych ścieków w sezonie turystycznym.
prawie wszystkie są policzone na stałych mieszkańcow.
Gorzej jak spuszcza zagęszczone osady.


"Zagęszczone osady"? Chyba jedynie w stanie awarii. Nieoczyszczone ścieki? W jaki sposób? Po "przejściu"
przez oczyszczalnie są zawsze w postaci mniej lub bardziej czystej wody. Owa woda jeżeli jest "dziwna",
dzwonisz do WIOŚ, zgłaszasz problem i żądasz pobrania próbek przez wyspecjalizowany ośrodek. Po
wynikach próbek wiadomo wszystko.
Chyba że nieoczyszczone idą w sposób w jaki najczęściej występuje czyli zbiorniki retencyjne nie są w stanie
pomieścić napływu "ścieków" spowodowanego np. dużymi opadami i niedozwolonymi podpieciami drenażu,
rynien i studzienek z kanalizacja (najczęstsze przyczyny) i płyna one przez przelewy do rzeki. Czy są bardzo
trujące? W takim rozcieńczeniu wątpię.
Ikrę i narybek coś zabija o ile (tarła ryb i wyklucie narybku) w ogóle się udają.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [3] 26.09 11:01
 
Arek,
poniżej oczyszczalni w Lesku nie dojdziesz do brzegu.
Pas 10 m na płani od leskiej strony to breja po kolana a miejscami wyżej
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [2] 26.09 16:58
 
Zawsze tak było. Nie było oczyszczalni było dokładnie to samo plus extra dodatki (żyletki, kondomy, złom, itd,itd) a
powodem tego jest żyzna woda, nie muł który niby jest z oczyszczalni. Żyzna woda powoduje przyrost roślinności
która gdy jej okres wegetacji się skończy gnije i zalega na dnie. Jeżeli nie ma zimy i wód powodziowych to mamy
to co mamy. Druga kwestia jest taka że zespół elektrowni stara się aby Solina była zbiornikiem retencyjnym i nie
dopuszcza do tzw. powodzi. Efekt? Taki jak Pan pisze. Dno się nie rusza, nie przemieszcza, nie ma płukania
wszystkiego co na nim latami się odłożyło.
Żyzna niekoniecznie jest brudna. Z oczyszczalni płynie woda czysta i żyzna czyli wszystko zielone rośnie na niej
jak w dżungli.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 27.09 07:52
 
Z oczyszczalni płynie woda czysta i żyzna czyli wszystko zielone rośnie na niej
jak w dżungli.


Przy czym żyzna woda (dobre warunki do wzrostu) dla roślin to coś innego niż żyzna woda dla ryb.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 27.09 19:11
 
Zgadza się. Żyzna woda jest wiadomo z jakiego powodu. Skumulowane "ładunek" dobrego i złego z "całej zlewni"
w jeden punk spustowy na rzece. Dawniej każdy użyźniał tam gdzie mieszkał i tez w jakiejś ilości trafiało to do
rzek, ale po drodze dużo się zgubiło lub zostało wchłonięte przez to co takie dodatki lubi. Teraz cały ładunek
azotu, fosforu, i wszystkiego co jest w wodzie z oczyszczalni użyźnia pas wody taki, na jakim zdąży się
wymieszać. Od dawna zastanawiało mnie dlaczego za Sanokiem (Trepcza) jest tak cholernie ślisko na dnie choć
w Lesku prawie takiego czegoś nie było. Fakt że inne dno jest już od ujścia Osławy, są kamienie tzw. "kacze
mydło" ale było i mnóstwo glonów na których trudno było ustać w różnych butach. Powód chyba już znam,
oczyszczalnie, ścieki z większych miasteczek i było jak było. teraz zaczyna się trochę podobnie robić poniżej
Leska. A mułu z gnijących i opadłych roślin jest coraz więcej. Brak naturalnego oczyszczania rzeki wodami
powodziowymi i mamy bajorko.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [2] 27.09 08:48
 
Przeciętna "oczyszczalnia" wypierdziela 50 % nieoczyszczonych ścieków w sezonie turystycznym.
prawie wszystkie są policzone na stałych mieszkańcow.
Gorzej jak spuszcza zagęszczone osady.


"Zagęszczone osady"? Chyba jedynie w stanie awarii. Nieoczyszczone ścieki? W jaki sposób? Po "przejściu"
przez oczyszczalnie są zawsze w postaci mniej lub bardziej czystej wody. Owa woda jeżeli jest "dziwna",
dzwonisz do WIOŚ, zgłaszasz problem i żądasz pobrania próbek przez wyspecjalizowany ośrodek. Po
wynikach próbek wiadomo wszystko.
Chyba że nieoczyszczone idą w sposób w jaki najczęściej występuje czyli zbiorniki retencyjne nie są w stanie
pomieścić napływu "ścieków" spowodowanego np. dużymi opadami i niedozwolonymi podpieciami drenażu,
rynien i studzienek z kanalizacja (najczęstsze przyczyny) i płyna one przez przelewy do rzeki. Czy są bardzo
trujące? W takim rozcieńczeniu wątpię.
Ikrę i narybek coś zabija o ile (tarła ryb i wyklucie narybku) w ogóle się udają.


Znajdź w necie aferę ze spuszczeniem nieoczyszczonych ścieków ( biały żur ) przez "oczyszczalnię" w Łącku.
WIOS po zbadaniu i stwierdzeniu spustu dał kierownikowi 500 zł mandatu !!! .
A budowa dobrej oczyszczalni dla takiej gminy to minimum 10 milionów złotych.
Przepompownię w Krościenku wymusiliśmy akcjami prawie "ter............" Co z tego skoro i tak udaje się im w weekendy w nocy spuścić nadprodukcję łącznie z osadami . Kilka nocy dyżurów , złapani i grzywna - 1000 zł
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 27.09 20:52
 
Znajdź w necie aferę ze spuszczeniem nieoczyszczonych ścieków ( biały żur ) przez "oczyszczalnię" w Łącku.
WIOS po zbadaniu i stwierdzeniu spustu dał kierownikowi 500 zł mandatu !!! .
A budowa dobrej oczyszczalni dla takiej gminy to minimum 10 milionów złotych.
Przepompownię w Krościenku wymusiliśmy akcjami prawie "ter............" border="0"> Co z tego skoro i tak udaje się im w weekendy w nocy spuścić nadprodukcję łącznie z osadami . Kilka
nocy dyżurów , złapani i grzywna - 1000 zł"


Chyba trzeba zmienić sądy. W ten sposób wszystko przejdzie ... bokiem.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 27.09 21:47
 
Na kumpli i lizusów prezesa i Ziobry?
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 25.09 22:16
 
Przeciętna "oczyszczalnia" wypierdziela 50 % nieoczyszczonych ścieków w sezonie turystycznym.
prawie wszystkie są policzone na stałych mieszkańcow.
Gorzej jak spuszcza zagęszczone osady.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 25.09 14:24
 
Tak dla przypomnienia to nawet w tych "latach świetności Sanu " były lata że lipienie występowały
w ilosciach nieporównanie mniejszych niż obecnie.


Kwestia co kto rozumie pod pojęciem "lata świetności". Dla mnie ostatnim rokiem, który zasługuje na to
miano był 92 lub 93 i dosłownie stada lipieni od Łączek do Huzeli. Dla jasności, stada liczone w
kilkadziesiąt sztuk, które wybierały z sobie tylko znanych powodów pewne "placyki" w rzece, głównie w
głównych nurcie, podczas gdy sąsiednie pozostawały prawie puste. I takich stad w tamtym rejonie było
kilkadziesiąt. Ale to był ewenement, który już się nie powtórzy.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 25.09 21:32
 
"W tym roku obserwowałem dziesiątki martwych ślizów, głowaczy i innych ryb, przypuszczam, że zabiła je
zbyt ciepła woda."


Na jakich wodach? Nazwy rzek?
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 16:38
 
"Niestety liczba wejść (40 dniowek) która miała zmniejszyć presję akurat na tych wodach podziałała w
drugą stronę - wędkarze mają ograniczony dostęp kłusownicy grasują. Kiedyś uciekali na sam widok wędkarza
teraz mało kto tam chce zmarnować swój wpis (nie raz przy okazji wędkowania przeganiałem z kolegami
siatkarzy kłusownikow) teraz nie marnuje tam wpisów i jestem okazjonalnie i w jakiś sposób jeden ze
sposobów ochrony szlak trafił ale pewno głupio gadam."


To są tzw. "skutki uboczne", ale presja zlikiwidowana.
Więcej wędkarzy miej szkodników, ptaków, klusoli , itp. Mięsiarzy likwiduje się w inny, znacznie prostszy
sposób.
Dawniej też jeździłem to tu to tam, teraz ... logika-ekonomika każe siedzieć na doopie.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 24.09 09:46
 
Wiem, pamiętam wychodzące do suchej lipienie w krystalicznej wodzie, podnoszące się z 1,5
metrowych dołków na Białce i całkiem płytkich płani na Skawie.
Wracając do dorzecza górnego Sanu to problemem tych wód powoli staje się nie brak lipienia ale brak
jakichkolwiek ryb i nie sądzę by powodem było wyłącznie kłusownictwo i brak zarybień. W miniony
weekend poświęciłem kilka kwadransów by więcej poobserwować niż łowić. Jak pisałem warunki
idealne, krystaliczna woda, pełne słońce, super widoczność, więc szedłem sobie powoli pod prąd i
zaglądałem do wody. Solinka na wysokości Bukowca i Terki, kilka płani "przepatrzonych" do dna to poza
niezbyt liczną drobnicą 2 klenie i nieduża świnka jedynaczka. W Wetlinie w rejonie ujścia do Solinki
poza jednym pstrążkiem ryb już nie stwierdziłem. Co oczywiście nie oznacza, że ich nie ma ale...
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 12:05
 
Nie zobaczyłeś, bo lipienia tak jak pisałem już od lat nie ma, a pstrągi są pochowane w dołkach i nie ma ich dużo. W dodatku uciekają dużo wcześniej niz ty sie pojawisz lub pod kamień. Schodziłem te rzeki przez wiele lat i w rzece bardzo rzadko dostrzegałem pstrągi. Klenie i lipienie jeśli są w rzece od razu zauważysz.
Na pstrągami wisi jeden wielki bat...spinning.
Jak w takich małych rzeczkach można dopuscić spinning?!
Jeszcze rozumiem na górnym Sanie i Solince, ale na pozostałych rzeczkach i potokach?!
Co z tego, ze przejdzie spinnigista, który wypuszcza pstrągi skoro uzbroił wędkę w woblera z dwiema kotwiczkami nr 6. Pstrąg po braniu w taki wobler wygląda jakby przeżył średniowieczną inkwizycje.
A pstrągiem wbrew pozorom mało się na tam nie zarybia. Gdyby połowę lub 1/3 środków przeznaczoną na pstragi zarybić lipieniem to z ekonomicznego punktu widzenia wyszłoby na zero. Tylko ten cholerny operat, który nakazuje zarybiać poszczególnym gatunkiem i ilością...
Górny San więcej jest w stanie przyjać lipienia niż pstrąga, bo więcej jest stanowisk lipieniowych niż dołków pstragow. W dodatku lipień jest stadną rybą.
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [1] 24.09 18:29
 
Stachu, dzisiaj w wędkarstwie nie ma ekonomii wcale.
Dyplomowany ekonomista Ci to mówi!
 
  Odp: Ekonomika wędkarstwa [0] 24.09 19:43
 
wiem, i to jest problem. Ale nie wszyscy to rozumieją.
Do tego dochodzi kwestia kompetencji, bo nie ważne, czy kto jest biały, czy czarny. Ważne by umiał myszy łapać.
 
       


Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus